Działania NBP na rynku finansowym, cz.2

W pierwszym wpisie dotyczącym skali w jakiej NBP może interweniować na rynku, przedstawiłem w zarysie aktywa i pasywa NBP. Zapoznanie się z pozycjami obydwu stron bilansu NBP i tym co je kształtuje pozwala przybliżyć możliwości działania NBP. Sprawozdawczość dotycząca bilansu oraz publikowane informacje nie pozwalają na pełne wyliczenie możliwości interwencyjnych NBP. Publikowane informacje są kompromisem pomiędzy jawnością informacji a bezpieczeństwem ekonomicznym kraju i świadomym utrzymywaniu uczestników gry rynkowej w pewnej niepewności co do możliwości NBP. Wystarczy zapoznać się na przykład z dokumentem na stronie NBP opisującym strategie zarządzania rezerwami dewizowymi, by zobaczyć jak ta ostrożność jest praktykowana. Na cztery strony dokumentu, praktycznie nie ma ani jednego zdania dotyczącego zasad zarządzania rezerwami. Podana jest jedynie historyczna struktura walutowa rezerw oraz modified duration z lat 2001-2007.

Pozornie, oceniając możliwości działań NBP, można się dać zwieść próbie poszukiwania potężnych środków przeznaczonych na interwencje czy możliwości regulacyjnych które to umożliwiają. To nie do końca o to chodzi. Należy pamiętać, że mamy gospodarczy ustrój wolnorynkowy, czyli mechanizm makroekonomiczny który już sam w sobie zawiera element samoregulacji. Wskutek tego rola banku centralnego zostaje sprowadzona do prowadzenia długoterminowej polityki stabilizacyjnej wobec gospodarki, głównie za pomocą stopy referencyjnej której poziom ma pozwolić na utrzymywanie inflacji na stosunkowo niskim poziomie. W naszym przypadku poziom ten ustalono na 2,5%.

Tu dochodzimy do pytania o zasilania rynku międzybankowego w krajowy pieniądz lub ściąganie z rynku nadmiaru pieniądza. Od lat w naszym systemie bankowym mieliśmy do czynienia z nadpłynnością. Stałym więc elementem były emisje bonów pieniężnych NBP. W latach 90-tych paleta form i struktura terminowa ściągania nadpłynności była znacznie bogatsza. Obecnie od kilku lat, są to już głównie krótkoterminowe bony pieniężne, o terminie nieprzekraczającym 1 miesiąca, a obecnie 7 dni (pod koniec ubiegłego roku był przypadek emisji o terminie 3 dni). Trzeba też pamiętać, że bony pieniężne jako krótkoterminowa lokata to również alternatywa dla tych banków które nie mają odpowiednio dużych łącznych limitów dla banków na depozyty na rynku międzybankowym. W obecnej dekadzie NBP przetrzymywał stale od kilku do  dwudziestu kilku  miliardów złotych. Generalnie jesteśmy świadkami spadku nadpłynności sektora bankowego, ale zmiany sytuacji gospodarczej, czy też zmiany w podaży pieniądza, powodują że proces ten ma zmienne tempo. W przypadku operacji ściągających pieniądz, trudno mówić o możliwościach NBP. W tym przypadku granicę wyznacza potrzeba, która jak wspomniałem, z biegiem lat spada. Obecny skok zaangażowania banków w bonach do prawie 17 mld zł (dane na koniec kwietnia), jest przejawem braku zaufania na rynku międzybankowym i – w pewnym sensie – nadpłynności części banków w obliczu spadku tempa koniunktury gospodarczej. Jak widać więc, wolnorynkowy mechanizm dokonał samoregulacji. NBP w rezerwie ma jeszcze mechanizm rezerwy obowiązkowej. Ostatnią decyzją odblokowano bankom łącznie prawie 3 mld zł, a przy założeniu, że stopa rezerw mogłaby zostać sprowadzona do 2%, NBP ma w rezerwie jeszcze uwolnienie kwoty dwukrotnie większej. Jak widać więc, na rynku nie ma problemu z zasilaniem w płynność w rozumieniu kwoty nominalnej. Problemem jest natomiast dość niespotykana sytuacja rynkowa, czyli brak zaufania.

