Założenia makroekonomiczne do budżetu na 2008

W założeniach do budżetu na 2008 r. Ministerstwo Finansów (MF) ocenia bieżącą sytuację makroekonomiczną i przedstawia projekcje do 2010 r. Analiza i projekcja PKB zmusiła autorów założeń do przedstawienia opinii dotyczącej luki popytowej. Zwracam na to uwagę, bo akurat ten problem skupia obecnie uwagę ekonomistów. Nawet jeżeli w wielu komentarzach i prognozach nie pojawia się słowo „luka”, to i tak poszukiwana jest odpowiedź na pytanie czy aby niektóre kategorie makroekonomiczne nie rosną nazbyt szybko. W tle pojawia się po prostu poszukiwanie odpowiedzi na pytanie, jak zachowają się wskaźniki cenowe w najbliższych kwartałach. Według MF tempie PKB 5,5% w 2008 r. szacowana jest średnio na 0,5%. To tłumaczy, dlaczego w prognozach inflacji MF nie zakłada poważniejszych napięć cenowych. Szacowanie luki popytowej nie jest łatwe, stąd też nawet wyliczenia dla Polski dokonywane przez ekonomistów nie dają dokładnie tych samych rezultatów. Niemniej wartość podana w prognozie MF odpowiada co najwyżej połowie lub tylko 1/3 wartości skrajnych, jakie luka przyjmowała w swoich maksimach czy minimach w II połowie lat 90-tych (szczyt w 1998) i w 2000 r. Fakt występowania luki nie oznacza automatycznego przełożenia na zmiany inflacji, chociaż z całą pewnością związek taki istnieje. Porównanie z najbardziej skrajnymi prognozami dotyczącymi popytu w przyszłym roku wskazuje, że w każdej z głównych grup popytowych wzrost po prostu będzie nieco słabszy wg MF. Wydaje się iż w opinii MF problem luki jest niewielki i w okresie prognozy luka nie  będzie się powiększała, czy też cechowała się taką bezwładnością jak w dwóch poprzednich przypadkach. Biorąc pod uwagę dwa poprzednie przypadki powstawania luki w Polsce, wątpię by dojście do wartości skrajnych było wysoce prawdopodobne. Zakładam przy tym racjonalność działań kolejnych rządów i RPP. Niestety co do pierwszej instytucji mogę się mylić poważnie, a w drugim przypadku – trochę.

MF prognozuje średnią roczną stopę referencyjną 4,4% w 2007 r. i 5,2% w 2008 r. ( dla 2009 i 2010 prognozuje się 5,3%). Prognoza dla tego roku wskazuje, iż wg MF zakończyła się już seria podwyżek stóp. Wg analityków, należy się spodziewać jednego lub maksymalnie dwóch wzrostów po 25 pkt. w bieżącym roku. Ja optowałbym za tylko jednym podniesieniem stóp o 25 pkt. i przejściowym wstrzymaniu się z podwyżkami do uzyskania informacji potwierdzających dalszy wzrost zagrożenia lub rozpoczęcia procesu poważniejszego osłabienia się złotego, co na razie jest mało prawdopodobne. Prognoza na przyszły rok zawiera osiągnięcie maksymalnie 5,5% na koniec roku, czyli wartości zbliżonej do średnich przewidywań po korektach z początku wakacji wśród ekonomistów bankowych. Prognoza realnej stopy wskazuje, że MF widzi konieczność utrzymywania tejże stopy na poziomie zbliżonym do neutralnego dla Polski (no…., może nieco poniżej średniej szacunków stopy neutralnej dla Polski).

Prognoza złotego zakłada wzmocnienie realne złotego w 2008 o prawie 5% i blisko 3% w kolejnych latach. Widać więc, że to złoty m.in. będzie pomagał trzymać inflację w ryzach w przyszłym roku. W kolejnych latach gospodarka takiego wsparcia już nie dostanie. W latach 2009 i 2010 złoty wzmacnia się już tylko praktycznie o wartość zmiany cen.

Pewną ciekawostką są wynagrodzenia. W przyszłym roku ich wzrost realny wyniesie 3,6% w gospodarce, a w kolejnych latach odpowiednio 4,2% i 4,4%. Zakłada się więc wcale nie taki mały znowu wzrost płac w najbliższych latach z minimalna tendencją rosnącą. Wg prognozy nie będzie to powodowało napięć popytowych, bo mniej więcej odpowiada to wzrostowi wydajności.

W gruncie rzeczy założenia makroekonomiczne mieszczą się w granicach rzetelnych prognoz. Spadek bezrobocia faktycznie może taki być, jaki jest w prognozach czyli 7,5% w 2010 r. Oceniam jako rzetelne, prognozy dynamiki importu i eksportu oraz deficytu obrotów bieżących. Prognoza złotego na jej tle może budzić dyskusje, ale z punktu widzenia rozkładu prawdopodobieństwa zmian złotego (rozkład relatywnie „płaski”), punktowe wskazanie kursu (tzn. jedna wartość a nie pasmo) wydaje się właściwe. Jedynie dla Polaków którzy swoje aktywa czy pasywa mają w walutach, prognoza deficytu powinna przypominać o zwiększającym się ryzyku kursowym.

Na plus dla MF można zaliczyć prognozę PKB na przyszły rok. Na najbliższe dwa lata jest ona o kilka dziesiątych mniejsza od prognoz rynkowych i o ok. 1% mniejsza od najnowszych prognoz Komisji Europejskiej dla Polski. Niemniej wolałbym żeby prace w Sejmie odbywały się przy ostrożniejszych prognozach, powiedzmy nawet na poziomie 4% dla lat 2009 r. i 2010.  Takie założenie utrudniłoby kolejnym rządom i posłom łatwe rozdawanie pieniędzy. Wydaje mi się również, że kwestia luki popytowej jest trochę niedoceniania. Nie chodzi mi to o czarnowidztwo, ale dobrze pojęte szacowanie ryzyka zmian koniunktury. Głosowania na ostatnim posiedzeniu Sejmu wskazują, że jak tylko wszyscy poczują i przyzwyczają się do znacznych wpływów budżetowych, zapominają o ryzyku. Tak po prostu wydano wbrew założeniom MF kilka miliardów pln (może to być nawet 1/6 tzw. kotwicy, czyli deficytu budżetowego). W swojej krótkiej historii wolnego rynku mieliśmy już okresy, kiedy w budżecie były poważne braki i wydaje się, że te lekcje pokory zostały trochę zapomniane.

 

O marekzelinski

Marek Żeliński. Ekonomista z wykształcenia. Zawodowo związany jestem z sektorem bankowym.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Gospodarka. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.