Gospodarka sobie, a giełda sobie.

Przyznam, że rok temu zapewne nie wpadłbym na to, iż giełda może być tak nisko w rozumieniu indeksów WIG czy WIG20. Oczywiście stan nastrojów na naszej giełdzie to zapewne nie dzieło sił nadprzyrodzonych (bo te mają inne, jak sądzę, poważniejsze zajęcia), ale jak najbardziej wynik działania ‘ludzkiej’ ręki i obaw o najbliższą przyszłość. Przyczyn jak to zwykle bywa jest kilka. Ale za nim do nich przejdę, krótko przedstawię wyniki przedsiębiorstw po trzecim kwartale.

Dynamika kwartalnych przychodów yoy jest na poziomie 6% już trzeci kwartał z rzędu, co jest naprawdę dobrym wynikiem. A już na pewno nie jest świadectwem kryzysu, czy pogorszenia koniunktury gospodarczej. W III kw nieco szybciej od przychodów wzrosły koszty (dynamika yoy 7,5%) i – co się raczej rzadko zdarza – dość znaczny był ujemny wynik przychodów i kosztów finansowych. Cykl należności podniósł się do poziomu z 2012 r. W efekcie widoczne jest niewielkie pogorszenie wyniku finansowego przedsiębiorstw. Moim zdaniem głównie z powodu czynników jednorazowych, a więc nie przenoszących się na ewentualny trend. Nie zmienia to bynajmniej faktu, iż wynika samego tylko III kw odbiegają od wyników z kwartałów poprzednich (oczywiście opierając się zawsze na porównaniu z analogicznymi kwartałami roku wcześniejszego). Nawet jeżeli słabsze wyniki przedsiębiorstw mają przełożenie na indeksy giełdowe, to nie aż w takim stopniu jakby wskazywały na ro spadki naszych głównych indeksów. Ponadto, wspomniane wyżej pogorszenie wyników finansowych przedsiębiorstw miało miejsce w III kw. Tymczasem WIG pikuje w dół od maja, a WIG20 już od marca.

Dość często w ostatnich miesiącach analitycy zrzucają odpowiedzialność za coraz gorsze nastroje giełdowe na polityków. Jest to w dużym stopniu słuszny zarzut, niemniej z pewnym ‘ale’. Od początku było wiadome, że rok z podwójnymi wyborami spowoduje emisje w przestrzeń medialną ogromnej dawki ekonomicznego populizmu, co wystawia inwestorów na poważną próbę. Problemy frankowiczów niemal od początku roku uświadomiły inwestorom, że najprawdopodobniej powstanie ustawa łagodząca skutki wzrostu kursu CHF kredytobiorcom oraz otwarta zostanie ścieżka pozwalająca na przewalutowanie kredytu. Już pierwsze pomysły wskazywały jak poważne mogą to być kwoty. Wraz z rosnącą popularnością w sondażach  A.Dudy i samej PiS, coraz bardziej realne stawały się ‘sektorowe’ pomysły PiS. Chodzi o spółki energetyczne, banki, spółki surowcowe, handlowe itd. Nowy rząd potrzebuje na gwałt pieniędzy na realizację wyborczych obietnic. Będą więc podatki sektorowe, dywidendy, ktoś musi ‘wziąć’ na siebie problemy spółek węglowych itd. Będą – co oczywiste – masowe zmiany na stanowiskach firm państwowych. Pomysły na sektorowe daniny i role poszczególnych sektorów w koncepcji gospodarczej PiS były albo niedopracowane, albo zbyt często ulegały i ulegają modyfikacji.

Jak wyżej wskazałem, rok wyborczy – szczególnie przy zdobywaniu popularności przez ugrupowanie populistyczne – jest ryzykowny dla inwestowania, m.in. na giełdzie. Działania i pomysły PiS łączą radykalizm ze znaczną niepewnością, co naturalnie zniechęca do inwestowania na giełdzie do czasu wyjaśnienia sytuacji i podjęcia ostatecznych decyzji przez rząd.  Co więc robią w takiej sytuacji gracze giełdowi? Dyskontują napływające informacje i niepewność. Po prostu wycofują się i czekają. Tak więc ostrożność inwestorów i chwilowa niechęć do giełdy są zasadne.  

Obawy inwestorów podsyca również polityka makroekonomiczna obecnego rządu, co ma swoje przełożenie i na giełdę. Mało kto się spodziewał, że PiS wraz z prezydentem będzie z taką determinacją wprowadzał w życie ekonomiczne obietnice z okresu wyborów (wiek emerytalny, 500 zł na dziecko itd.). Wygląda na to, że rząd PiS nie jest zainteresowany dalszym spadkiem deficytu finansów publicznych i musimy liczyć się z tym, że w najbliższych latach będziemy żyć z 3-procentowym deficytem finansów publicznych. A co kiedy za 4-5 lat przyjdzie nam się zmierzyć z konsekwencjami obniżenia wieku emerytalnego?

Jesteśmy świadkami dość intrygującej sytuacji. Mamy przyzwoity, zrównoważony wzrost gospodarczy. Dobre wyniki przedsiębiorstw (mowa o danych GUS) w ostatnich kwartałach i ….spadające ostro główne indeksy giełdowe. Po części to wpływ korekty wycen o pomysły polityków, ale wydaje się że indeksy spadły nazbyt mocno w obawie o dalsze pomysły PiS. Politycy mają prawo do modyfikacji polityki gospodarczej, ale nie powinni niepotrzebnie straszyć inwestorów. Powinni pamiętać, że na giełdzie są również inwestycje tych obywateli, którzy inwestują średnioterminowo i na emeryturę. Politycy nie powinni więc narażać giełdy na spadki większe niż to konieczne.

Według moich szacunków WIG odbiega o 15%-20% od właściwej wartości (tzw. wycena fundamentalna). Indeks zaczął spadać już w II kw 2015 r. Obecna wycena jest charakterystyczna dla okresów spowolnienia gospodarczego na poziomie 2% tempa wzrostu PKB. Taki poziom PKB utrzymywany przez 2-3 lata, potrafi działać w Polsce jak recesja.

W zasadzie WIG jest na poziomie przy którym powoli warto zacząć inwestować. Niestety nadal niejasna jest sytuacja banków (nie jest znana m.in. ostateczna wersja pomocy frankowiczom czy klientom SKOKów i banków spółdzielczych). Niewiele lepsza jest sytuacja szeroko rozumianego sektora energetyczno-surowcowego.

Do tej pory naszym problemem było zupełne zignorowanie wzrostów na czołowych giełdach zagranicznych. Nasze główne indeksy pozostawały niemal niewzruszone, co rodziło ryzyko, że w chwili korekty w USA czy w Europie, nasza giełda również odczuje tąpnięcie. Tymczasem tąpnięcie u nas nastąpiło w tym roku, ale bez wpływu czynników zewnętrznych. Dla przykładu: ceny akcji w Niemczech czy w USA utrzymują się na relatywnie wysokich poziomach. U nas zaś jest w niemal na odwrót.

Co więc czynić? Cóż, wycena fundamentalna rynku akcji rzadko bywa na tak niskim poziomie. Nie wykluczając dalszych spadków wydaje się, że jesteśmy w dobrym punkcie do rozpoczęcia inwestowania. Powoli i spokojnie, bo – nie ukrywam – ryzyko polityczne jest dość spore. Wierze jednak, że jeżeli obecne poziomy to jeszcze nie dno, to zapewne jest ono niedaleko.

O marekzelinski

Marek Żeliński. Ekonomista z wykształcenia. Zawodowo związany jestem z sektorem bankowym.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Finanse osobiste. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.