„Drugie expose”

Termin expose jest praktycznie zarezerwowany dla wystąpienia premiera po wyborach i wyłonieniu koalicji rządzącej. Niemniej ze względu na ekonomiczne i polityczne okoliczności, wczorajsze wystąpienie premiera można również śmiało opatrzeć tym samym terminem. A i sam premier nie ma chyba nic przeciwko, skoro na stronie premiera, jego przemówienie jest dostępne pod tytułem „Drugie Expose”. Expose to forma przekazu informacji i komunikacji raczej ze świata politycznego, stąd ekonomista musi do zawartych w przemówieniu treści, podchodzić z pewnym dystansem. Piątkowe expose jak najbardziej takie też wczoraj było. Niemniej expose zawierało kilka smaczków, które postaram się wskazać.

W odróżnieniu od expose z ubiegłego roku, obecne miało bardziej charakter polityczny. Z rozkładu akcentów widać, że premier swoim „drugim expose” wpisuje się w obecną debatę polityczną. I to obecna debata polityczna (propozycje technicznego premiera, ekonomiczne i społeczne debaty, zarzuty o brak inicjatywy w obliczu kryzysu itd.) przyczyniła się do rozkładu akcentów w expose. Do tego co w expose jest i czego w nim nie ma.

Na 19 stron tekstu wystąpienia, niemal połowa poświęcona jest inwestycjom. To z jednej strony sposób na pokazanie, że pomimo spowolnienia gospodarczego, w Polsce są i będą przeprowadzane ogromne inwestycje. To ma oznaczać, że rząd nie śpi oraz że gospodarka żyje i ma się dobrze. Słowo „inwestycje” niesie ze sobą myśl o przyszłości i teraźniejszości. Inwestujemy, bo mamy na to środki. Inwestujemy, bo chcemy i będziemy się rozwijać. Taki komunikat sam w sobie nie jest zły, bo po spadku nakładów na drogi i upadkom firm budowlanych, może powstać wrażenie że teraz to czeka nas już tylko stagnacja i inwestycyjny zastój.

Premier doliczył się łącznie 700-800 mld inwestycji, do roku …. . Tu mam problem, bo premier nie podał terminu. Jeden z wymienianych programów inwestycyjnych ma trwać do 2022 i być może ten termin można podać jako graniczny. Nie przepadam za podawaniem wielkości ekonomicznych jako suma z wielu lat, bo na ogół jest to zabieg z gatunku socjotechnicznych. Suma ma powalać na kolana (i powala). Nie będę się rozwodził nad podawanymi wartościami i programami, bo są to wartości znane od pewnego czasu lub stanowiące naturalną pozycję w planach budżetowych lub planach firm państwowych. Tak jest na przykład z inwestycjami w elektroenergetyce. Te inwestycje to nie dar niebios, ale konieczność z racji starzenia się bloków energetycznych. Kolejne kilka lat wstrzymywania się z szerszymi inwestycjami mógłby skutkować przymusowym ograniczeniem dostaw prądu. Inwestycje te finansowane będą zarówno ze środków firm państwowych jak i źródeł zewnętrznych (giełda, obligacje, kredyty itd.).

Ciekawostką jest powołanie funduszu/programu  Inwestycje Polskie i utworzenie na jego potrzeby specjalnego podmiotu. Operatorem ma być BGK. Podmiot w oparciu o 40 mld zł udziałów w spółkach Skarbu Państwa ma do 2015 r. wykreować analogiczną kwotę inwestycji. Zaletą idei, obok faktu finansowania inwestycji, ma być finansowanie bez wzrostu zadłużania. Na chwilę obecną nie znam szczegółów idei, ale rozwiązania ze świata prawno-ekonomicznego wyznaczają tu pewne ograniczenia, jak i podpowiadają jakie to może być rozwiązanie. Będzie to więc najprawdopodobniej jakaś forma finansowania opartego pewnie głównie na akcjach i udziałach, które pełnić będą rolę zabezpieczenia dla kredytów lub coś zbliżonego. Faktycznie pozwala to uniknąć zadłużenia, pod warunkiem że źródło spłaty nie nawali. Inicjatywę o tyle warto też pochwalić, że jest to sygnał jaką rolę państwo przeznacza aktualnie dla tych aktywów. W Polsce przedstawiano różne pomysły na to do czego wykorzystać udziały w spółkach Skarbu Państwa. Idea wsparcia finansowania inwestycji, wydaje się słuszna na obecne czasy.

Poza inwestycjami, premier deklarował m.in.  poprawę działania sądów, nowy kodeks budowlany, czy możliwość szerszego stosowania metody kasowej w podatku VAT. Są to pozycje będące odpowiedzią na bieżące tematy w świecie politycznym. Zwróciłbym uwagę na działanie sądów, abstrahując tu od deklaracji premiera. Rzadko się w Polsce o tym mówi, ale jednym z istotniejszych powodów zatorów płatniczych jest postawa części przedsiębiorców. Zwracał na to uwagę tym razem Jeremi Mordasewicz, związany z PKPP Lewiatan przy okazji roli kasowego rozliczenia podatku VAT wg tzw. formuły kasowej jako środka poprawiającego płynność małych podmiotów gospodarczych. Otóż przypomniał on, że wśród przedsiębiorców nadal często spotykana jest praktyka niepłacenia kontrahentowi w umówionych terminach i to pomimo posiadania środków finansowych. Jednym z podstawowych narzędzi walki z tą patologią jest właśnie sądownictwo.

