
Gdzieś tam w tle to pytanie pojawiło się po raz kolejny przy okazji dyskusji o tzw. SAFE0% czyli pomyśle prezydenta RP i prezesa NBP. Piszę ‘gdzieś tam w tle’, bo rzadko publicznie to pytanie ktoś stawia i jeszcze rzadziej na to pytanie odpowiada. Bynajmniej nie z powodu braku wiedzy czy lęku. Rezerwy dewizowe są formą naszego zabezpieczenia i gwarantem wypłacalności dla zagranicy. I lepiej być bardziej bezpiecznym niż mniej. Kwoty rezerw są olbrzymie i czasami pojawia się pokusa podebrania solidnej kwoty na taki czy inny cel społeczny. Nie ma wzoru, który podawałby jaka powinna być minimalna wartość rezerw dla danego kraju, m.in. dlatego, że poszczególne kraje mocno się od siebie różnią. Stąd ostrożność makroekonomistów w tym temacie.
Nie jest jednak tak, że w ogóle nic nie wiemy i nie potrafimy policzyć. W minionych dekadach wypracowano grupę wskaźników (dość prostych relacji), które pozwalają na ogólny szacunek (coś jakby ‘rząd wielkości’) minimalnej wymaganej wartości rezerw dla danego kraju. Są to np. relacja kilkumiesięcznego importu, pieniądza M2 czy krótkoterminowego zadłużenia zagranicznego do rezerw itd. Z jednej strony wypracowano przedziały sugerowanych wartości. Z drugiej, sporo w tym eksperckiego podejścia, bo inaczej po prostu się nie da.
Na załączonym wykresie naniosłem wartość naszych rezerw dewizowych na wartość minimalną wymaganą. Przy czym przy doborze i przyjmowaniu wskaźników minimalnych byłem dość konserwatywny. Ostatecznie wyszło mi, ze nasze rezerwy są nawet o ok. 1/3 powyżej poziomu bezpiecznego. Całkiem niedawno prof. Kołodko podawał 1/4 . Podpisałbym się pod tym. Przy moich ‘eksperckich’ szacunkach to jakieś 300 mld pln, a w przypadku prof. Kołodki ponad 240 mld zł dla wartości na koniec 2025 r.
Jest jedno, ale poważne, ALE. Na wykresie podałem relację wartości rezerw do szacowanej wartości minimalnej. W latach 2007-08 relacja spadła do 100% co oznacza, ze wartość rezerw otarła się o wartość minimalną. W kilku innych okresach relacja gwałtownie spadała. I tego właśnie boi się większość makroekonomistów. I stąd niechęć do dyskusji o zbyt dużych rezerwach i ich wykorzystaniu. Życie makro- i geo-polityczne pisze scenariusze, które wykraczają poza nasza wyobraźnię.
Ewentualne wykorzystanie nagromadzonych rezerw dewizowych nie jest tematem zakazanym. Problemem jest jakość dyskusji (poziom merytoryczny) i próby populistycznego podejścia do tematu. Nie inaczej, niestety, było w przypadku inicjatywy prezydenta RP i prezesa NBP. Obydwaj pokazali jak o wykorzystaniu rezerw rozmawiać nie powinniśmy.






