Po co rynkowi taka Rada ds. Etyki, Ładu itd?

 

Trzeba przyznać, że prezes GPW jest w pewnym sensie konsekwentny. Mam jednak poważne wątpliwości czy jest to dobrze rozumiana konsekwencja czy źle rozumiany upór w kontynuowaniu idei sprzed kilkunastu tygodni. Przypomnę, że tuż po najsilniejszych spadkach jakie miały miejsce w styczniu, prezes GPW wyraził oburzenie niektórymi wypowiedziami analityków giełdowych. Generalnie chodziło o to, że część komentatorów używała w komentarzach katastroficznego języka, co w mogło pogłębić fatalne nastroje wśród inwestorów i przyczynić się do paniki oraz głębszych spadków. Stąd m.in. pomysł by zacząć oceniać jakość komentarzy analityków.  

Mam kontakt z giełdowymi komentarzami niemal codziennie i śledziłem je również w okresie gwałtownej korekty w okresie zimowym. Jeżeli chodzi o tzw. barwność komentarzy czy ich jakość to nie widzę większego problemu. Jeżeli już, to akurat drugi przypadek (jakość) mógłby być przedmiotem oceny z racji łatwej weryfikacji, ale w rzeczywistości różnorodność komentarzy jest naturalna dla rynku i akceptacja tego jest naturalną cechą wolności wypowiedzi. Akurat w komentarzach rynkowych można dosyć łatwo zweryfikować opinie i prognozy analityka czy komentatora. Wystarczy spojrzeć na strony internetowe ludzi parających się giełdą, by zobaczyć chwilami niewybredne komentarze czytelników za nietrafione prognozy czy diagnozę sytuacji. Inwestorzy giełdowi potrafią być bardzo pamiętliwi. Różnorodność komentarzy, ocen i prognoz jest immanentną cechą rynku. Zresztą jak sądzę, nie o komentarze merytoryczne pierwotnie chodziło. Nie wyobrażam sobie, by cenzurować analityków za to iż w chwili paniki, ktoś widzi wsparcie na poziomie 30 tys., 40 tys. lub 45 tys. pkt dla WIG. Komentarze o charakterze emocjonalnym mi nie imponują, ale tych akurat zbyt wiele nie było i raczej wątpię w ich katastroficzny wpływy na rynek giełdowy. Mnie raczej dziwiła spora ostrożność jaką w styczniu i lutym cechowała się nawet połowa środowiska analityków przed podaniem własnych prognoz na poziom wsparcia i prognozy. Chwilami to raczej rynek im pomógł w znalezieniu poziomu wsparcia niż oni rynkowi. Część analityków oczywiście wzbogaca swoje komentarze barwnym językiem, ale moim zdaniem nie był to poważniejszy problem.

Jeżeli już powoływana Rada Etyki i Ładu Informacyjnego chce oceniać rynek, to polecam wziąć na warsztat zachowanie części środowiska finansowego z minionego roku. Mnie na przykład utkwiła wypowiedź szefa jednego z większych TFI, który na pytanie o samopoczucie po zachęcaniu w ubiegłym roku do kupna (TFI wystawiło taką ofertę) jednostek funduszy tzw. MiSiów w okresie kiedy graniczyło to już z pewną nieuczciwością, dał odpowiedź w stylu: skoro był na to popyt to zorganizowaliśmy podaż. Takie podejście miało o wiele bardziej opłakane skutki dla rynku giełdowego niż barwne komentarze Marka Rogalskiego z First International Traders, bo najczęściej to akurat on jest wymieniany w spekulacjach, który z komentatorów tak oburzył prezesa GPW.

Innym przykładem mogą być wyceny akcji podawane przez analityków przy emisjach czy wydawanych opiniach rynkowych. Dzisiaj diametralnie skorygowane. Dla osób obytych w realiach rynkowych i wpływie otoczenia i bieżącej sytuacji na wycenę akcji, sytuacja jest oczywista. Ale jak mają się czuć ci którzy kupowali akcje w przekonaniu iż wycena nie jest skażona bieżącą sytuacją (zawyżenie cen akcji). A może warto obok obecnej metodologii, wymusić na rynku dodatkowo wycenę opartą na wartościach przeciętnych dla branży i koniunktury. W chwilach hossy takie wyceny wydawałyby się być może śmieszne, ale jak obecnie widać część kupujących nie byłaby przynajmniej zaskoczona po korekcie giełdowej bieżącymi kursami wybranej spółki. Jak widać można by znaleźć trochę tematów dla Rady, nawet jeśli miałaby ona wydawać tylko opinie o charakterze wskazań „moralnych” dla rynku.

Pomysłodawca Rady, zdając sobie chyba sprawę że jej istnienia nie można oprzeć na ocenie jakości wypowiedzi analityków, dodał jej charakter ciała edukacyjnego. Tą różnorodność celów widać po składzie Rady, w której na 11 wymienianych przez media członków, trzech nie ma z giełdą nic wspólnego, a w przypadku pozostałych też nie jestem pewny czy wszyscy śledzą na bieżąco sytuację rynkową. We wskazanej trójce umieszczam Kazimierza Marcinkiewicza, który z rynkiem finansowym miał raczej do tej pory skromny kontakt. Krótka przygoda z PKO BP czy obecna praca z EBOR to chyba trochę za mało jak na eksperta rynkowego. Obawiam się, że przyglądając się tej postaci w ostatnim okresie, ze ogromnym atutem K.Marcinkiewicz jest raczej jego wizerunek medialny i przypisywana mu rola umiarkowanego polityka. Stąd spora popularność w świecie medialnym, politycznym i ekonomicznym. Jest jednak pewien problem związany z byłym premierem, który rzutuje na jakość doboru Rady przez prezesa GPW. Proponuje sobie przypomnieć wypowiedź premiera z czasów jego urzędowania kiedy to wzrosty na giełdzie przypisywał swojemu rządowi i interpretował je (wzrosty) jako wyraz zaufania i akceptacji dla rządu. Podobnie było z oceną rosnącej gospodarki. Ówczesny rząd nie miał z tym nic wspólnego, ale wtedy chodziło o tzw. PR czyli grzech z grupy tych które prezes giełdy chce piętnować. Dla mnie było to ewidentne medialne nadużycie wykorzystane w rywalizacji politycznej i już sam ten fakt deprecjonuje K.Marcinkiewicza jako arbitra dla wypowiedzi innych uczestników rynku.

Przeniesienie częściowego akcentu na walor edukacyjny Rady, to chyba szukanie jej na siłę celu istnienia. Wystarczy rozwijać edukacyjną stronę internetową razem z działaniami marketingowymi itp., czyli wykorzystać doświadczenia NBP (NBPortal). Zresztą do rozwijania jakże zawsze pożądanej działalności edukacyjnej, wcale nie trzeba tworzyć Rady.

 

 

O marekzelinski

Marek Żeliński. Ekonomista z wykształcenia. Zawodowo związany jestem z sektorem bankowym.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Opinie. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.