Produkcja przemysłowa i budownictwo we wrześniu

Wyniki produkcji sprzedanej i produkcji budowlano-montażowej przypomniały, że tempo wzrostu gospodarczego ulegnie niewielkiemu osłabieniu. W ujęciu rocznym produkcja sprzedana wzrosła o 5,2%. Pomijając dwa-trzy przypadki sprzed kilku miesięcy czy ponad roku, z tak słabym wzrostem mieliśmy do czynienia dwa lata temu. Korzystam z takiego porównania ponieważ obecny słaby wzrost jest przypomnieniem, że tempo zmian produkcji sprzedanej w ujęciu rocznym właśnie kończy swoją – nazwijmy to roboczo – falę wzrostową. Takie fale trwają ok. 3 trzy lata każda i najczęściej znamionują przyśpieszenie gospodarcze. Taka fala wcale nie musi trwać trzy lata czy okres zbliżony. To że ostatnie kilka tyle mniej więcej trwało, wcale nie oznacza że jest to jakiś magiczny określony przez siły nadprzyrodzone okres. Przy ożywieniu gospodarczym zazwyczaj szybciej reaguje przemysł, a dopiero później sektory usługowe. Okres ok. trzyletni należy raczej traktować jako czas kiedy gospodarka nasyca się wstępnie dobrami trwałymi, a trzy lata to czas reakcji zarówno przemysłu jak i otoczenia makroekonomicznego. W ciągu ostatniego cyklu gospodarczego jest to już drugi taki cykl produkcji przemysłowej. Pierwszy zaczął się w połowie 2002 r. i zakończył na początku 2005 r. W 2005 r. gospodarka nieco zmniejszyła tempo rozwoju, czy tez mówiąc dokładniej – pojawił się efekt bazy z I poł 2005 r. Teoretycznie cykl produkcji przemysłowej może zawierać się w różnych ramach czasowych, m.in. z uwagi na eksport czy ogromny popyt krajowy. Nie będę na razie rozwijał tego tematu, ponieważ zasługuje on na osobne potraktowanie. Niemniej sam fakt kończenia cyklu, czyli spadek tempa produkcji do zera lub nawet do wartości ujemnych nie jest nieszczęściem i nie oznacza (nie musi), zakończenia dobrej koniunktury gospodarczej. Pewnie lepiej będzie jak przestanę, bo moją intencją nie jest wystraszenie czytelnika. Spadku dynamiki produkcji sprzedanej oczekiwano i tak samo oczekuje się spadku dynamiki do zera czy też. Do zera dynamika produkcji zbliży się na  początku przyszłego roku (mowa o średniej kwartalnej). Potem dynamika zacznie powoli znowu przyspieszać w raczej dość powolnym tempie, powiedzmy jak w 2002 r.. Chyba że nasza i europejska gospodarka nie obniżą zanadto tempa wzrostu gospodarczego.

We wrześniu z analizowanych 25 działów przemysłu, tylko 12 wykazywało dynamikę wzrostu powyżej 6%. Rok temu, jesienią, było to niemal 20. Dynamikę nieco powyżej 20% utrzymują dwa działy przemysłu – produkcji maszyn i urządzeń oraz produkcji sprzętu i urządzeń radiowych i telewizyjnych. Oby tak dalej.  Dobrze sobie radzi dział przetwórstwa spożywczego. W tym wypadku, jakby na przekór, jesteśmy świadkami przyśpieszenia. Dynamika rocznej produkcji od trzech miesięcy zawiera się przedziale od 8% do 10%. To wynik kilku czynników. Głównie rosnący popyt na przetwory spożywcze (popyt gospodarstw domowych), ale i częściowo konsekwencja wzrostów cen żywności. Produkcja sprzedana ogółem przemysłu wzrosła o 5,2%. Biorąc różnicę w dniach roboczych we wrześniu tego roku i roku poprzedniego, dynamika zbliża się do 10%. W gruncie rzeczy więc, wynik wrześniowy oceniam jako dobry, tym bardziej że poza 2-3 wyjątkami (niska roczna dynamika we wrześniu), wysokie tempo sprzedaży odnotowują działy obejmujące producentów maszyn, pojazdów mechanicznych i elektroniki. Wspomniane spadki dynamiki do 2% – 4% oceniam raczej jako przejściowe i sezonowe (może efekt dużych kontraktów), biorąc rezultaty z poprzednich miesięcy.

Być może pewne poruszenie wymieszane ze zdziwieniem wywołały wyniki budownictwa. Informacja o tym że produkcja budowlano-montażowa praktycznie nie wzrosła (dokładnie wzrost realny roczny o 0,2%) nie oznacza stagnacji. Przypominam że roczna zmiana cen dla tego działu to 8,8%, co oznacza że wzrost cen „zjadł” wzrost produkcji. Budownictwo weszło w okres, kiedy wskaźniki dynamiki mogą zmylić czytelnika. Właśnie we wrześniu ubiegłego roku produkcja budowlano-montażowa zaczęła wchodzić na wysokie obroty i z tego powodu przez najbliższe miesiące (od 4 do 6 m-cy) dynamika rocznych zmian będzie w najlepszym przypadku na poziomie kilku procent (do 5%), a z większym prawdopodobieństwem przyjmie wartości ujemne. To zwykły efekt bazy. Po prostu dynamiczny jesienny (2006) skok produkcji oraz wyjątkowo ciepła zima zawyżają odniesienie. Przed budownictwem jeszcze dobre kilka dobrych kwartałów wzrostów zanim powinniśmy się coraz poważniej zastanawiać czy jego rozmiary są adekwatne do krajowych potrzeb. Poruszałem ten temat niecały rok temu. Jak na razie budownictwo zbliża się dopiero do wartości swojego przeciętnego udziału w gospodarce.

O marekzelinski

Marek Żeliński. Ekonomista z wykształcenia. Zawodowo związany jestem z sektorem bankowym.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Gospodarka. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.