Wskaźniki cenowe w 2007 r.

Minął rok i warto się pokusić o podsumowanie go z punktu widzenia cen w gospodarce. Rok zakończyliśmy relatywnie wysoko.  CPI sięgnął 4% na koniec roku, co oznacza przekroczenie prognoz sprzed roku o ponad 1%. Spojrzałem na prognozy krajowych i zagranicznych instytucji. W zależności od metod prezentacji (najczęściej podaje się inflacje średnioroczną w prognozach) widać było skupienie się w przedziale wyznaczonym pomiędzy górną granicą celu inflacyjnego a środkiem pasma (od 1,5% do 3,5%). Stabilizacja inflacji na niskim poziomie w 2006 r. sprawiała, że najczęściej widziano inflację bliżej środka pasma, czyli 2,5%.  Co ciekawe opublikowana przez Komisję Europejską na początku ubiegłego roku prognoza, wyrażała znaczną wiarę w panowanie nad inflacją. Prognozę (inflacja średnioroczna) dla Polski obniżono z 2,5 na 2,0, a dla całej UE z 2,3 na 2,0. Nie przypominam tego by obniżyć autorytet ekonomistów prognozujących wskaźniki gospodarcze, ale by wskazać że prognozowanie jest dość trudnym zajęciem. W krótkiej perspektywie prognozy opiera się na bieżących trendach, w długiej – to wypadkowa modeli i wiedzy eksperckiej. Omawiany dzisiaj powszechnie wzrost cen, który w prasie krajowej i zagranicznej omawia się jak coś oczywistego, wtedy wcale takie oczywiste jak widać nie było. Jeszcze do jesieni inflacja trzymała się poziomu 2,5%, ale później wystrzeliła ( jak na standardy inflacji oczywiście ) w górę. Od sierpnia do listopada włącznie, wskaźnik rocznej inflacji rósł po kilka dziesiątych. W grudniu roczna inflacja wzrosła już tylko z 3,6 do 4,0. Jeżeli w I połowie roku nie dojdzie to osłabienia złotego, to inflacja roczna może się w tym okresie co najwyżej otrzeć o 5%. Potem zaś powinna spadać do górnego pasma celu inflacyjnego, czyli 3,5%. Miesięczne wskaźniki koszyka cen od września do listopada poważnie przekraczały wartości charakterystyczne dla tych miesięcy. Przypomnę, że było to odpowiednio: 2,4; 1,7; 1,5, czyli o ok. 100 pkt. powyżej wartości przeciętnych dla tych okresów. Na krajowy rynek finansowy padł mocny strach. Tak silny, że nawet „normalne” dla grudnia wyniki miesięcznego wzrostu koszyka cen żywności (0,3%) niemal nie zmieniły nastawienia rynku. Pewnie dlatego, że po raz kolejny przypomniał o sobie drugi składnik inflacji, czyli tzw. koszyk nieżywnościowy. Ta grupa cen i usług od listopada znowu coraz silniej odpowiada za wzrost inflacji. Wyniki z grudnia powinny przypomnieć analitykom, że to wcale nie ceny żywności mogą być problemem w 2008 r. Znaczna poprawa sytuacji gospodarczej skutkuje m.in. utrzymywaniem silnego popytu, co w końcu i tak przeniesie się na ceny. Wzrost cen energii o ok. 10% i akceptowanie przez coraz lepiej zarabiających Polaków coraz wyższych cen ma już swoje odbicie we wzroście inflacji od dłuższego czasu.

Z punktu widzenia celu inflacyjnego, obecne jego przekroczenie nie jest ani ewenementem ani czymś poważnie niepojącym. W ciągu minionych dziewięciu lat stosowania pasma celu inflacyjnego, inflacja cztery cel przekraczała i cztery razy była poniżej wyznaczonego przedziału. Skala przekroczenia pasma nie powinna być trwała ani nie powinna być większa niż w poprzednich przypadkach. Jak już wielokrotnie mówiłem, mam pewien niedosyt jeżeli chodzi o reakcje RPP. RPP trochę spóźniała się z podnoszeniem cen, co może utrudnić walkę z inflacją w 2008.

Warto nas również ocenić na tle Europy. Wyraźnie widać, że nasze 4% pomimo iż niepokojące, to na tle Europy jest to wynik dość umiarkowany. W tej ocenie biorę pod uwagę poziom rozwoju oczywiście. W strefie euro wskaźnik HICP skoczył do 3,1%, czyli dość wysoko ja na standardy krajów rozwiniętych. Inflacja w krajach nadbałtyckich i niektórych krajach Europy Środkowo Wschodniej przekroczyła poziom polski o kilka procent. Na tym tle więc nasz wynik jest w pewnym sensie godny pochwały i świadczy że nasza gospodarka śmiało zasługuje na miano wolnorynkowej z silnie rozwiniętą konkurencją. Świadomie o tym przypominam, bo naszą cechą narodową w dziedzinie ekonomii jest silna skłonność do niskiej samooceny. My naprawdę mamy nieźle rozwiniętą  gospodarkę.

Ceny w usługach budowlano-montażowych chociaż wciąż rosną to jednak powoli coraz słabiej. O września ceny miesięcznie rosną wprawdzie mocniej niż w latach 2000-2005, ale w porównaniu z 2006 r. już od września miesięczne wzrosty są o jedną do dwóch dziesiątych słabsze. Dzięki temu roczny wskaźnik cen powolutku spada od jesieni. Przypomnę tylko, że wzrost popytu na usługi budowlane w II poł. 2006 był tak silny, że wskaźnik rocznej zmiany cen skoczył z 2,8% w sierpniu 2005 r. do 8,9% w sierpniu minionego roku. Na koniec 2007 dynamika roczna cen osłabła zaledwie do 8,3%. W przypadku cen w budownictwie wyjątkowość ubiegłego roku polegała na tym, że ta grupa cen nie przeniosła się poważnej na makroekonomiczne otoczenie, a ograniczyła się głównie do bezpośrednich producentów czy importerów materiałów budowlanych. Dla tego działu po kilku latach stabilizacji cenowej, rok 2006 to była duża gratka.

PPI w grudniu po miesięcznym spadku o 0,5%, utrwalił wskaźnik rocznej zmiany cen na 2,5%. To stosunkowo mało i praktycznie PPI roczne w XII 2007 jest na tym samym poziomie jak w XII 2006 r. Warto w tym przypadku zaznaczyć, że od połowy PPI roczne oscyluje w przedziale od 1,5% do 3,5%. Widać wiec, że obecny rezultat należy ocenić jako dobry. W strefie euro w tym okresie, górna granica to niemal 5%, a na koniec XI ubiegłego roku było 4,2%. Analiza zmian cen dla poszczególnych działów nie wnosi nic szczególnego dla trafności prognozy. Widać oczywiście wpływ wzmacniającego się w 2007 złotego na zatrzymanie cen. Sądzę, że złoty wyczerpał już większość swoich możliwości w hamowaniu wzrostu cen w przemyśle i w bieżącym roku jego siła „hamowania” nieco osłabnie. Będzie to oznaczało, że musimy brać pod uwagę wzrost wskaźnika PPI do ok. 3,5%, a nawet 4% na koniec roku. Jeżeli nie zajdą okoliczności na rynkach finansowych które by spowodowały osłabienie złotego oraz gdyby RPP silniej podniosła stopy, to mamy spore szanse nie przekroczyć 3,5% rocznego wskaźnika PPI na koniec bieżącego roku.

O marekzelinski

Marek Żeliński. Ekonomista z wykształcenia. Zawodowo związany jestem z sektorem bankowym.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Opinie. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.