Nazadłużaliśmy się, że hej.

Podejście do skali zadłużenia przypomina nasze nastawienie do wprowadzanych od pierwszej połowy marca restrykcji. Każde kolejne obostrzenia dotyczące naszego poruszania się poza miejscem zamieszkania przyjmowaliśmy karnie i niemal bez krytyki. Przełomem był zakaz poruszania się po lasach. Wtedy coś w nas pękło. Z zadłużaniem jest podobnie, tylko czekamy jeszcze na ten moment z lasami. Niemal powszechnie przyjęliśmy, że jakakolwiek wątpliwość i krytyka Tarcz oraz źródeł ich finansowania jest wręcz niepatriotyczna. Temat zadłużenia incydentalnie zaczął się pojawiać po wyborach, ale dość nieśmiało.

Rząd finansuje kolejne Tarcze na kilka sposobów. ..… Ale historię musimy zacząć od przełomu 2019/20. Na koniec 2019 r. dług Skarbu Państwa wyniósł 973 mld zł, co dawało niecałe 43% w relacji do PKB. Spowolnienie koniunktury i rozdmuchany socjal zaczął wymuszać wzrost zadłużenia. Dwa miesiące później zadłużenie było już o 1 pkt.proc. wyższe. W marcu przyszedł wirus (covid-19) i stanęliśmy w obliczu zupełnie nowej sytuacji. Zaledwie w trzy miesiące (marzec-maj) rząd zadłużył się o kolejne 100 mld pln. W relacji do PKB, daje to skok o 4,5 pkt.proc. czyli do – szacunkowo – do 48,5% na koniec maja.

Pieniądze na walkę ze skutkami wirusa rząd pozyskuje jeszcze przez BGK i Polski Fundusz Rozwoju (PFR). Bank odpowiada za program: Fundusz Przeciwdziałania COVID-19, finansowany głównie obligacjami na max. kwotę 100 mld pln. Obligację są gwarantowane przez Skarb Państwa. PFR ma również możliwość emisji na łączną kwotę 100 mld zł i każda z emisji jest gwarantowana przez Skarb Państwa. Tak więc, rząd odpowiada za emisje BGK i PFR.

BGK i PFR wykorzystały do tej pory po ok. 2/3 limitu emisji. To daje ponad 130 mld pln obligacji, które formalnie można klasyfikować jako dług SP. W ten sposób jesteśmy niemal pod poziomem zadłużenia 55% do PKB.

Zarówno rząd jak i BGK i PFR wyhamowały ze wzrostem zadłużenia. SP zwolnił w kwietniu tempo zadłużania, a BGK i PFR zasygnalizowały ostatnio w mediach, że na chwilę obecną również wstrzymują tymczasowo dalsze emisje lub radykalnie je zmniejszają. Jest z tym zbieżny komunikat NBP o ograniczeniu przetargów skupu obligacji. Na sierpień planowany jest tylko jeden przetarg 19 sierpnia. 

Skoro mowa o NBP, to warto przypomnieć jaką rolę w całej tej układance rozrzucania długu po różnych instytucjach pełni NBP. Nasz bank centralny jest niezwykle aktywny z skupie długu SP, BGK (fundusz covid-19) i PFR. NBP skupił z rynku do tej chwili obligacje na kwotę 102 mld pln. 50% to obligacje SK skupowane głównie w okresie marzec – połowa kwietnia. A od końca kwietnia NBP skupuje głównie obligacje BGK i PFR. 31% ze skupionych 102 mld pln, to papiery emitowane przez BGK, a  18% to papiery PFR.

Wątpliwości dotyczących zadłużenia na potrzeby walki z kryzysem jest kilka. Rząd , rozkręcając akcję zbierania pieniędzy (czyli zadłużania się) zaczął rozrzucać dług tak, by nie był w pełni objęty krajową definicją finansów publicznych. Wątpliwości budzi rola NBP w całej akcji. NBP przyjął rolę absorbera części długu nie wzywając rządu (nawet w komentarzach) do zmniejszenia socjalnych prezentów w postaci 500+, 300+ i dodatkowych emerytur. Skala emisji powinna wzbudzić dyskusję m.in. dlatego że  wg danych NBP, część przedsiębiorstw kumuluje na swoich kontach środki. Mowa o kwocie 40-50 mld pln. Zapewne część, to efekt ograniczanych inwestycji, ale NBP powinien dokładnie się temu przyjrzeć.

Rząd dodatkowo nie ułatwia kontroli sytuacji przez niezależnych ekonomistów. Bez względu na definicje i zasady prezentacji finansów publicznych wg przepisów krajowych, rząd powinien prezentować bez zbędnej zwłoki dane np. wg formuły wykorzystywanej przez Eurostat. 

Wydaje się, że rządzący uświadomili sobie, że zbyt szybko i zbyt mocno się zadłużyliśmy. Co gorsza stało się to zanim tak naprawdę poznaliśmy naturę i skutki kryzysu. Widać, że powoli czas kończyć bezwarunkowe rozdawnictwo pieniędzy. Nie chcę uprawiać banalnej krytyki. Mam świadomość wyjątkowości obecnej sytuacji. Biorąc jednak pod uwagę upór obecnej koalicji rządzącej w rozdawnictwie socjalnym i lekceważące podejście do finansów publicznych, temat zadłużenia powinien być poddanym poważniejszej kontroli pozarządowej.

Zaszufladkowano do kategorii Opinie | Dodaj komentarz

Kontrowersyjna opinia ekonomistów ING o programie wyborczym K.Bosaka. Ciąg dalszy historii.

Robert Biedroń nie odpuszcza i powraca do zestawienia ekonomistów ING Bank Śląski SA (dalej ING) z 24 czerwca. Tym razem pisze do prezesa ING w tej sprawie. Główne media odpuściły ten temat, ale zestawienie ekonomistów wywołało pewne poruszenie i głosy protestów.