Premier w expose koniecznie chciał pokazać że jego rząd chce zachęcić Polaków i Polki do prokreacji i zaoferować lepsze warunki do wychowywania dzieci. To najprawdopodobniej reakcja na presję medialną opozycji w tym temacie. Nie sądzę by premier był przeciwny tworzeniu instrumentów wsparcia rodziny, ale w przeciwieństwie do polityków opozycyjnych, musi brać pod uwagę możliwości finansowe państwa. Premier skupił się na dwóch pomysłach. Jeden to znana od niedawna decyzja o wzroście nakładów na opiekę dzieci najmniejszych, czyli żłobki i przedszkola. Druga …. wydłużenie urlopu macierzyńskiego do jednego roku. Inicjatywa tyle śmiała, co i budząca wątpliwości. Premier powołał się przy tym na rozwiązanie szwedzkie, co – obawiam się – ma oznaczać wsparcie finansowe z budżetu lub rekompensatę dla przedsiębiorców. No, ale zobaczymy. Nie przeczę, że dla małego dziecka dłuższy kontakt z matką to rzecz jak najbardziej pożądana. Pytanie tylko, jak zareagują małe przedsiębiorstwa, w obawie przed przyjęciem do pracy młodej kobiety. Moim zdaniem, jeżeli obecny rząd ma faktycznie ambicje wsparcia młodych rodzin, to warto by przemyśleć kwestie finansowego wsparcia i bezpieczeństwa rodziny. Większe wsparcie w przypadku w przypadku utraty (lub braku) pracy jednego czy obydwojga rodziców oraz wsparcie finansowe na zaspokojenie potrzeb mieszkaniowych (np. wynajmu). Obecne zasady wsparcia są daleko niewystarczające. To jednak wymagałoby wskazania źródeł finansowania. W takim wypadku rząd mógłby wskazać z finansowania czego rezygnujemy (lub ograniczamy) i politycznie zaszantażować opozycję, że wbrew deklaracjom nie chce wpierać polityki prorodzinnej.

Bodaj jedną z ciekawszych deklaracji expose była zapowiedź pozostawienia bez zmian całokształtu zagadnień związanych z tzw. umowami śmieciowymi. W perspektywie krótkoterminowej deklarację taką należy ocenić pozytywnie. W obecnej sytuacji gospodarczej  nie powinniśmy eksperymentować ze zmianą zasad zatrudniania i jego kosztów. Niemniej nadal mam nadzieję, że premier odważniej podejmie dyskusję nad zasadami zatrudniania i „ozusowania” umów. Mam co najmniej wątpliwości czy szerokie, jak na warunki europejskie, zastosowanie zasad zatrudnienia innych niż na tzw. etat, przyczyniło się do poprawy zatrudnienia w Polsce. To nie jedyna wątpliwość. Pytań jest więcej. Jeżeli przyjmujemy (a jeszcze przyjmujemy?), że mamy system przymusowego oszczędzania na emeryturą, to dlaczego pozwalamy na szerokie omijanie tego obowiązku lub pozwalamy na płacenie minimalnych składek. Efekt jest taki, że część osób aktywnych zawodowo, wcale lub w ograniczonym stopniu zasila ZUS. Dotujemy bieżące wypłaty świadczeń już na niemal 40 mld zł. W pewnym sensie pozostali pracujący dotują wypłaty ZUS. Skoro państwo dotuje, to nie z czego innego jak z naszych podatków. Ponadto tak szerokie stosowanie nie-etatowych (przepraszam za to określenie) form zatrudnienia, nie ułatwia życia zarówno ludzi młodych (o których troskę premier wyraził w innym miejscu) i osób z niskimi wynagrodzeniami. Uważam też, że powinniśmy na podstawie obecnie pozyskiwanych od przedsiębiorców danych finansowych, starać się oszacować jak przedsiębiorcy wykorzystują korzyści z niższych kosztów pracy. Widać, że obecna koalicja nie jest jeszcze gotowa merytorycznie i ideologicznie na podjęcie tego tematu.

Premier w expose zawarł też nutkę populizmu. Oberwało się bogatym (a dokładniej: „wpływowej grupie ludzi najzamożniejszych”), którzy dużo zarabiają a płacą niskie podatki i inne daniny. Niestety premier nie podał definicji wpływowej grupy, ani żadnych szczegółów na czym polegają korzyści. Nie lekceważę tematu rozwarstwienia czy zróżnicowania opodatkowania w zależności od poziomu wynagrodzenia. To temat na inną dyskusję. Warto jednak rozwiać mit że jak się jest bogatym, to od razu płaci się niskie podatki i oszukuje. Tak naprawdę, zdecydowana większość instrumentów podatkowych itd. z jakich korzystają „bogaci” dostępna jest nam wszystkim. Każdy też może się zgłosić do doradcy podatkowego z prośbą o optymalizację płaconych danin. Tylko, by mieć co optymalizować, to wpierw trzeba mieć wysokie wynagrodzenia, dochody z kilku różnych źródeł, jakieś aktywa (tzw. majątek) lub spółkę, czy też piastować specyficzną funkcję (np. manager na kontrakcie). Wtedy można pomyśleć jaka forma pracy (etat, kontrakt managerski) jest najlepsza, czy warto założyć spółkę komandytową, czy rozliczać się na Cyprze, a może skorzystać z formuły Funduszy Inwestycyjnych Zamkniętych. Wiele z tych i innych instrumentów jest opłacalne, ale dopiero po przekroczeniu pewnego progu finansowego.

O expose wiele też mówi to czego w nim nie było. Oczywiście pamiętam, ze expose to wydarzenia ze świata politycznego. W przeciwieństwie do „makroekonomicznego” expose z roku ubiegłego, teraz premier nie wspominał o budżecie, deficycie finansów publicznych, zadłużeniu, reformie instytucjonalnej UE czy niedokończonej reformie emerytur.

O marekzelinski

Marek Żeliński. Ekonomista z wykształcenia. Zawodowo związany jestem z sektorem bankowym.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Opinie. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.