Budownictwo cz. 3 ost.

Obecnie budownictwo szybko poprawia swoja sytuację finansową i pozycję (udział) w gospodarce. Jeszcze kilka miesięcy temu, miałem wrażenie że dynamika roczna wzrostu produkcji budowlano-montażowej utrzyma się w przedziale 10% – 15% i w najbliższym czasie utrzyma szybsze tempo niż produkcja przemysłowa. Tymczasem łagodna zima oraz utrzymujący się znaczny wzrost gospodarczy spowodowały, że roczna dynamika w okresie listopad-grudzień mieściła się w przedziale 18%-29%. Tłumaczeniem nie może być efekt bazy, bo wyjątkowo niskie temperatury przypadły głównie na styczeń 2006, w mniejszym stopniu na miesiące „sąsiednie” (grudzień i luty). Znaczne wzrosty w budownictwie spowodowały poprawę udziału tejże branży w gospodarce. Porównania udziału w PKB i  wg przychodów dają od kilku kwartałów nieco rozbieżne wskazania. Moment zwrotu w budownictwie, czyli przejście ze spadku udziału do wzrostu, obydwie metody wskazały tak samo, czyli 2004 r. Wg metody opartej na PKB, budownictwo w ciągu ponad dwóch lat odrobiło ¾ dystansu do poziomu średniego. Metoda oparta na przychodach wskazuje jedynie na ok. 20%. Sądzę że oparcie metody drugiej tylko na przychodach krajowych, zbliżyłoby wynik do wskazania opartego na PKB. Zwracam na kwestie udziału budownictwa w gospodarce uwagę dlatego, że pozwoli to na określenie momentu kiedy dalszy wzrost może grozić wystąpieniem podobnych problemów jak zaczęły się 10 lat temu. Jeżeli w odpowiedzi na popyt budownictwo zacznie z impetem rozwijać swoje moce produkcyjne, ciągnąc za tym ceny to mogłoby dojść do wskazanej sytuacji. Ten moment (moment przekroczenia średniej) wydaje się jeszcze odległy. Biorąc pod uwagę obecne tendencje, budownictwo przekroczy swój przeciętny udział w gospodarce za ok. 1 rok. Niemniej do tego czasu warto już z wyprzedzeniem obserwować jak szybko poprawiają się wyniki finansowe budownictwa i jak szybko rosną ceny. Kto i po co? Może to pomóc samym firmom budowlanym, żeby określić okres kiedy powinny zacząć się poważniej przyglądać kosztom i inwestycjom. Warto wyciągnąć naukę w pobranej przed laty lekcji. Dekoniunktura w budownictwie chyba poważnie zaskoczyła banki przed laty, co spowodowało opóźnienie w reakcji. Wpierw spóźniono się z zaostrzeniem zasad udzielania kredytów, by później z opóźnieniem ograniczyć restrykcyjność. W przypadku banków mogłoby to przybrać formę przyporządkowania większego ryzyka budownictwu, wyznaczenia sztywnych granic dla minimalnego udziału własnego w inwestycji itd. Zresztą budownictwo już obecnie jest poważnym wyzwaniem dla banków. Co jakiś czas, ta czy inna firma ogłasza że obok dotychczasowej działalności rozwija tzw. „deweloperkę”. Dobrze jeszcze, jeżeli dotychczasowa działalność miała cokolwiek wspólnego z budownictwem, ale niejednokrotnie bywa że nie.

Osobiście nie wierzę by wahania udziału budownictwa w gospodarce miały być aż tak znaczne jak przed laty i nieść tak duże zmiany w rentowności działalności czy zatrudnieniu.

Jednak obecny wzrost cen w budownictwie oraz dynamiczna poprawa rentowności powinny zaostrzyć uwagę. Obserwując gospodarkę jako całość lub przez pryzmat branż, widać że uczestnicy rynku są znacznie bardziej doświadczeni i świadomi zagrożeń. Niemniej wejście do UE oraz obecny silny wzrost gospodarczy, stawiają nas przed nowymi perspektywami ekonomicznymi i doświadczeń z lat poprzednich nie da się w pełni przełożyć na chwilę obecną i najbliższe lata. Dla budownictwa nastały ciekawe czasy, m.in. dlatego że popyt na jego usługi zasilany jest przez środki z UE.