Przypomnijmy sobie o co chodzi.

24 czerwca ekonomiści ING opublikowaniu zestawienie poglądów ekonomicznych kandydatów na prezydenta i poddali je ocenie. Pierwsze miejsce zajął K.Bosak. Kryterium była ocena wpływu postulatów ekonomicznych na finanse państwa i deficyt. Ekonomistom ING wyszło, że dla finansów publicznych najbezpieczniejsze są pomysły K.Bosaka. Szok wywołało promowanie osoby, której poglądy poza-ekonomiczne i dotychczasowa działalność polityczna wzbudzają spore kontrowersje i poważne zarzuty. Ale i co do postulatów ekonomicznych K.Bosaka i ich interpretacji przez ekonomistów ING można mieć faktycznie sporo wątpliwości.  (Tekst ekonomistów ING:  LINK ).

Zestawienia ekonomicznych postulatów w czasach kampanii wyborczych, rankingi itd. , to standardowa działalność publicystów ekonomicznych, ekonomistów i instytucji ekonomicznych. Zestawienia są przeróżne. Od dość przypadkowych zestawień po profesjonalne analizy. Zwracam na to uwagę,  bo część krytyków przypisuje ekonomistom ING intencje, których jak sądzę nie mieli, a sam raport próbowano oceniać jako profesjonalne zestawienia dla zagranicznych dealerów. To już zupełna bzdura.

Samo zestawienie poglądów ekonomicznych poszczególnych kandydatów robi wrażenie dość przypadkowego. Brakuje odniesienia do ważnych kwestii, które możne było łatwo znaleźć w wywiadach udzielanych mediom. W efekcie materiał jest niejednorodny i w zasadzie nie pozwala na porównanie kandydatów i nie pozwala na ocenę wpływu ich pomysłów na finanse publiczne czy sam tylko budżet.

Ekonomiści ING w swoim rankingu dali K.Bosakowi ocenę : Fiscal balance implications: significantly positive.  W oczach ekonomistów wolnorynkowych itp., to najlepsza nota. Warto zaznaczyć, że różnego typu wykresy, grafiki itp. pokazujące jakoby ekonomiści ING dali K.Bosaka na pierwszym miejscu itd. są już wymysłem autorów, którzy opracowanie oceniali. Czytelnicy wyrażający oburzenie nie zdawali sobie sprawy, że ilustracje w tekstach komentatorskich  itp. nie pochodzą z opracowania ING. Ekonomiści ING ustawili polityków wg zasady od najwyższych notowań w sondażach po najniższe. Pominięto kandydatów o śladowym poparciu.

Ekonomiści ING postanowili wypisać poglądy K.Bosaka na gospodarkę następująco:

  • Zero-deficit budget, with three exceptions only: serious recession, extraordinary states, qualified majority of Sejm
  • Vetoing bills on tax hikes, high tax-free amount in PIT
  • Lower VAT rates on food
  • Voluntary social security contributions
  • Eurosceptic, sees a need for a pragmatic policy with Russia
  • Reduction of Lower House Sejm members by half, transferring some central institutions outside Warsaw
  • Social: against gender ideology, conservative values

Już tylko pozostawienie ludziom decyzji o płaceniu składek ZUS nie pozwala na postrzeganie K.Bosaka jako sympatyka zrównoważonego budżetu. Dziura w FUS byłaby tak duża, że zanadto angażowałaby budżet, czyli mielibyśmy deficyt, że hej. Wetowanie ustaw podnoszących podatki tez budzi wątpliwość w obliczu narastającego deficytu finansów publicznych. Ekonomiści ING nie podkreślili, że K.Bosak głosował za programami socjalnymi rządzącej obecnie koalicji prawicowej. Jak się to wszystko ma do zrównoważonego budżetu, liberalnych poglądów i czy w ogóle K.Bosak poważnie traktuje swoje poglądy ekonomiczne, trudno powiedzieć. Ekonomiści, którzy oceniali poglądy K.Bosaka mieli te same wątpliwości. Ekonomiści ING nie. Ale nie to wywołało największe protesty.

Trzeba przyznać, że zarzut dotyczący braku informacji w notce o kandydacie o jego poglądach społeczno-politycznych wydaje się być zasadny. K.Bosak znany jest ze swoich poglądów ksenofobicznych, nacjonalistycznych, czy problemów z tolerancją. W notce o poglądach padło tylko : conservative values. To grubo za mało.

Mogę zrozumieć i zaakceptować, że ekonomiści ING nie mieli złych intencji. W końcu w jakiś sposób musieli ująć kandydata, który nie zalicza się już do politycznego planktonu i unikać w tekście ekonomicznym ocen światopoglądu kandydatów i szerszego ujęcia poglądów nie-ekonomicznych kandydatów. Niestety mamy do czynienia z nową jakością. Do wielkiej polityki dostają się ludzie o budzących wątpliwości postawach, a z drugiej strony czas zacząć zwracać uwagę na wrażliwość i uczucia innych grup społecznych. Część tych ostatnich uznała, że raport ING ukrywa pełną prawdę o poglądach K.Bosaka, co zostało odebrane jako promowanie jego osoby i ugrupowania politycznego. Faktycznie, po lekturze tekstu pozostaje pewien niedosyt.

Zaszufladkowano do kategorii Opinie | Dodaj komentarz

Wiceminister Piotr Patkowski i jego wiedza o „procesach gospodarczych”.

Trzeba przyznać, że z lekką nutką zawstydzenia i rozczarowania czyta się wypowiedzi młodego wiceministra finansów, Piotra Patkowskiego. Szkoda, że młody człowiek przedkłada słabej próby manipulację nad wiedzę ekonomiczną.

