Nasz Plan (Stabilności i Rozwoju) na kryzys

Wzorem innych państw, my również pokusiliśmy się o plan dla Polski w obliczu konsekwencji kryzysu finansowego i spadku tempa wzrostu PKB w porównaniu do pierwotnych założeń. Tytuł sugeruje, że treść Planu zawiera działania specjalnie przygotowane jesienią kiedy to stanęliśmy w obliczu kryzysu finansowego. W rzeczywistości dokument jest zbiorem szeregu inicjatyw, z których część to działania podjęte czasami nawet grubo przed kryzysem. Sporo jest pomysłów, które już dawno krążą po salach komisji sejmowych czy prasy ekonomicznej i ich wprowadzenie w życie bez względu na przedstawiony Plan jest na różnych etapie realizacji, czyli od dojrzewania pomysłów do zapisów w projektach ustaw czy aktach prawnych niższego rzędu. Niektóre pewnie w życie by nie weszły, ale Plan wbrew pozorom nie daje pewności że wszystkie wymienione inicjatywy zostaną zrealizowane.

Pojawia się wiec pytanie po co ten Plan. Mnie osobiście nie jest potrzebny, bo większość zapisanych w nim działań i tak się „dzieje”. Równie dobrze dziwi brak na liście szeregu innych inicjatyw prowadzonych przez rząd, jak emerytury pomostowe czy reforma służby zdrowia i prace oraz inwestycje skierowane na rzecz przyspieszenia inwestycji infrastrukturalnych czy uelastycznienia budownictwa. Po drugie lektura planu nie pozostawia złudzeń ( i nie jest to zarzut z mojej strony ), że w planie nie ma dotacji w jakiejkolwiek formie dla podmiotów o zagrożonym istnieniu wskutek spadku tempa PKB czy konsekwencji kryzysu finansowego w Polsce (tzw. bankowy kryzys zaufania). W planie nie ma też instrumentów dających za nic dopływ gotówki. Owszem, można mówić o pomocy w generowaniu pozytywnego casf flow’u (ulga na inwestycje), ale dla podmiotów które podejmą się inwestycji.

Osobiście, przy znajomości naszych problemów, wystarczą mi działania podjęte przez organy administracji, czyli rząd, NBP, KNF czy podjęcie prac przez Komitet Stabilności Finansowej. Formuła Planu to raczej wyjście naprzeciw oczekiwaniom mediów i być może opinii publicznej, która chcę mieć poczucie opieki i kontroli sytuacji. Nie ma jednak co ukrywać, że w Planie są interesujące akcenty i pomysły, które gdyby nie kryzys czy idea Planu, mogłyby nie ujrzeć światła dziennego.

Zaraz po spisie treści autorzy Planu chcą zrobić dobre wrażenie tabelą z łączna wartością pomocy. 91,3 mld zł robi wrażenie, ale trzeba pamiętać że w większości są to kwoty wynikająca z działań podjętych wcześniej lub o charakterze warunkowym. Mam przykładowo na myśli obniżki podatków, środki z programów unijnych. 60 mld to kwota poręczeń gwarancji, z których część (gwarancje na depozyty międzybankowe) są w fazie negocjacji ostatecznego kształtu i nie można wykluczyć że będą wykorzystane w niewielkim stopniu. Kwota więc robi wrażenie porażającej w relacji do PKB (8%) czy dochodów budżetu (32%), ale jak wskazywałem składają się na nią działania już podjęte wcześniej lub o charakterze gwarancji itp. Nasze wsparcie, czyli suma podana w Planie, w relacji do PKB jest stosunkowo małe do krajów obecnie lub we wcześniejszych latach przechodziły kryzys, ale i problemy z jakimi my się stykami są na nasze szczęście grubo mniejsze.

Pewne rozczarowanie może budzić sugestia iż PKB w projekcie budżetu zostało skorygowane do 3,7%, co w niewielkim stopniu ma naruszać przychody i wydatki. Sądzę, że jak na plan awaryjny, należałoby założyć głębszy spadek PKB, co wymusiłoby zapowiedź redukcji lub przeniesienia w czasie niektórych wydatków budżetowych. Ta kwestia została pominięta w planie i być może trudno się dziwić. Obecnie doprowadziłoby to do sporu z opozycją. Kiedy czytam wypowiedzi posłów opozycji (w tym głównie PiS) o pomysłach  budżetowych na kryzys to faktycznie widać, że nie ma chętnych do wzięcia na siebie odpowiedzialności za te decyzje przed wyborcami.

