Artykuł z Die Welt

W publikowanym w czwartek streszczeniu artykułu w Die Welt uderza mnie nie tyle prognoza dalszego osłabienia złotego, co podkład makroekonomiczny przedstawiony przez analityka Commerzbanku i autora artykułu. Przypomnę, że tenże analityk postraszył czytelników dalszym pogarszaniem sytuacji ekonomicznej w krajach Europy Wschodniej. Wyjątkowo niepochlebnie wyrażał się o Polsce. Poniżej prezentuje kilka kontrowersyjnych myśli pobranych ze stron gazeta.pl, tnv24 i informacji PAP.

·         Polsce, Węgrom i Czechom grozi krach – ostrzega "Die Welt". W ocenie niemieckiego dziennika, program oszczędnościowy polskiego rządu może zaostrzyć kryzys gospodarczy, a wartość złotego spaść może nawet o dalsze 10 proc."Sytuacja rozwija się w kierunku najgorszym z możliwych

·         W Polsce rząd próbuje wyrównać mniejsze przychody z podatków poprzez cięcia w wydatkach. Kraj ten chce wszelkimi siłami spełnić kryteria z Maastricht, by w 2011 roku móc przystąpić do strefy euro. Tym samy jednak rząd ryzykuje, że kryzys gospodarczy jeszcze się zaostrzy i ostatecznie Polska nie zostanie przyjęta do klubu euro.       

·         Tylko banki centralne mogą powstrzymać tę tendencję poprzez ogłoszenie, że nie będzie dalszych obniżek stóp, ale na razie nic na to nie wskazuje – ocenia "Die Welt.

·         Osłabienie walut powoduje wzrost wartości zadłużenia oraz wzmacnia ucieczkę kapitału, co zaostrza jeszcze krytyczną sytuację gospodarczą i może doprowadzić do dalszych spadków wartości złotego,

Te „odkrywcze” myśli budzą moje rozczarowanie nie z pobudek patriotycznych, ale  dlatego że są sprzeczne ze sobą, wykazują uleganie atmosferze paniki, wskazują na bezrefleksyjny zachwyt działaniami interwencyjnymi w Europie Zachodniej oraz powierzchowną znajomość realiów makroekonomicznych ocenianych krajów.  

Oczywiście jest wolność słowa, ale brak profesjonalizmu i niska etyka zawodowa rozczarowują. Dla nas wydźwięk tego typu artykułów jest o tyle niebezpieczny, że wędrujący po rynkach finansowych poszczególnych krajów kapitał ma niską wiedzę o Polsce i niestety, często czerpie ją z tego typu opracowań czy wypowiedzi analityków renomowanych banków. Nam tylko pozostaje zacisnąć zęby i wierzyć że rynek własnymi siłami uspokoi złotego. Po lekturze tego typu analiz, trudno nie zrozumieć ludzi którzy wierzą iż część analiz jest świadomie puszczana w eter dla wywołania korzystnego dla autorów efektu.

Najbardziej zaskakujące jest to, że obecne działania rządu na ogół wywołałyby duży zachwyt i szacunek w innych okolicznościach. Mam na myśli deklaracje o utrzymania planowanego deficytu, unikania marnowania pieniędzy podatników i starań na rzecz powstrzymania zbyt dużego wzrostu zadłużenia. Tymczasem w artykule z Die Welt widać, iż obecnie hołduje się zasadzie iż dobry rząd to taki który rzuca na prawo i lewo pieniędzmi bez oglądania się na skuteczność pomocy i cały czas się spotyka by debatować, tylko już nie wiadomo o czym. Przypomina mi to wywiad z Gazety Wyborczej (ubiegły tydzień) Henryki Bochniarz, która uważa iż rząd czy też wybrany organ ds. walki z kryzysem ma się spotykać nawet w weekendy i debatować. O czym? W wywiadzie nie było o tym ani słowa. H. Bochniarz wychodziła z założenia, że brak stałego napięcia i pozoranctwa oznacza lekceważenie przedsiębiorców.

Zdaje sobie sprawę, że skala kryzysu wymaga większej obecności państwa po stronie generowania popytu. Niemniej my nie jesteśmy w aż tak trudnej sytuacji jak Europa Zachodnia i wątpię by warto było dwu- trzykrotnie zwiększać deficyt budżetowy (w relacji do PKB) by ratować potrzebujących. Należy oswoić się z myślą że ustalonego w ustawie budżetowej deficytu najprawdopodobniej  nie dać się utrzymać i jego wzrost nastąpi, ale wskutek spadku przychodów i ograniczonej możliwości analogiczne redukcji  wydatków.

Nie wykluczam że pewna ideologiczna determinacja do wprowadzenia w euro kołacze  w głowach przedstawicieli rządu i jest to być może jednym z bodźców do wybrania innej drogi walki ze spowolnieniem gospodarczym. Wierze jednak, że rząd ma świadomość powagi chwili i faktycznego konfliktu pomiędzy bieżącą sytuacją makroekonomiczną a wypełnieniem kryteriów niezbędnych do uzyskania zgody na przyjęcie euro. Zdają się to potwierdzać pojawiające się wypowiedzi, iż rząd nie będzie się upierał przy dacie 2012 r.

Teoria o wzroście zadłużenia jest sprzeczna z zarzutami o skupieniu się na utrzymaniu planowanego deficytu. A właśnie by ograniczyć ryzyko znacznego wzrostu zadłużenia, rząd stara się utrzymać planowany deficyt. Nie wiem  czy warto było ryzykować reputację dla forsowania tak wątpliwym teorii makroekonomicznych. Ja niemiałbym odwagi podpisać się pod czymś takim.

Zarzut pod adresem banków centralnym jest nie mniej zaskakujący jak niż apel o powstrzymanie się przed dalszymi cięciami. Formalnie i podręcznikowo, spadek stóp wywołuje osłabienie waluty krajowej. Istotna jest jednak różnica pomiędzy stopami procentowymi w kraju i za granicą. Ponadto prezentowana w artykule z Die Welt zależność ulega poważnemu osłabieniu w takich okolicznościach jak obecne. Inaczej mówiąc nawet gdyby RPP zastosowała się do „błyskotliwych” porad niemieckiego analityka to mielibyśmy wyższe stopy i złotego tam gdzie jest teraz.

O marekzelinski

Marek Żeliński. Ekonomista z wykształcenia. Zawodowo związany jestem z sektorem bankowym.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Opinie. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.