W portalu Bankier.pl LINK natknąłem się m.in. na cytaty z ministra, jak niżej. Pozwolę sobie dorzucić nieco komentarzy od siebie.

“Często powtarza się taką niesłuszną tezę, że państwo nie powinno się zadłużać, że jest jak budżet domowy – powinno wydawać tyle, ile dostaje. To teza świadcząca o braku wiedzy o procesach gospodarczych i finansowaniu rozwoju społeczno-gospodarczego”.

Nie wiem jak dużą wiedzę o „procesach gospodarczych” ma młody wiceminister, ale śmiałości w wypowiedziach odmówić mu nie można. Sądząc z młodego wieku, wykształcenia i doświadczeń, na studiowanie „procesów gospodarczych” i zagadnień makroekonomicznych czasu zbyt wiele nie miał, co potwierdzają jego wypowiedzi.

Odnoszenie się do rzekomych poglądów jakichś ekonomistów jest słabym sposobem obrony swoich poglądów. Nie wiem czy w Polsce są w ogóle ekonomiści, którzy postukują brak zadłużenia. Ja przynajmniej mam problem by na takich trafiać w naszych sporach o gospodarkę. Polska od przemian w latach 90-tych funkcjonuje w warunkach deficytu finansów publicznych i ekonomiści jedynie przestrzegali by panować na deficytem, który potrafi się łatwo wymknąć spod kontroli. Zadłużenie mamy również „od zawsze”. Spór natomiast toczymy o poziom deficytu i zadłużenia. Gdyby P.Patkowski faktycznie studiował „procesy gospodarcze”, w tym i najnowszą gospodarczą historię Polski, wiedziałby o co chodzi.

“finanse państwa są w dobrym stanie, a to, że w okres pandemii koronawirusa weszliśmy ze zrównoważonym budżetem, pozwala nam teraz aktywnie pobudzać gospodarkę do ponownego uruchomienia po okresie kilkutygodniowego lockdownu”.

Finanse publiczne nie były w dobrym stanie przed pandemią. Wiedząc, że kończy się okres koniunktury i czekają nas trudniejsze czasy, rząd powinien był w ubiegłym roku wypracować nadwyżkę w finansach publicznych w przedziale 1%-2% PKB. Niestety w  2019 r. nadal mieliśmy deficyt, ponieważ rząd podporządkował finanse publiczne wyciskaniu z nich 500+ i innych socjalnych prezentów. To ogromna nieodpowiedzialność, która mści się teraz koniecznością większego zadłużenia.

„Deficyt 2020 będzie duży, żeby w 2021 r. można było ograniczyć zadłużenie i wrócić na ścieżkę zrównoważonych finansów publicznych”

“Stąd nasza aktywność w zakresie tarczy antykryzysowej i finansowej. Nie ma żadnych wątpliwości że bez nich mielibyśmy już dwucyfrowe bezrobocie, a koszty gospodarcze i społeczne byłyby znacznie większe niż wpompowanie w ciągu ostatnich dwóch miesięcy blisko 100 mld złotych w polskie firmy na ochronę miejsc pracy, zapewnienie płynności finansowej i przetrwanie koronawirusa przez setki tysięcy małych i średnich przedsiębiorstw” 

Rząd nie robi żadnej łaski przygotowując plany ratunkowe. Niemal całość ekonomicznych działań, to standardowe w kryzysowych czasach decyzje. Absolutnie nic wyrafinowanego. Powielane schematy sprzed lat i oczywiste działania (ulga w płaceniu ZUS, gwarancje BGK itd.). I tu również nie ma poważniejszego sporu między ekonomistami. Że państwo ma ratować gospodarkę poprzez emitowanie długu i deficyt, nie wzbudza wątpliwości. Spór tyczy skali działań, ponieważ rząd ratuje społeczeństwo poprzez zadłużanie obywateli. Tą pomoc będziemy spłacać w kolejnych latach. Rząd nie ustrzegł się też błędów i wprowadzania niektórych instrumentów z opóźnieniem. Jednym opóźnień było wsparcie dla bezrobotnych, które przybrało formę prezentu od prezydenta, bo niestety nie dało się uniknąć podporządkowania nawet tej formy pomocy celom politycznym i kampanii wyborczej.

 

Zaszufladkowano do kategorii Opinie | Dodaj komentarz

Rada Polityki Pieniężnej: nie chce mi się z wami gadać.

Ostatnia dostępna na stronach NBP konferencja prasowa po posiedzeniu RPP jest z posiedzenia marcowego. Następnych konferencji już nie ma, bo RPP poniechała konferencji, co wywołuje spore poruszenie. Dlaczego RPP ograniczyła przekaz do komunikatów prasowych i indywidualnych przekazów członków RPP? Tłumaczenie jest dość kuriozalne: 1. wydłużenie trwania obrad RPP (z powodu ograniczenia liczby spotkań), przez co brak czasu na konferencje, 2. ograniczenie kontaktów ze względów bezpieczeństwa (epidemia). Najprostszym sposobem byłaby organizacja telekonferencji, ale najwyraźniej coś stoi na przeszkodzie członkom RPP.

Po co konferencje? Suchy zapis dyskusji po spotkaniu RPP jest tylko przekazem tego co RPP uznała za stosowne przedyskutować i przekazać w formie pisemnej. To samo dotyczy komunikatów NBP, nawet jeśli przekazuje je mediom prezes NBP samodzielnie. Na konferencjach była okazja  zadawać pytania o dokładniejsze wyjaśnienia lub tematy wcale lub niewystarczająco poruszane na spotkaniach RPP. Tak było m.in. z dość symbolicznymi zapisami odnoszącymi się do polityki kursowej  w dokumentach z końca maja i połowy czerwca. Opinia publiczna ma prawo, za pośrednictwem ekonomistów uczestniczących w konferencjach, wiedzieć czy szef NBP oraz członkowie RPP świadomie i rozsądnie prowadzą szeroko rozumianą politykę pieniężną i – co by tu nie mówić – gospodarczą w wykonaniu NBP (skup długu skarbu państwa i instytucji wchodzących pośrednio lub bezpośrednio w skład finansów publicznych).