Operacje repo w sprawozdaniach NBP wskazują jakie było zapotrzebowanie na pieniądz krajowy. Pierwsze operacje miały miejsce w październiku, ale biorąc pod uwagę okres grudzień-kwiecień, można powiedzieć, że rynek potrzebuje od 12 do 15 mld złotych. Zasilanie sektora bankowego w walutę krajową jest pokazane po stronie aktywnej i udzielane jest pod zastaw dłużnych papierów wartościowych. Tak więc to posiadane w portfelu papiery wyznaczają możliwości pomocy przez NBP (oczywiście pozostaje jeszcze idea portfeli kredytowych). Wprawdzie w portfelach banków papierów dłużnych jest sporo, to jak się okazało nie miała ich (mowa o tych papierach które są przyjmowane jako zabezpieczenie przez NBP) ta cześć banków która najbardziej potrzebowała wsparcia. W efekcie NBP pozwolił na przyjmowanie papierów nominowanych w euro oraz określonych przez NBP nieskarbowych pap. dłużnych. Swoją drogą ta ostatnia innowacja ujęta w pakiecie pomocowym, daje wyobrażenie o zasadach na jakich NBP może w dalszej przyszłości zasilać banki w płynność.

Jednym z największych oczekiwań banków (przynajmniej od strony medialnej) było „zaopatrzenie” ich w CHFy. Jesienią ubiegłego roku rynek bardzo ograniczył możliwości pozyskania tej waluty, co zmusiło banki do natychmiastowej rewizji polityk kredytowych wobec gospodarstw domowych. W skrajnych przypadkach, banki próbowały się wycofywać z umów z klientami. W ramach pakietu pomocowego i dzięki współpracy z Narodowym Bankiem Szwajcarii oraz EBC, NBP uruchomił operacje SWAP w parze ze złotym dla chf, usd i usd. W mediach jest mało precyzyjnych informacji o skali operacji swap’owych i ich strukturze walutowej. W opublikowanym niedawno raporcie o polityce pieniężnej za 2008, NBP podaje że na koniec 2008 r. saldo tych operacji w przeliczeniu na złote wynosiło 1,8 mld zł. Wg kursu euro na konie roku, było to ok. 430 mln euro. Jak więc widać, większym problemem w polskich warunkach była kwestia uraty zaufania na rynku międzybankowym w złotych z ewentualnymi konsekwencjami dla akcji kredytowej niż brak słynnych już chf’ów, Początkowo NBP pozyskał od NBS chf’y w transakcji swap za euro, dalszym krokiem – jak informował NBP – miało być zaciągniecie pożyczki na potrzeby polskiego rynku. Transakcje swap wymagały – jak sądzę – angażowania środków NBP z aktywów rezerwowych. Wg wspomnianego wyżej raportu dot. rezerw dewizowych, NBP nie miał w strukturze walutowej waluty szwajcarskiej. Z punktu widzenia NBP i poziomu rezerw dewizowych, przeznaczenie tymczasowo na pomoc rynkowi kilkuset mln euro, nie jest poważnym uszczupleniem rezerw biorąc pod uwagę wartość i termin swapów. Można przyjąć, że NBP mógłby zaryzykować nawet i dwu- i trzykrotność tej kwoty. Wspomniana pożyczka daje NBP oczywiście znacznie większy komfort w świadczeniu pomocy dla rynku. Akcja dostarczania rynkowi walut pokazała inny mankament. Otóż NBP nie był w stanie od razu dostarczyć rynkowi pożądanych walut. Nie jest to zarzut z mojej strony, a jedynie refleksja o tym że byliśmy jesienią świadkami niecodziennej sytuacji na globalnym rynku finansowym, gdzie „tak po prostu” z dnia na dzień upadły kanony wiary na których opieraliśmy swojej postrzeganie rynku finansowego i rolę banku centralnego.

Wydaje się, że problemy rynku bankowego z jakimi zetknęliśmy się jesienią, powoli zaczynają ustępować. Opublikowane wczoraj dane o pieniądzu rezerwowym na koniec maja (aż 27,5 mld zł w ulokowane w bonach NBP !) wskazują że po raz pierwszy wartość pieniędzy ściągnięta z rynku ponad dwukrotnie przewyższała wartość operacji repo. Już sama wartość ulokowana w bonach NBP jest niemal rekordem jak na ostatnie lata. NBP zdecydował się na to pomimo iż stawki depozytowe na dłuższe terminy zdawałyby się wskazywać że rynek nadal ma problem z zaufaniem, bo trudno uwierzyć że rynek wierzy w poziom stopy referencyjnej w przyszłym roku powyżej 5%. Można domniemywać, że zaczyna wracać do normy rynek swapów, na co wskazuje część dealerów w zwoich komentarzach.

Minione kilka miesięcy dało nam wyobrażenie o granicach możliwości zasilania banków w płynność. Do tej pory mogliśmy mieć pewne pojęcie o potrzebach rynku międzybankowego na podstawie kredytu lombardowego. W bieżącej dekadzie tylko dwa razy NBP zasilał banki kwotą z przedziału 3-3,5 mld zł i ok. dziesięć razy kwota mniejszą.

O marekzelinski

Marek Żeliński. Ekonomista z wykształcenia. Zawodowo związany jestem z sektorem bankowym.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Gospodarka. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.