Kwestia gwarancji depozytów na rynków międzybankowym jest przedstawiona ogólnie, ale i tak widać że wsparcie będzie skierowane do banków o odpowiednio dobrej kondycji. Z zapisów można wnioskować, że nowością będzie tu jedynie gwarantowanie depozytów międzybankowych, ale jeżeli chodzi o zasady udzielania gwarancji (np. kondycja podmiotu który się będzie o nią ubiegał) i ich koszt, to nie należy się raczej spodziewać radykalnego osłabienia wymogów w porównaniu z dotychczasowymi praktykami.

Przypuszczam, że oczy czytelników Planu były skierowane na fragmenty o wsparciu popytu i inwestycji. W tym przypadku wymieniane są przede wszystkim obniżki stawek PITu i VATu, a więc działania podjęte wcześniej niezależnie od kryzysu. Być może oczekiwano kolejnych finansowych upustów, ale rząd ma w tym przypadku niewielkie pole manewru, wynikające z już wprowadzonych obniżek i ryzyka utraty dochodów do budżetu od kilku- do nawet (w skrajnym przypadku) kilkunastu miliardów zł.

Robi wrażenie podniesiony limit na gwarancje i poręczenia przez Skarb Państwa (40 mld), ale należy pamiętać, że kwota ta dotyczy gwarantowania depozytów międzybankowych i tak jak dotychczas projektów infrastrukturalnych i gwarantowania eksportu. Wprawdzie nie znam wielkości jaka miałaby przypaść na sektor bankowy z tytułu depozytów, ale w porównania z 2008 rokiem ( i „odkrojeniu” części dla banków), nie daje to zasadniczej różnicy. To również nie jest pretensja pod adresem rządu. Kwota 40 mld już jest ogromna, biorąc pod uwagę ewentualne ryzyko zrealizowania nawet części gwarancji. Rząd i tak robi duży ukłon w stronę sektora bankowego, wprowadzając gwarancje.

Chyba najciekawszym pomysłem, jest zwiększenie poręczeń kredytowych. Dotyczy on jednego z najczulszych punktów w rozpoczynaniu i rozwijaniu działalności gospodarczej przez podmioty z sektora MSP. Bank Gospodarstwa Krajowego ma mieć podniesiony kapitał „w wysokości” do 2 mld zł. Dzięki temu oraz zmianie zasad udzielania poręczeń (np. średnie poręczenie do 50% kredytu!) i zwiększenia zakresu objętych nimi operacji finansowych, akcja kredytowa ma się rozwinąć do poziomu 20 mld zł. Przymierzając tą wartość do rocznych przyrostów kredytów, to jest to prognoza dość odważna, no chyba że rozpisana na dłuższy okres.

Nie wiem po co w planie wprowadza się kwestię zniesienia barier dla inwestycji teleinformatycznych. Wydaje mi się, że w działaniach rządu są inne ciekawe inicjatywy warte przypomnienia. Bezpośrednie przełożenie inwestycji teleinformatycznych i poprawienie przez to przepustowości łączy ma raczej niewielki wpływ na walkę z kryzysem w średnim terminie. Może to przejaw swego rodzaju mody. Niemal każdy plan czy ogólnokrajowa strategia musi zawierać coś o internecie i teleinformatyce. Przejawem podobnej mody są nakłady ba badania i rozwój czy inwestycje w odnawialne źródła energii.

Ponad jedna strona (na piętnaście stron dokumentu) poświęcona jest elektroenergetyce. To ciągnięty od kilku kwartałów problem jakości usług, ceny energii, roli URE i obrony przed wzrostem cen itd. Nie wiem jaki miało sens wprowadzanie tego tematu do Planu. Jest szereg innych działań rządu, które oprócz tego że powiększałyby rozmiary tekstu, to o wiele bardziej nadawały się do umieszczenia ich w Planie.

 

„plan stabilności i rozwoju – wzmocnienie gospodarki polski wobec światowego kryzysu finansowego” dostępny jest na stronie www.premier.gov.pl

O marekzelinski

Marek Żeliński. Ekonomista z wykształcenia. Zawodowo związany jestem z sektorem bankowym.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Opinie. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.