Osobiście trudno mi się powstrzymać od wrażenia, że A.Glapiński i RPP nie specjalnie mają ochotę odpowiadać na pytania. Słusznie spodziewając się pytań nieco kłopotliwych. A obszarów co do których można czuć informacyjny niedosyt jest przynajmniej kilka. Oczywiście, zanim obszary te poniżej wymienią, trzeba przypomnieć, że NBP i RPP działają obecnie w warunkach wyjątkowo trudnych. Skutki epidemii powywracały wiele dogmatów do góry nogami i teraz w pierwszej kolejności musimy ratować gospodarkę przed zapaścią i utratą miejsc pracy.

Inflacja. Działania RPP w obszarze stóp procentowych zdają się wskazywać, że mają charakter nieco populistyczny. Obecnie problemem przedsiębiorstw jest utrzymanie płynności. Koszt kredytu ma tu co najwyżej drugorzędne znaczenie. Ostatnia obniżka stopy referencyjnej zdaje się wskazywać, że gesty emocjonalne mają większe dla RPP znaczenie niż inflacja. W przypadku tej ostatniej, RPP po zmianach jakie dotknęły inflację na przełomie 2019-2020 powinna wykazać nieco więcej pokory.

Kurs złotego. Z przekazu RPP wynika, iż hołduje ona traktowaniu złotego jako środka do ratowania koniunktury za wszelką cenę. Ewentualne zagrożenie inflacyjne zdaje się zgodzić na plan dalszy. Między czasie okazało się, że minister finansów ma odmienne zdanie dotyczące złotego. Pytanie też, czy RPP osiągnęła efekt i jak definiuje jego realizację.

Nie ma co ukrywać, że przynajmniej mała grupka członków RPP wraz z A.Glapińskim jest dość mocno emocjonalnie związana z obecną ekipą rządzącą i prowadzoną przez rząd polityką społeczną i gospodarczą. RPP  nie chce się odnosić do lekkomyślnej polityki rozdawnictwa koalicji prawicowej. Przeciwnie, szef NBP niejednokrotnie okazywał podziw. To jeden z powodów, dlaczego opinia publiczna ma prawo i obowiązek weryfikować podstawy podejmowanych przez RPP i NBP działań.

Skup obligacji. Na chwilę obecną, NBP skupił obligacje skarbu państwa, Banku Gospodarstwa Krajowego i Polskiego Funduszu Rozwoju za łączną kwotę ponad 96 mld zł. Oczywiście jesteśmy w sytuacji wyjątkowej, ale mamy do czynienia praktycznie z niemal bezpośrednim kupowaniem państwowego długu (na ogromną kwotę) przed czym miała nas chronić konstytucja. Niestety RPP, ani NBP nie apelują do rządu o ukrócenie polityki rozdawnictwa, by zmniejszyć skalę deficytu finansów publicznych i zadłużenia. Tymczasem prezydent, za aprobatą rządu bezceremonialnie obiecywał w kampanii emerytalne 14-tki i wymuszał na rywalach deklarację, że obecne świadczenia nie będą odebrane.

Zaszufladkowano do kategorii Opinie | Dodaj komentarz

PAD dezinformuje w sprawie emerytur.

Warto wyjaśnić kilka kwestii dotyczących wieku emerytalnego, ponieważ wraz ze zbliżaniem się terminu wyborów prezydent A.Duda (PAD) chętniej wprowadza ludzi w błąd. Temat po raz kolejny pojawił się w sobotę. Tym razem  w twitterowym pojedynku z D.Tuskiem. PAD przypomniał D.Tuskowi m.in. decyzję o podwyższeniu wieku emerytalnego.

Nie wnikam co i komu D.Tusk obiecywał odnośnie emerytur (sobotnie zarzuty PADa). Nie podlega jednak sporom fakt, że wydłużenie wieku było decyzją niepopularną społecznie, ale mającą swoje uzasadnienie. Moim zdaniem warto doceniać polityków, którzy potrafią zaryzykować polityczną karierę za podjęcie niepopularnych decyzji. PAD woli być zapamiętany jako polityk rozdający pieniądze. Szkoda, że nie swoje.

Wydłużenie lat życia spowodowało, że wydłużył się okres życia na emeryturze. Wpłacane składki, mimo waloryzacji, nie wystarczają na pokrycie wydatków na wypłacane emerytury. Ponad 20 lat temu zmieniliśmy zasady wyliczania emerytury. Zmiana było koniecznością. Przeszliśmy z systemu zdefiniowanego świadczenia na system zdefiniowanej składki, czyli tzw. kapitałowy. Część ludzi w tym upatruje problem, ale zarzut jest kompletnie nietrafny. Nawet gdybyśmy pozostali przy poprzednim systemie, to relacja emerytury do ostatniego wynagrodzenia musiałaby ulec zmniejszeniu. Patologie systemu poprzedniego systemu dobrze widać po grupach zawodowych, które w nim pozostały (emerytury mundurowe, górnicze itd.).

Wobec wzrostu długości życia wybór był następujący: wydłużamy czas pracy, szukamy dofinansowania wypłacanych emerytur z innych źródeł lub zwiększamy składkę ZUS-owską.  Większość krajów rozwiniętych zmierza w stronę wydłużenia okresu aktywności zawodowej. Koalicja PO-PSL w zasadzie wybrała model wydłużenie okresu aktywności zawodowej plus dofinansowanie z innych źródeł (czyli z naszych podatków i innych danin). Samo przesuniecie wieku miało zapobiec jedynie narastaniu deficytu systemy emerytalnego.

