Czyżbyśmy zaczęli inwestować w fundusze akcyjne?

Poprawa atmosfery na giełdach skutkująca dynamicznym wzrostem akcji, natychmiast przełożyła się na wyniki funduszy inwestycyjnych. W lutym wartość aktywów wynosiła 67,3 mld zł. Pięć miesięcy później, w lipcu, wartość aktywów sięgnęła niemal 83 mld zł. Oznacza to wzrost o 22%. W tym czasie indeksy krajowe (WIG, WIG20) wzrosły o ok. 60%. Na pozostałych rynkach, indeksy zmieniały się w tym okresie od 20% (Wielka Brytania) do niemal 90% (Rosja). Inwestowanie na zagranicznych rynkach zawiera ryzyko walutowe, a w tym okresie złoty akurat się wzmacniał.

Wzrost aktywów TFI w okresie luty-lipiec o 14,7 mld zł, to przede wszystkim konsekwencja wzrostów giełdowych, które przełożyły się na wzrost wartości jednostek w funduszach zawierających w swoich portfelach akcje. Bilans wypłat i wpłat do TFI w analizowanym okresie, był dodatni ale dość mały, bo zaledwie ok. 0,4 mld zł. Tak więc dodatni bilans przepływów odpowiada jedynie za 3% wzrostu wartości aktywów.

Zatrzymam się na chwilę przy saldzie przepływów, czyli wpłatach i wypłatach z TFI, dokonywanych przez ich klientów. W ostatnich tygodniach w prasie zaczęły się pojawiać opinie, że w społeczeństwie wraca zainteresowanie lokowaniem w jednostki funduszy inwestycyjnych. Analiza przepływów z ostatnich trzech miesięcy nie ułatwia jednak wyprowadzenia prostych wniosków, m.in. o powrocie Polaków do lokowania oszczędności w funduszach. Przypomnę, że z ujemnym miesięcznym saldem (różnica wpłat do TFI i wypłat) mamy do czynienia od listopada 2007 r. Świadomie pomijam listopad i grudzień 2008, kiedy saldo było dodatnie (odpowiednio: 1,0 i 1,9 mld zł), gdyż było to wynikiem zmian w grupie Aviva (dawniej Commercial Union). W tym roku widoczny był trend zmniejszania się sald ujemnego i od maja mamy do czynienia z saldem dodatnim. W maju zaledwie 0,1 mld zł, ale w dwóch kolejnych miesiącach były to już kwoty rzędu 0,6 mld zł. Biorąc pod uwagę średni dodatni bilans wpłat z okresie styczeń 2005 – październik 2007, który wynosił 2,7 mld zł, kwoty z czerwca i lipca tego roku nie są zbyt duże. Oczywiście z jednej strony trudni oczekiwać potężnych wpłat, biorąc pod uwagę kataklizm jakiego doświadczyli inwestorzy w ciągu ostatnich dwóch lat. Ale z drugiej strony, kiedy zauważy się że od kilku miesięcy niskie indeksy giełdowy aż się proszę żeby zacząć inwestować, reakcja Polaków wydaje się trochę opóźniona. Widać że w instytucjach parających się doradztwem finansowym (czyli od banków po małe firmy), nadal panuje nadmierny lęk i niepewność. Czyżby aż tak silny był paraliż po wpadkach z 2007 roku, czy też uwaga przeniosła się na rynek „struktur”. Przykro powiedzieć, ale nadal w instytucjach finansowych patrzy się na klienta jako źródło dochodów, a dopiero na drugim planie jest satysfakcja. Kiedyś zarabiało się na prowizji od funduszy,  a teraz na prowizji zawartej (ukrytej?) w „strukturach”. No… i należy dodać że uwaga bankowców skierowana jest też na lokaty.

Łączne saldo w okresie maj-lipiec wyniosło ponad 1,3 mld zł z czego tylko 40% to szeroko rozumiane fundusze akcyjne. Faktycznie widać tu systematyczny wzrost w ciągu trzech ostatnich miesięcy. Są to kwoty (cały czas mowa o saldzie) od 0,1 w maju mld zł do 0,24 w lipcu. Zastanawiam się czy to efekt doradztwa czy też – jak zwykle – przystępujemy do inwestowania kiedy ostro wzrasta i mówią o tym w telewizji. Całe szczęście, że w dłuższej perspektywie klienci niemal z całą pewnością zyskają stopę zwrotu, przekraczającą zysk z lokat bankowych. Pozostałe 60% przypada na fundusze o bezpieczniejszym profilu inwestowania. Głownie w fundusze pieniężne i papierów dłużnych. Brak informacji kto dokładnie stoi za tymi ruchami, pozwala jedynie domniemywać że to podmioty gospodarcze zarządzają płynnością, a może niektórzy chcą się ochronić przez zapowiadanym od dłuższego czasu spadkiem (korektą) na rynkach akcji. Teorii można dopisać jeszcze z kilka (jak np. działania jednego czy kilku inwestorów instytucjonalnych lub nowy produkt rynkowy) . Nieco mniej rozumiem, tych którzy nabyli jednostki funduszy papierów dłużnych. Tu również można podać powody jak przy funduszach RPP (tzw. pieniężne). „Wchodzenie” w fundusze papierów dłużnych na końcu cyklu obniżania stóp procentowych na świecie i w Polsce jest dość dziwne.

Bieżący wpis zakończę ciekawostką „a kto najwięcej zyskał”? Otóż największe fundusze. Mowa o Pioneerze, BZ WBK AIG, ING czy PKO BP. Aż 55% wzrostu aktywów w okresie luty-lipiec przypadło na te firmy, przy 46% udziale w rynku w lutym. Nie wnikając w szczegóły, to efekt struktury portfela funduszy, sieci dystrybucji i marki. Pozwoliło to w lipcu tym funduszom podnieć udział w rynku do 48%. Jednak czasy kiedy miały razem 65% rynku (np. lata 2004 o 2005) już nie wrócą.  Wysyp nowych funduszy i korekta na giełdzie, ujawniły siłę konkurencji.

 

O marekzelinski

Marek Żeliński. Ekonomista z wykształcenia. Zawodowo związany jestem z sektorem bankowym.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Finanse osobiste. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.