Wciąż odkładamy w bankach

Wg najnowszych danych o podaży pieniądza banki całkiem dobrze radzą sobie z pozyskiwaniem depozytów. Przypomnę że wg tego zestawienia 61% bazy depozytowej pochodzi od gospodarstw domowych. W ujęciu przyrostów miesięcznych depozyty ulegają oczywiście zmianom sezonowym, ale praktycznie każdego miesiąca przyrosty depozytów są stosunkowo duże jak na dany miesiąc. W efekcie od jesieni ubiegłego roku roczna dynamika wzrostu depozytów przekracza nieco 20%. Zresztą bardzo dobry roczny przyrost depozytów ma już miejsce od początku 2008 r. , kiedy to luka pomiędzy depozytami a wartością kredytów pojawiła się na horyzoncie i od połowy 2008 r. zaczęła narastać. Bankom sprzyjała też dekoniunktura na giełdzie, z której wycofywany kapitał przez gospodarstwa domowe spływał na konta bankowe. Być może też walka o depozyty jest jedną z wielu przyczyn, dlaczego brak jest praktycznie działań marketingowych ze strony TFI w celu pozyskania klientów, mimo iż rynek giełdowy od końca ubiegłego roku jest bardzo atrakcyjny. Nie wykluczam że dla grup finansowych które maja w swoich strukturach banki i TFI, zachęcanie do inwestowania w fundusze nie jest im obecnie na rękę.

Systematycznie spada dynamika akcji kredytowej. Jest to zjawisko charakterystyczne w okresie spadku tempa koniunktury gospodarczej. Podkreślam to za każdym razem, ponieważ w mediach temat rzekomego braku środków na akcję kredytową jest wyjątkowo akcentowany. W maju roczna dynamika wartości kredytów to nieco poniżej 14%. Przypomnę, że spadek rocznego tempa obserwujemy już od początku ubiegłego roku i to gdzie jesteśmy dzisiaj nie może być zaskoczeniem, biorąc pod uwagę to co dzieje się w gospodarce. Problemem jest ewentualnie gwałtowna zmiana polityki kredytowej wobec kilku branż (lub poszczególnych segmentów klientów), ale i tutaj jest to niekiedy reakcją na zmiany w otoczeniu gospodarczym tych branż. Jako ciekawostkę podam, że banki nie zmniejszyły finansowania bieżącej działalności sekcji gospodarki obejmującej handel, mimo iż wydawałoby się że powinno się zapalić czerwone światełko. Co do zasady, analiza kredytów krótkoterminowych w podziale na działy gospodarki w ostatnich trzech kwartałach, nie wskazuje na masowe i gwałtowne zahamowanie finansowania, szczególnie jeśli się weźmie pod uwagę skalę spadku tempa przychodów w IV i w I kw w kilkunastu branżach. Przypuszczam, że banki dopiero w II i III kw, przy okazji rolowania kredytów, dopasują ich skalę (niestety: zmniejszą)  do potrzeb i przede wszystkim możliwości przedsiębiorstw. Istnieje więc możliwość, że w ujęciu dynamiki rocznej na koniec roku będzie ona ujemna o kilka-, kilkanaście procent, ale ja bym z tego powodu nie dramatyzował.

Przy okazji tego wpisu chciałem zwrócić też uwagę na słynną już lukę w finansowaniu akcji kredytowej. Przyhamowanie akcji kredytowej, przy jednoczesnej pomyślnej akcji depozytowej, przyczynia się do zmniejszenia luki pomiędzy wartością kredytów a depozytów. W załączonym wykresie do wyliczeń przyjąłem dane z „Bilansu zagregowanego pozostałych monetarnych instytucji finansowych”. Luka gwałtownie narastała do lutego tego roku, sięgając wartości 85 mld zł. Na koniec kwietnia, zmniejszyła się o ok. 19 mld zł. W żadnym wypadku nie jest to trend, czyli nie jest tak że co miesiąc luka się zmniejsza o ok. 10 mld zł. Zarówno kredyty jak i depozyty ogółem wykazują znaczne wahania i wprawdzie luka będzie się zmniejszać w najbliższych kwartałach, ale będzie to przebiegało dość wolno. W istotnym stopniu jest to uzależnione od złotego. To jego osłabienie w II poł. ubiegłego roku przyczyniło się do zmiany wartości zadłużenia walutowego. O ile więc ze zmniejszeniem luki nie powinniśmy mieć problemu w najbliższych kwartałach to pozyskanie kapitału krajowego na rozwój działalności kredytowej będzie spędzało sen z powiek bankowcom. Minione dwa lata powinny być dobrą nauczką dla bankowców. Oczywiście sam fakt luki nie jest (nie musi być) nieszczęściem, ale warto popracować nad trwałością innych źródeł pozyskiwania kapitału. To też wyzwanie dla obecnego i kolejnych rządów, by nie odciągać kapitałów bankowych na finansowanie deficytu budżetowego.

O marekzelinski

Marek Żeliński. Ekonomista z wykształcenia. Zawodowo związany jestem z sektorem bankowym.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Gospodarka. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.