PAD w wyborach w 2015 r. zachęcał (skutecznie) do głosowania na siebie m.in. obietnicą przywrócenia poprzedniego wieku emerytalnego, czyli 60/65 lat. I dalej ani słowa. Ludzie mogli przez to rozumieć, że wydłużenie wieku było tylko liberalnym wybiegiem D.Tuska i do tego zupełnie zbędnym. Wiek więc zmieniono na 60/65 i ….wprowadzono Pracownicze Plany Kapitałowe (PPK), czyli dobrowolne składki na produkt będący uzupełnieniem emerytury. PAD podpisał dokument bez problemu, bo był świadom skutków obniżenia wieku emerytalnego. Niestety nie chce się tym podpisem chwalić, bo na jaw wyszłaby wyborcza manipulacja. Politycy prawicowi też starają się o PPK zbyt dużo nie mówić, a jeżeli już, to nie łączyć tego z przywróceniem wieku emerytalnego 60/65 lat. Składki na PPK są dobrowolne, ale beneficjent musi zgłosić pracodawcy fakt rezygnacji.

W efekcie PAD zafundował obywatelom dość liberalne rozwiązanie, przerzucając decyzję o poziomie życia na emeryturze częściowo na obywatela. Przywrócenie wieku 60/65 skraca czas budowy emerytalnego kapitału, czego obywatele nie są chyba świadomi. W uzupełnieniu obywatele dostali prawo opłacania sobie PPK.

Zaszufladkowano do kategorii Finanse osobiste | Dodaj komentarz

Są wybory, więc rozdajemy. Tym razem bon turystyczny.

Przed nami tuż, tuż, wybory prezydenckie, więc prezydent zaczyna rozdawać prezenty. Specjalnie na potrzeby kampanii prezydenckiej, na czas ich trwania, kreatorem przemian gospodarczych, tarcz ochronnych i inwestycji stał się prezydent. Jednym z kilku pomysłów prezydenta jest bon turystyczny 500+, który ma być przyznawany na każde dziecko. Szczegółów nie znamy, co nie zmienia faktu, że pytania zadawać można.

Przede wszystkim wakacje wkrótce się zaczną, a pomysł z bonami w powijakach, co tylko potwierdza, że mamy do czynienia z doraźną wyborczą inicjatywą. Ale to nie jedyna wątpliwość oraz powód do krytyki.

Dlaczego rodziny z dziećmi?  Najwyraźniej rodziny z dziećmi są tą grupą wyborców, w której prezydent ma szansę najwięcej ugrać. Nie ma co ukrywać, że pomysł z 500+ był strzałem w dziesiątkę, z punktu widzenia pozyskania trwałego elektoratu. Dlatego turystyczny bon jest swego rodzaju uzupełnieniem podstawowej akcji.

Czy wypoczywają tylko rodziny z dziećmi? Wg polityków PiS i prezydenta najwyraźniej tak. A co z pozostałymi? Wygląda na to, że ich potrzeby turystyczne są mniej istotne. Rodzin bez dzieci, z dziećmi odchowanymi i emerytami, do walki o sektor turystyczny angażować nie trzeba. Na to wygląda.

Dlaczego akurat sektor turystyczny ma być beneficjentem bonu a nie inny? To jedno z najciekawszych pytań. Być może to szczypta ekonomicznego patriotyzmu i efekt medialnego zgiełku wytworzonego przez przedstawicieli sektora plus połączenie przyjemności, czyli wypoczynku. PR-owy strzał, jeśli nie w 10-tą, to niemalże.

Sektor wypoczynkowy faktycznie oberwał przez pandemię, ale tylko początkowo. Przed nami wakacje i wygląda na to, że w kraju odbędą się niemal bez zakłóceń. Część obywateli z konieczności lub z obaw, spędzi letni wypoczynek w kraju, więc sektor turystyczny nie powinien przesadnie narzekać na brak zainteresowania.

Wątpliwe też jest by sektor turystyczny okazał się tym, w który pandemia uderzyła najbardziej. Szereg innych sektorów zaliczanych do przemysłu, usług lub handlu oberwie o wiele mocniej. Ja oczywiście mogę się mylić, dlatego dobrze by było poznać analizy dlaczego prezydent (bo niby on to wymyślił) wybrał taki a nie inny sektor gospodarki. Formalnie instrumenty w ramach tarcz są też przeznaczone dla przedsiębiorców z sektora turystycznego.

Skąd pieniądze? Obywatel może sobie pomyśleć: prezydent i rząd mają, wypracowali jak dobrzy gospodarze, więc rozdają. Otóż prezydent i rząd z zasady nie mają żadnych pieniędzy. Oni jedynie redystrybuują te, które w ramach podatków i innych danin przekazali obywatele. Ekonomiczne skutki pandemii powodują, że ratujemy się na potęgę wzrostem zadłużenia. Kilka mld zł rozdane w ramach bonu 500+ będzie tylko dopisane do rachunku i dług wyemitowany z tego tytułu, spłacimy sobie sami w najbliższych latach. Pytanie więc, czy to na pewno jest prezent dla obywateli.

Dopompowanie do wydatków na wypoczynek dodatkowych kilku mld złotych może się przyczynić do wzrostu cen usług turystycznych. Chciałabym poznać prezydencie lub rządowe kalkulacje w tym zakresie. Zwracam na to uwagę, bo wzrost cen kilku elementów koszyka inflacyjnego jest właśnie skutkiem polityki rządu z ostatniego okresu.

