Ach te górnictwo. Krótka analiza.

Kłopoty finansowe Kompanii Węglowej (KW) sprawiły, że znowu w mediach wracamy do problematyki górnictwa węglowego. Dla tych, którzy sięgają po finansową prasę czy zerkają w takie czy inne zestawienia, tragiczna sytuacja KW nie jest zaskoczeniem. Przynajmniej od roku w prasie finansowej pojawiały się informacje o pogarszającej się kondycji sektora wydobywczego i konieczności podjęcia działań uzdrawiających czy wręcz zapobiegających przejściu KW przez procedurę likwidacyjną.

Internet jest pełny naprawdę dobrych i ciekawych opracowań dotyczących górnictwa węgla kamiennego. Oceny, analizy geologiczne, statystyki. Analizy historyczne i prognozy. Jak ktoś ma czas i ochotę, można sobie zadać ciekawą lekturę i wyrobić zdanie. Nie jest moim celem precyzyjne opracowanie o górnictwie węgla kamiennego, bo to zajęłoby mi przynajmniej kilka wpisów na blogu. Ograniczę się więc jedynie do – na ogół – ogólnych stwierdzeń, co do których występuje niemal pełna zgodność wśród wiarygodnych komentatorów.

Popyt na węgiel. Ubiegłą dekadę zaczynaliśmy z wydobyciem ponad. 100 mln ton węgla z czego 20 mln ton szło na eksport. Mniej więcej połowa wydobycia w ostatnich latach przypadała na KW. niestety zarówno popyt krajowy jak i zagraniczny w ciągu kilkunastu lat powoli spadały. Obecnie (2014) wydobycie najprawdopodobniej nie przekroczyło 74 mln ton. Z tego (być może) na eksport poszło do 10 mln ton, a 8 mln ton leżało na koniec roku na zwałach. Być może polskiej kopalnie są w stanie sprzedać (w tym częściowo poniżej kosztów) jakieś 65 max70 mln ton węgla. Na tym też poziomie można obecnie szacować  popyt na rynku krajowym. Trzeba jednak pamiętać, ze stabilizacja zapotrzebowania krajowego nie ma wiele wspólnego z dobrą i stabilną sytuacją finansową sektora. Efektywność i opłacalność wydobycia to często inna sprawa.

Prognozy. Raczej mało która  (o ile w ogóle) prognoza z ostatnich lat wskazuje by górnictwo czekał wzrost popytu na węgiel. Prognozy mieszczą się między wariantami: stabilizacja lub powolnego spadek zapotrzebowania na węgiel w długim okresie. Wszystko zależy od przyjętych parametrów, jak na przykład: ceny surowców energetycznych (w tym węgla), tempa wzrostu PKB w kraju i na świecie, planów dotyczących inwestycji w elektroenergetyce, pojawienie się energetyki atomowej, zmiany w przepisach (w tym bodźce do rozwoju tzw. zielonej energii itd.) i szeregu innych. Niektóre z prognoza wskazują na wzrost popytu w przypadku silnego wzrostu gospodarczego w kraju i zagranicą w dalekiej perspektywie.

Kto wie czy nie największym wrogiem górników jest poprawa efektywności energetycznej od gospodarstw domowych po podmioty gospodarcze. Po mojej stronie (gosp. domowe) to szczelniejsze nowe okna i styropian na ścianach bloku. Przedsiębiorstwa zaś zmniejszały i robią to dalej, zapotrzebowanie na energię w przeliczeniu na jednostkowy produkt. Górnicy tego trendu nie zmienią. Niemniej pozytywny dla górnictwa jest fakt iż do czasu pojawienie się elektrowni atomowych w Polsce (połowa następnej dekady) popyt na węgiel może być dość stabilny lubi niewiele niższy od obecnego.

Import i export. Jeszcze na początku ubiegłej dekady nasz bilans handlowy był dodatni na poziomie kilkunastu mln ton węgla. Import był w gruncie rzeczy śladowy. To pozwalało na lokowanie poza krajem wydobycia na które nie było zbytu w Polsce (praca dla kilku kopalń). Niestety w rywalizacji na cenę przegrywamy (słaba konkurencyjność kosztowa) i od kilku lat eksport zmniejszył się o duże kilka mln ton, a do 10-15 mln ton wzrósł import. Importujemy w ponad 60% z Rosji i to na ogół niezły węgiel po korzystniejszej cenie od naszego. Na dodatek typ węgla i jego odbiorcy niekoniecznie są targetem dla polskich firm wydobywczych. Już pierwsze prace nad specjalnym aktem prawnym dot. walki z nieuczciwą konkurencją pokazały, że na ogół nie dotyczy on węgla rosyjskiego. Podsumowując, importujemy głównie ze względu na korzystną cenę i jakość. Skala szarej strefy jest mocno przeceniana. Pójście na wojnę handlową z Rosją raz że nie ma sensu, a dwa – niewiele zmieni, bo importujemy z Ukrainy (ten kierunek tracimy), Kazachstanu, Czech czy nawet z USA.

