Budżet, podatki, koniunktura w 2006 r.

Szczęście (koniunktura) rządzącym dopisało i ostatecznie deficyt budżetowy był mniejszy o 18% od planowanego. Zamiast planowanego deficytu 30,5 mld pln, było w 2006 r. 25,1 mld pln. Na ten sukces złożyły się obydwie strony rachunku, czyli dochody i wydatki. Dochody były o 1,2% większe od planowanych, co dało dodatkowo 2,4 mld pln. Wydatki okazały się być mniejsze o 1,4%, przez co zaoszczędziliśmy 3,0 mld pln. W relacji do PKB deficyt budżetowy obniżył się na koniec 2006 do 2,4% wobec 2,9% w grudniu 2005 r. Z kierunku zmian dochodów i wydatków (dynamika na tle koniunktury) widać, że na dalsze spadki deficytu nie ma co liczyć. No, chyba że dane nam jest doświadczyć wzrostu PKB 7%-8%. Żeby być dokładnym, to w relacji do PKB może to być najwyżej spadek przejściowy max. o 0,2%.

Ciekawy jestem, czy Polacy wiedzą jak sami bezpośrednio przyczynili się do spadku deficytu poniżej planu. W 2005 r. zakładano, że wpływy z PIT sięgną 26,2 mld pln. Tymczasem wpływy były większe o 8%, co dało 2,3 mld pln. Czyli przeciętny Polak (liczę wszystkich) dał dodatkowo jakieś 60 pln.

Przy okazji wyników budżetu za 2006 warto zwrócić uwagę na znaczenie podatków pośrednich. Udział państwa w redystrybucji (dochody budżetu centralnego do PKB) zwiększył się o 1,3% w okresie od 2004 r. Zawdzięczamy to przede wszystkim podatkowi VAT. Udział akcyzy jest stały – ok. 4%. Można więc powiedzieć, że obciążenie akcyzą w gospodarce w tym okresie jest relatywnie stałe. Zwracam na to uwagę z dwóch powodów. Czytając prasę ekonomiczną można odnieść wrażenie, że w Polsce co chwilę rośnie dramatycznie podatek akcyzowy w tej czy innej branży. Akcyza wprawdzie rośnie, ale z dramatyzmem nie ma to nic wspólnego. W przypadku VAT-u, podatek ten nie rośnie w rozumieniu stawki, ale rośnie jego „wydajność” w wyniku znacznego wzrostu gospodarczego.

W związku z tym dziwią mnie trochę twierdzenia niektórych przedstawicieli środowisk biznesowych, jak to rzekomo spadek CIT do 19% ożywił koniunkturę w Polsce. Podatek ten (tzn. stawka) obowiązuje od 2004 r. a gospodarka zaczęła przyśpieszać już w 2003 r. Ponieważ tego typu operacje, co umyka entuzjastom obniżenia podatków, w konsekwencji prowadzą do obniżenia wpływów do budżetu o kilka mld złotych (w tym wypadku mogło to być nawet 5 mld pln), to nieraz jest to łączone ze zmianę przepisów danej ustawy w paragrafach dotyczących kosztów i kojarzone ze zmianami w innych podatkach lub przy świadomości nadchodzącego bądź utrzymującego się wzrostu gospodarczego i spadku bezrobocia, który zrekompensują część utraconych wpływów podatkiem VAT. Nie sugeruje tu wcale jakiegoś oszustwa, a jedynie zwracam uwagę że w przypadku znacznego spadku takiej czy innej stawki któregoś z głównych podatków, powstaje wyrwa w dochodach budżetu  na kilka mld złotych. Taka dziura musi być przynajmniej w ¾ pokryta innymi wpływami, bo z roku na rok nie ma możliwości trwałego uszczuplenia o taka kwotę wydatków budżetowych.

Podobnie było z koncepcją 3×15% popularyzowaną w II poł. 2005 r., przez PO w okresie wyborów. Na pierwszy rzut oka robiło to wrażenie poważnego uproszczenia i obniżenia podatków. W rzeczywistości w ponad 80% była to jedynie zmiana rozkładu obciążeń podatkowych wśród podmiotów gospodarczych i gospodarstw domowych, niejednokrotnie dość dyskusyjna. Szkoda, że niezmiernie rzadko media podają stawki ważone podatków i rozkład obciążeń wśród gospodarstw domowych i wśród poszczególnych sektorów gospodarki. Tego typu reformowanie oparte w znacznym stopniu na przemilczeniach, miewa niestety efekt przeciwny do zamierzonego. W tym wypadku PiS natychmiast wyłapał niedociągnięcia zawarte w tej teorii a dotyczące opodatkowania gospodarstw domowych. A szkoda, bo była okazja ciekawie podyskutować o podatkach i strukturze opodatkowania krajowych podmiotów.

A skoro o budżecie, to wspomnę na zakończenie o wynikach styczniowych. Generalnie nadal jest dobrze, jeśli chodzi o tendencje i bardzo dobrze w samym styczniu. Budżet osiągnął nadwyżkę 3,1 mld pln. Na ogół w pierwszym miesiącu występuje deficyt, a tak wysoka nadwyżka to rekord. Zawdzięczamy to w równym stopniu wpływom z akcyzy oraz a VAT-u. Stosunkowo wysokie były też wpływy z PIT-u. Wytłumaczeniem tak dobrego wyniku jest głównie dobra koniunktura, dodatkowo wzmocniona przez stosunkowo lekką zimę. Nie wykluczam jednak przemieszczeń części wpływów lub wydatków, jakie często zdarzały się (lub zarzucano MF że się zdarzały) na przełomie roku w ubiegłych latach, gdyż deficyt grudniowy był dość wysoki.

Marek Żeliński, luty 2007

O marekzelinski

Marek Żeliński. Ekonomista z wykształcenia. Zawodowo związany jestem z sektorem bankowym.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Opinie. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.