I na zakończenie pytanie: dlaczego wybrano taką a nie inną formę pomocy polskim rodzinom ? Część Polaków straciła pracę, doświadcza przejściowej obniżki wynagrodzenia lub doznała innych finansowych dolegliwości z powody pandemii. Dlaczego akurat mamy pomagać bonem turystycznym? Człowiekowi, który stracił pracę lub boi się, że ją straci, bon w niczym nie pomoże. Podejrzewam, że wiele rodzin nawet z niego nie skorzysta.

Zaszufladkowano do kategorii Opinie | Dodaj komentarz

Epidemia powodem rezygnacji z zakupów odzieży i obuwia. Ucieczka do internetu.

Dane makroekonomiczne publikowane przez GUS czyta się teraz z zaciekawieniem i wypiekami na twarzy. Na koniec tygodnia GUS zaserwował nam dane dotyczące sprzedaży detalicznej za kwiecień. Ograniczę się do analizy sprzedaży detalicznej w sklepów handlujących tekstyliami, odzieżą i obuwiem. Ta grupa towarów świetnie pokazuje jak przeogromny wpływ na działanie podmiotów gospodarczych miały decyzje organów państwowych i nasze obawy o własne zdrowie.

Na wstępie dodam, że GUS urozmaicił dane o sprzedaży detaliczne, informacjami o udziale sprzedaży internetowej. Niestety, ta nowość dotyczy tylko miesięcy z 2020 r. Początkowo chciałem, na podstawie powszechnie dostępnych analiz i opracowań, uzupełnić podział za 2019, ale zrezygnowałem z powodu rozbieżności danych. Wyniki analiz sprzedaży detalicznej i jej kanałów (w tym przez internet) są nazbyt rozbieżne. 

Już dane GUS za marzec (publikowane w II połowie kwietnia) pokazały, jak mocno restrykcje związane z wirusem uderzyły w sprzedaż odzieży i obuwia. Ale to był tylko wstęp do tego co zobaczyliśmy w kwietniu. Sprzedaż detaliczne w tej grupie towarów stanowiła niewiele ponad 1/3 sprzedaży z kwietnia 2019 r.

W poszczególnych grupach towarów, sprzedaż odzieży i obuwia, wykazała największy spadek. Co ciekawe, wirus nie odbił się aż tak tragicznie na grupie meble i artykuły RTV/AGD. Wyjaśnień jest wiele i czołowym chyba wcale nie jest nasza obawa o pracę i pieniądze, czyli wstrzymywanie wydatków. Wraz z wprowadzaniem ograniczeń, skupiliśmy się na towarach niezbędnych, starając się unikać zbędnego poruszania się poza miejscem zamieszkania. Zamknięto galerie handlowe. Sprzedawcy zamknęli szereg sklepów z obawy o spadek popytu. Celem była redukcja kosztów.

Drugą ciekawostką jest przeniesienie zakupów odzieży i obuwia do internetu. Klienci, którzy bali się wyjścia do sklepu lub im uniemożliwiono zakup ‘fizyczny’, szukali ratunku w zakupach przez internet. W efekcie sprzedaż ‘fizyczna’ w kwietniu 2020 spadła 6-7 krotnie w porównaniu w kwietniem 2019 r. Możemy więc sobie wyobrazić w jak tragicznej sytuacji jest część sprzedawców detalicznych. Udział sprzedaży internetowej w sprzedaży analizowanej grupy towarów stanowił w okresie styczeń-kwiecień 2020 r. odpowiednio: 17,1%, 17,%, 35,6% i 61,3%.

Pocieszeniem jest to, że tzw. odmrożenie gospodarki w maju przywraca sprzedaż detaliczną odzieży i obuwia na szerszą skalę. Powrót do sprzedaży na poziomie marca’20, to minimum jakiego możemy oczekiwać.

Zaszufladkowano do kategorii Opinie | Dodaj komentarz

Tąpnęło i to mocno. Spadek produkcji przemysłowej w kwietniu.

Produkcja przemysłowa w kwietniu była mniejsza o niemal 24% w porównaniu kwietniem 2019 r. Zaznaczam, że mówimy tylko o produkcji przemysłowej, więc nie wiemy nic o skali skurczenia się sektora usługowego.

Sytuacja wygląda jeszcze poważniej, gdy brać pod uwagę działy gospodarki należące tylko do przetwórstwa przemysłowego. Przetwórstwo przemysłowe to przemysł bez górnictwa, energetyki (prąd, gaz itd.), dostarczania wody, odprowadzania ścieków i gospodarki odpadami. Wymienione sektory, oprócz górnictwa, w niewielkim stopniu odczuły kwietniowe tąpnięcie. Były to spadki od 1% do maks. 6%. Dlaczego? Bo są to sektory dostarczające tzw. media, które zakłady przemysłowe i gospodarstwa domowe zmuszone są wykorzystywać, by funkcjonować.

Tak więc produkcja działów przetwórstwa przemysłowego, była o 27,5% mniejsza niż w kwietniu roku ubiegłego. To efekt skurczenia się popytu zagranicznego i krajowego. Na szczegóły (dokładniejsze dane GUS o exporcie) przyjdzie nam jeszcze poczekać. Trzeba przyznać, że w chwilach niepewności oraz zamknięcia w domach, zareagowaliśmy natychmiastowym wstrzymaniem zakupów. Wiele z działów produkcyjnych poniosło konsekwencje zamknięcia, lub ograniczenia z korzystania, sieci dystrybucyjnej swoich wyrobów. Nie znamy jeszcze wyników sprzedaży detalicznej za kwiecień, ale już w marcu sprzedaż detaliczna była mniejsza o niemal 10%  w porównaniu z marcem 2019 r. W tym sprzedaż odzieży, tekstyliów i obuwia o 50%. Sprzedaż mebli i sprzętu RTV/AGD  o 17%.