Blokowanie importu nie ma sensu bo to oznacza naruszenie umów międzynarodowych. Ponadto sami staramy się upychać węgiel za granicę, nieraz poniżej kosztów. Biorąc to pod uwagę oraz publiczne wsparcie, można powiedzieć że też nie jesteśmy czyści w grze o rynek.

Opłacalność wydobycia. Nie ma co ukrywać że górnictwo jest sektorem w jakimś stopniu wyjątkowym. Przyczynia się do niezależności energetycznej i jest sektorem o relatywnie wysokich kosztach stałych. Na dodatek po węgiel trzeba sięgać coraz głębiej, co podnosi koszty wydobycia. Sektor nie może być jednak zwolniony z rynkowych reguł działania, bo po raz kolejny widzimy tego skutki. Zaledwie w ciągu trzech lat, sektor z 3 mld zysku przeskoczył w ponad miliardową stratę. Owszem, w ciągu dwóch lat cena zbytu węgla spadła o kilkanaście procent, ale to nie jest tłumaczenie. Jak tylko skoczyły ceny węgla w połowie poprzedniej dekady to niemal natychmiast spowolniono tempo poprawy wydajności mierzonej m.in. zatrudnieniem. Średni wzrost kosztów w przeliczeniu na tonę rósł średnio rocznie o ponad 7% w ciągu minionych 10 lat, przy wzroście przychodów na 1 tonę 5%. Na te 10 lat, aż w 6 różnica dynamik była ujemna (tzn. koszty rosły szybciej). Trzeba też pamiętać, że ceny węgla sprzed kilku lat były wyjątkowo wysokie i traktowanie ich jako punktu odniesienia do mierzenia opłacalności jest błędem. M.in. to jest powodem, że topiono pieniądze w kopalniach, które mogą osiągać opłacalność wydobycia w wystąpienia naraz szeregu korzystnych czynników rynkowych.

Nie jestem wstanie ocenić czy inwestowano we właściwe technologie. Nie mam powodów by wątpić. To raczej rozkład tych nakładów na poszczególne zakłady był nieracjonalny. Nie chcę się już nadmiernie wywnętrzać na temat wynagrodzeń górników. Koszty wynagrodzeń są jednak  za duże i zachowania protestujących górników po prostu nie rozumiem. Przydałoby im się więcej odpowiedzialności za przyszłość górnictwa i za miejsca pracy dla kolegów. Aż się prosi by zmienić zasady wynagrodzeń, by okresach trudnych płace ograniczyć przejściowo o kilka czy kilkanaście procent.

Z górnictwem jest ten problem, że nikt się nie czuje do końca za nie odpowiedzialny. Politycy się go boją i reagują w chwilach największego zagrożenia. Górnikom wciąż się wydaje że ich zakłady to nie ich problem i traktują je jak dojną krowę. Inna rzecz, ze znają swoją siłę polityczną. Po środku są zarządy, które działają pomiędzy lękiem o zwarcie z górnikami i wiarą że rząd w ostateczności cos zrobi. Niestety efekty decyzji pozostawiają wiele do życzenia. W prywatnej firmie takie podejście by nie przeszło.

I już na koniec rzekomo nadmierny fiskalizm jakim ma być obciążone górnictwo.  W internecie można znaleźć pełno zestawień na ten temat. Generalnie nie widzę powodów dla których górnictwo miałoby być traktowane istotnie lżej niż inne podmioty gospodarcze. Daniny publiczno-prawne wg niektórych wyliczeń stanowią 1/3 wpływów (wszystkie podatki, opłaty i obciążenia). Tyle, że to mniej więcej tyle samo co w innych podmiotach. ¾ z tego to niemal po równo VAT i obciążenia związane w wynagrodzeniami (PIT, ZUS, składka zdrowotna). Może należy obniżyć VAT? Tylko – o ile to możliwe – obniżka VAT niewiele zmienia jeśli chodzi o opłacalność i przyczyny problemów. Inna rzecz, że efekt obniżki zostałby w większości przejedzony przez zarządy i załogi kopalń.

Tak naprawdę górnictwo od lat korzysta ze zwolnień z opłat w ramach wszelakiego typu pomocy, programów restrukturyzacji itp. Tak więc zwolennikom wyjątkowego traktowania górnictwa węglowego proponuje zapoznać się z kwotami jakie państwo przeznacza (lun umarza) na górnictwo. Przy czym nie obejmują one dopłat do emerytur górniczych.

O marekzelinski

Marek Żeliński. Ekonomista z wykształcenia. Zawodowo związany jestem z sektorem bankowym.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Wycena i analiza przedsiębiorstw; analizy branżowe i oznaczony tagami . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.