Wyniki gosp. II 2006 cz2

Produkcja sprzedana przemysłu w lutym w porównaniu do lutego 2005 r. wzrosła o 10,1%. W poprzednich dwóch miesiącach dynamika wzrostu była w przedziale od 9% do 10%. Nadal więc gospodarka utrzymuje znaczne tempo wzrostu. Ponieważ określenia takie jak „znacznie” czy „stosunkowo mocno” brzmią pewnie dość enigmatycznie, podam więc dla przykładu dwie liczby, które mogą stanowić punkt odniesienia. Najprostszym wyjściem jest wyliczyć średnią dla opisywanego wskaźnika. Dla okresu obejmującego dla przykładu ostatnie 11 lat (1995-2005) średni wzrost realny produkcji sprzedanej wynosi ok. 6,5%. Można wyliczyć również średnią dla ostatniego pełnego trzyletniego cyklu (wspominałem o tym zjawisku w jednej z wcześniejszych prac). Takie podejście daje wartość ok. 8%.

Na uwagę zasługuje fakt, że tak dobre wyniki zostały osiągnięte w warunkach ostrej zimy. Nie wdając się w głębsze dywagacje czy mamy do czynienia z kolejnym cyklem dynamiki produkcji sprzedanej czy nie, utrzymuję prognozę że mamy wszelkie szanse utrzymać wzrost za cały rok na poziomie wyższej ze wskazanych średnich.

NBP przy okazji publikacji danych dotyczących bilansu płatniczego w styczniu, skorygował dane za miesiące wcześniejsze. Wydaje się więc, że jest to dobra okazja do podsumowania zmian w tzw. rachunku bieżącym. Styczniowe wyniki potwierdzają podstawowe trendy, o których wspominałem wcześniej. W związku z tym do omawiania wyników miesięcznych powrócę w kolejnej miesięcznej publikacji.

W roku ubiegłym eksport wzrósł o 17%, a import o 12%. Tak więc drugi rok z rzędu gospodarka utrzymała bardzo wysokie tempo wzrostu eksportu. W 2004 r. było to odpowiednio: 22% i 20%. Średnia roczna dynamika dla obydwu wartości wynosiła dla okresu 1994-2003 ok. 8%, ale przy znacznym odchyleniu standardowym. Tak wysokie dynamiki są porównywalne jedynie z okresem początku dynamicznego wzrostu gospodarczego w latach 1994-1995. Było to wtedy łatwe do osiągnięcia, gdyż polska gospodarka dopiero się otwierała. Przez kolejne dwa lata dynamicznie rósł już głównie import, co niekorzystnie się odbiło na bilansie handlowym.


Żeby docenić ten niewątpliwy sukces gospodarczy warto w kilku zdaniach opisać warunki w jakich się to działo. Przede wszystkim nawet na bazie danych makroekonomicznych widać wzrost wydajności, a co za tym idzie mniejszej wrażliwości na niekorzystne zmiany kursu walutowego. Nastąpiła również zmiana jakości produktów. Sprzyjające dla bilansu handlowego zmiany na rynku walutowym w 2003, w ciągu 2 lat uległy radykalnej zmianie. Do analizy rynku walutowego użyłem „koszyka walutowego” stworzonego na bazie EUR i USD, którego strukturę oszacowałem na bazie wykorzystywanych walut w płatnościach handlu międzynarodowego. Dla urealnienia dynamiki zmian kursu użyłem wskaźnika cen produkcji sprzedanej. Przy takich założeniach złoty osłabił się o ok. 7% w 2003 r. Dużo to czy mało? Dla przykładu w latach 1997-2005 średni roczny kurs (przy założeniach jak wyżej), wzmacniał się w Polsce niemal o 4%. W 2004 r. waluta wzmocniła się o 2,3%, a w 2005 r. aż o 12,4%. W 2004 r. eksport w pewnym stopniu opierał się o wykorzystywane na siłę do końca limity eksportowe tuż przed wejściem do UE, a potem o tą część rynku zachodniej Europy która była przed nami zamknięta przed uzyskaniem członkostwa. W związku z powyższym wzrost eksportu w ubiegłym roku, choć trochę słabszy niż w 2004 r., tak naprawdę odbywał się być może nawet w trudniejszych warunkach ekonomicznych.

O sukcesie polskiego eksportu świadczą dane GUS, który bada handel zagraniczny w ujęciu wartościowym i ilościowym oraz w podziale na kraje. Ponieważ metodologie liczenia handlu zagranicznego GUSu i NBP różnią się od siebie, to dla porządku podam że wg GUS eksport wzrósł w 2005 r. o niemal 20% a import o 13%. W 2005 r. eksport z krajami UE stanowi 77%, a ich udział w imporcie wyniósł 66%. Na uwagę zasługuje fakt, że dynamika wzrostu eksportu do krajów Europu Środkowo-Wschodniej oraz tzw. rozwijających się sięgała 33%.