Niemal zamarła produkcja pojazdów i części do nich. Produkcja kwietniowa, to raptem 21% ubiegłorocznej. Produkcja artykułów żywnościowych, spadek rok do roku o 16,7%. Aż trudno uwierzyć, by odpowiadał za to brak zainteresowania klientów krajowych. Sieć dystrybucji żywności działała be zarzutu. Być może była jedyną, z konwencjonalnych (konieczność ‘fizycznych’ zakupów), która nie poddała się pandemii. Niewątpliwie część z nas ograniczyła zakupy do niezbędnych, ale żeby aż tyle? Dalej nie będę wymieniał i podaje dane z GUS w tabeli.

A czy ktoś zyskał ?? Tak, sektor który produkuje środki chroniące nas przed zakażeniem, czyli producenci wyrobów farmaceutycznych. Dział odnotował wzrost o 14% w porównaniu z kwietniem 2019 r.

Skala spadku stawia pytanie: czy było to konieczne i czy mogliśmy tego uniknąć. Na popyt zagraniczny nie mamy wpływu. Sami co nieco ograniczyliśmy sobie przerzut towarów przez granice. Czy jednak zamrożenie gospodarki i społeczeństwa (czyli popytu) musiało być aż tak duże? Nie chodzi o krytykowanie aktualnego rządu jako sztuki dla sztuki i po czasie. Po prostu trzeba stawiać odważne pytanie i szukać na nie odpowiedzi. Ja mam wątpliwości . Rząd chyba też, sądząc z tempa ‘odmrażania’ i powrotu życia społeczno-ekonomicznego do względnej normalności.

Niestety ‘zamrażanie’ życia społeczno-ekonomicznego jest zawsze kwestią szukania okrutnego kompromisu między bezpieczeństwem obywateli, a ekonomiczną stroną naszego życia. Zaczyna się trzecia dekada maja i wiemy, że jesteśmy gotowi zaakceptować śmierć ok 600 obywateli miesięcznie by tylko życie społeczne i ekonomiczne powróciły do czasów sprzed pandemii. Ot, taka okrutna refleksja na zakończenie.

Zaszufladkowano do kategorii Gospodarka | Dodaj komentarz

Trzymajmy się UE. Kurczowo.

Od kilku lat panuje w Polsce moda na krytykowanie UE. Obecna koalicja rządowa, zdaje się już w ogóle nie mieć pomysłu na naszą obecność w UE. Wobec tego warto spojrzeć  w dane opublikowane właśnie przez Eurostat za Bankiem Światowym. To pozwoli nam ‘ulokować’ się na świecie i nieco zweryfikować mit o naszej wyjątkowości i sprawczości.

Eurostat podał ranking regionów polityczno-gospodarczych lub krajów wg kilku kryteriów najczęściej przyjmowanych do określania wielkości krajów. By zanadto nie mieszać, będę się trzymał wielkości PKB mierzonej w PPS, tłumaczonej jako standard siły nabywczej. To uczciwe ujęcie.

W świecie, pod względem ekonomicznym, liczą się trzy siły. Na czoło w ostatnich latach wysunęły się Chiny minimalnie wyprzedzając USA i UE. (UE już bez Wielkiej Brytanii, którą zaprezentowano osobno). W rzeczywistości możemy mówić obecnie o niemal równowadze tych dwóch krajów i UE. Chiny z biegiem lat będą powoli powiększać dystans dzielący je od USA i UE.

Samemu więc czy z UE? Wystarczy spojrzeć na załączoną ilustrację i bezdyskusyjnie odpowiedź brzmi: przyszłość Polski tylko z UE. I jakby to kogoś nie zabolało i nie drażniło, również nie pozostawia wątpliwości, że w naszych interesie jest dalsza integracja UE na polach: ekonomicznym, politycznym, wojskowym itd.  Integracja społeczna jest tego naturalnym następstwem, ale i koniecznością. 

A gdybyśmy w UE nie byli?? To niemal na pewno, nie zmieścilibyśmy się na ilustracji jako kraj wykazany odrębnie (Polsce brakuje trochę do 1%) i bylibyśmy w grupie określanej jako Rest of the World. Wprawdzie nie jesteśmy krajem małym, ale i na pewno nie potęgą i to ostatnie nam na razie nie grozi. Ktoś może powiedzieć: no ale Brytyjczycy z UE wyszli. Cóż, każdy ma prawo do swojego focha. Po drugie sytuacja geopolityczna WB jest inna od naszej. Natomiast gospodarka WB jest od naszej ok 5,5 razy większa, mierząc PKB w eur.

Jeżeli nie jest się krajem ogromnym i potęgą, to warto przyłączyć się do grupy krajów. Mimo nienajlepszego położenia geopolitycznego, powinniśmy się cieszyć, że sąsiadowaliśmy w krajami UE i mogliśmy dołączyć do tego zacnego grona. Nadal trudno mi zrozumieć, jak ludzie mogli mieć przed laty wątpliwości dotyczące naszego wstąpienia do UE.

Świat się globalizuje i może nie mieć czasu oglądać się na mniejsze, osamotnione politycznie, kraje.

Tekst źródłowy:  The 2017 results of the International Comparison Program China, US and EU are the largest economies in the world.  84/2020 – 19 May 2020. 

Zaszufladkowano do kategorii Opinie | Dodaj komentarz

Jak mieszkają Niemcy. Lepsze mieszkanie na wynajem czy na własność?

Kilka dni temu Eurostat udostępnił statystykę prezentującą gdzie żyjemy. A dokładnie w blokach czy domach jednorodzinnych itd. Warto zwrócić uwagę na Polskę. Pod względem struktury jesteśmy bliscy średniej unijnej. Ale nie o nas ma być ten wpis, ale o Niemcach i nieco odmiennych warunkach mieszkaniowych jakie sobie przez lata wypracowali. Dobre czy złe? Odruchowo chciałoby się powiedzieć: dobre, biorąc pod uwagę tradycyjny i automatyczny wręcz szacunek dla ich modelu społeczno-gospodarczego. Ale czy na pewno? Ten model wymaga akceptacji przez większość społeczeństwa i wcale nie jestem taki pewny czy wszystkim w Polsce by odpowiadał.

Zwracam uwagę na Niemcy, ponieważ ten kraj nieco odbiega od schematu jaki daje się zauważyć w EU oraz pewien zestaw mitów jakimi otoczona jest niemiecka polityka społeczna, w tym mieszkaniowa.

To co uderza we wspomnianej analizie Eurostatu, to relatywnie duży udział gospodarstw domowych w Niemczech, które mieszkają w blokach. Ale wpierw mały wstęp.

W analizie danych i opracowań Eurostatu problem stwarza terminologia i klasyfikacje. Są one, również i w przytaczanych tutaj opracowaniach, nieco niespójne z nazewnictwem i klasyfikacjami, do których przyzwyczajeni jesteśmy w Polsce. Wynika to z konieczności sprowadzenia różnorodności krajów unijnych do wspólnego mianownika. Tam więc gdzie się da, pozwolę sobie na pewne pojęciowe ‘spolszczenia’. Analiza rynku mieszkaniowego i porównanie krajów UE, powinno oczywiście wyjść poza proste statystyki. Pogłębiona analiza wymaga zbadania urbanizacji kraju, rozdrobnienia w rolnictwie i szeregu innych warunków. Z konieczności  pozwolę sobie tutaj na pewne uproszczenia.

No i wracając do Niemców i Niemiec..

Około 55% z nich mieszka w budownictwie wielorodzinnym (bloki, kamienice itd.) , co może się wydawać pewnym zaskoczeniem, biorąc pod uwagę, że postrzegamy Niemców jako społeczeństwo bogate. W Polsce jest to ok. 45%. A średnia unijna, to 46% (dane za 2016 r.). Niemniej pod względem struktury zamieszkiwania: budownictwo wielorodzinne a jednorodzinne, Niemcy można określić jako kraj specyficzny (biorąc pod uwagę zamożność społeczeństwa), ale nie jedyny z krajów rozwiniętych, w których występuję przewaga zamieszkiwania w budownictwie wielorodzinnym. To co dla Niemców jest wyjątkowe, to udział zamieszkiwania w domach jednorodzinnych (detached house). Zaledwie 25%-30%. To jeden w najmniejszych wyników w UE. Specyfika Niemców uderza gdzie indziej. Własność mieszkań.

Wg danych Eurostatu za 2018 r. zaledwie 51,5% Niemców było właścicielami zajmowanych mieszkań. To absolutnie najniższa wartość w UE i jedna z najniższych w Europie. Średnia w UE, to niemal 70%. W Polsce, 84%. Nawet w krajach porównywalnych pod względem zamożności z Niemcami, udział własności jest na ogół od 10 do  15 pkt.proc. większy.

Aż 48,5% mieszkań (procent z całości wykorzystywanych zasobów mieszkaniowych) w Niemczech to wynajem. Taka wartość pozostawiona bez komentarza i głębszych analiz powoduje, że dość powszechnie przyjmuje się, iż Niemcy są państwem opiekuńczym, wpierającym obywateli i pro-społeczną polityką mieszkaniową. I tu zaczyna się problem, bo obawiam się, że nie każdemu taka opiekuńczość państwa może odpowiadać w rozumieniu modelu społeczno-ekonomicznego. Dlaczego?

Większość z tych mieszkań (85% z mieszkań wynajmowanych) jest udostępniana (wynajmowana) w oparciu o ceny rynkowe (takiego określenia używa Eurostat). Pozostała część, bardzo więc skromna, wynajmowana jest po cenach poniżej rynku lub za darmo. Nie wnikam już czy wynajmem zajmują się podmioty prywatne, państwowe, spółdzielnie czy inne twory prawne.

Gdy doda się do tego informację, że obciążenia związane z korzystaniem z mieszkania (plus media itd.), w tym czynsz, należą relatywnie do grupy największych w UE, powstaje pytanie czy model mieszkalnictwa (polityki mieszkaniowej?) praktykowany w Niemczech jest godny naśladowania?  Odpowiedź nie jest prosta i z wielu powodów nie zamierzam tego tutaj rozstrzygać.

Niemcy należą też do grupy państw o dość hojnej polityce wsparcia finansowego gospodarstw domowych. To właśnie połączenie: wysoki udział kosztów zamieszkania (czynsz+media) w wydatkach gospodarstw domowych i hojna polityka finansowego wsparcia społecznego, przeważa wśród państw/społeczeństw zamożnych. Czy państwo pomaga bo korzystanie z mieszkania jest drogie, czy też jest odwrotnie, to też temat do przemyślenia.

Zapewne do pełnego zrozumienia niemieckiego modelu polityki mieszkaniowej, warto było by poznać historię jego kształtowania, czynniki kulturowe, koszty budowania mieszkań i szereg innych czynników.

Nie oceniam czy model niemiecki jest dobry czy zły. To kwestia przyjętej perspektywy (m.in. osiąganych dochodów) i wiary w taki czy inny model kształtowania życia społeczno-ekonomicznego. My jesteśmy na innym etapie historycznym. Z jednej strony posiadanie mieszkania na własność daje nam poczucie bezpieczeństwa. Z drugiej, polityka społeczna w Polsce w obszarze mieszkalnictwa wcale nie jest taka zła jak się powszechnie przypuszcza. W Polsce niemal 12% mieszkań (w relacji do całości wykorzystywanych zasobów mieszkaniowych) jest udostępnianych po cenie niższej od rynkowej lub za darmo. To o 3 pkt.proc. powyżej średniej unijnej.

Zaszufladkowano do kategorii Opinie | Dodaj komentarz