Zarysowane zmiany przyczyniły się do utrwalenia pozytywnych trendów dotyczących deficytu rachunku bieżącego oraz deficytu handlowego Polski. Do oceny wykorzystam tutaj powszechnie stosowaną relację powyższych kategorii do PKB.  W ten sposób widać jaką drogę przebyliśmy w ostatnich kilku latach. Przede wszystkim należy zwrócić uwagę na ogromny deficyt handlowy i obrotów bieżących na przełomie dekad. Dzisiaj już mało kto pamięta, że w ostatnich miesiącach dekady lat 90-tych dynamiczny wzrost deficytu obrotów bieżących wywołał dyskusję o termin wystąpienia kryzysu walutowego w Polsce i jego ewentualnym przebiegu (szybko czy łagodnie) i skutkach gospodarczych. Kiedy deficyt zaczął narastać na przełomie 98/99 sądzono, że niebezpiecznym progiem będzie 6%. Jak przekroczyliśmy wartość 6%, granice zmieniono na 8%. Na szczęście mamy to już za sobą. Deficyt radykalnie obniżyliśmy do 2002 r., przytrzymując przy tej okazji obroty handlowe na stałym poziomie. Silny wzrost obrotów handlowych od 2003 r. podtrzymał na szczęście korzystne tendencje.

Na ilustracji przedstawiam deficyt obrotów bieżących oraz jego główny składnik – deficyt obrotów handlowych. Większa liczba „kresek” na wykresie wynika z faktu zmiany metodologii liczenia wspomnianych wielkości przez NBP. Nie były to jedyne zmiany, ale nie ma już sensu wracać do zmian np. z I połowy lat 90-tych. Gwałtowne pogorszenie deficytu obrotów bieżących w 2004 r. dotyczy operacji nie związanych bezpośrednio z wymianą towarową.

Przy okazji omawiania rachunku bieżącego warto wspomnieć o rezerwach walutowych Polski (dokładniej: aktywach rezerwowych), tym bardziej że bardzo rzadko się o nich wspomina. W bieżącej dekadzie najczęściej w tonie sensacji w debatach politycznych jako o wolnych pieniądzach do wykorzystania. W bieżącej dekadzie rezerwy walutowe nie ulegały poważniejszym zmianom do ubiegłego roku. Poprawa na rachunku bieżącym zmniejszyła presję na uszczuplanie rezerw, co w ubiegłych latach było równoważone innymi operacjami wchodzącymi w skład rachunku finansowego. W tej grupie operacji zasadnicze znaczenie miał napływ środków z tytułu inwestycji bezpośrednich oraz inwestycji portfelowych, głównie w dłużne papiery wartościowe. Inwestycje bezpośrednie wprawdzie nie były rekordowe w roku ubiegłym, ale w połączeniu ze wzrostem (drugi rok z rzędu) inwestycji w papiery wartościowe doprowadziły do wzrostu rezerw walutowych w ciągu roku z 27 mld EUR na koniec 2004 r. do niemal 36 mld EUR na koniec 2005 r. W ujęciu dynamiki można to tylko porównać z połową lat 90-tych. Nominalnie rezerwy wzrosły aż o 9 mld EUR. To absolutny rekord ostatnich kilkunastu lat. Oczywiście nie chodzi tu o porażanie kwotą. Tak podane wartości (nominał, dynamika itp.) nie dają odpowiedzi na pytanie czy rezerwy walutowe są duże czy małe.  Nie ma precyzyjnej metody pozwalającej na wyliczenie z dokładnością przykładowo do 0,1 mld EUR wymaganą wartość rezerw walutowych. Sytuacja każdego kraju jest inna, a do tego cześć zjawisk mających wpływ na zachowanie rynków finansowych nie sposób podać za pomocą liczb (np. ryzyko polityczne) i umieścić we wzorze. Niemniej jednak na bazie doświadczeń wielu krajów wypracowano szereg wskaźników pozwalających na określenie w pewnym przybliżeniu wielkość pożądanych  rezerw. Może to być na przykład odniesienie do wielkości: importu, elementów podaży pieniądza, deficytu rachunku bieżącego, zadłużenia krótkoterminowego i szereg innych. Na tej podstawie można powiedzieć, że Polska ma obecnie rezerwy na dobrym i bezpiecznym poziomie. Na zakończenie warto dodać, wartością rezerw trudno sterować. Wielkość rezerw walutowych to wypadkowa szeregu zjawisk gospodarczych, czego ubiegły rok był dobrym przykładem.

Marek Żeliński, kwiecień 2006

O marekzelinski

Marek Żeliński. Ekonomista z wykształcenia. Zawodowo związany jestem z sektorem bankowym.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Gospodarka. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.