Kiedy zaczyna się w Polsce dyskusję o budownictwie niemal natychmiast pada argument o jego niedocenianiu przez decydentów. Pada często argument o ponadprzeciętnym wpływie budownictwa na rozwój gospodarczy, a nawet o roli miernika koniunktury. Jak na razie to budownictwo takim miernikiem w Polsce nie było. Analiza powiązań międzygałęziowych faktycznie wskazuje na silne związki z gospodarką, w rozumieniu przyczyniania się do wzrostu gospodarczego. Należy jednak zauważyć, że nie tyle budownictwo jest wyjątkowe, co należy do grupy działów gospodarki czy całych sekcji o podobnej skali wpływu. Zwracam na to uwagę dlatego, że jeżeli specyficzna rola miałaby pociągać jakąś formę zasilenia przez budżet to można znaleźć i innych potrzebujących, którzy mogą skorzystać z takiego samego uzasadnienia. Państwo (budżet) ma niestety ograniczone możliwości pomocy. Analiza wykorzystywanych stawek VAT dla sprzedaży krajowej dla budownictwa i pozostałych działów gospodarki wskazuje że „ważona” stawka VAT dla budownictwa wynosi ok. 18,5%, czyli na poziomie średniej krajowej. Kiedy jednak przyjrzeć się dokładniej, to widać że znaczna część działów ma stawkę wyższą (nawet 22%) by zrównoważyć znacznie niższe stawki dla – głównie – działów obejmujących produkcję dóbr i usług istotnych dla społeczeństwa (ochrona zdrowia, produkcja żywności, edukacja itd.). Ponadto należy pamiętać o ulgach skierowanych do odbiorców usług budowlano-montażowych. Często zapomina się, że na przykład ulgi związane z budownictwem i przeznaczone dla osób fizycznych, stanowiły jedną z głównych form obniżania podatku. Liczba osób, które z niej korzystały przekraczała 8 mln osób. Do tego dochodziło wsparcie dla niektórych form budownictwa oraz pomoc społeczną (dopłaty). Biorąc to wszystko pod uwagę, uważam że generalnie budownictwo nie ma na co narzekać.

W najbliższych 2-3 latach budownictwo powinno się rozwijać w tempie o kilka procent szybszym (produkcja budowlano-montażowa) niż pozostała część gospodarki (przychody ze sprzedaży). Przy czym te „kilka” będzie większe w pierwszym roku lub dwóch. Za około rok budownictwo może przekroczyć swój przeciętny udział w gospodarce. Sam ten fakt nie musi jeszcze niczego oznaczać, ale należy pamiętać że dalsze poważne przekroczenie tego wskaźnika (np. powyżej 6,5% w perspektywie blisko dwóch lat) wraz z oderwaniem się cen i wskaźników finansowych branży od trendów charakteryzujących gospodarkę, może grozić podobnymi skutkami jak na przełomie dekad. Uważam taki wariant raczej za mało prawdopodobny. Wprawdzie budownictwo przekroczy wartość średnią, ale jeżeli wszyscy uczestnicy rynku zrozumieli przyczyny niemal kryzysu w budownictwie przed kilku laty, to ewentualne niekorzystne odchylenia powinno przebiegać łagodniej. Niepokoją mnie nieco obecne wskaźniki cenowe i problemy z zatrudnieniem w budownictwie (m.in. silny wzrost wynagrodzeń z tego powodu). Mam nadzieję, że czynniki wywołujące te odchylenia będą w najbliższych kwartałach słabły.


Wracając do pytań postawionych na początku I części opracowania, nie bałbym się obecnego wzrostu w budownictwie. W średnim terminie budownictwo będzie się dość dynamicznie rozwijać, gdyż ten sektor jest aktualnie na drodze powrotu do swojej roli w gospodarce. Najczęściej wątpliwości i pytanie o najbliższą przyszłość budownictwa mają osoby, które postrzegają ten sektor przez pryzmat budownictwa mieszkaniowego w kilku największych ośrodkach miejskich, czy rynku mieszkaniowego ogółem. Nawet jeżeli ceny mieszkań w Warszawie zatrzymają się na obecnym poziomie lub spadną o 15% to z kondycją budownictwa ogółem nie ma to nic wspólnego. To będzie jedynie problem inwestorów giełdowych, którzy kupili akcje deweloperów operujących na tym rynku lub funduszy inwestycyjnych rynku nieruchomości, których portfel ograniczony jest do rynku warszawskiego oraz firm działających na tym rynku.

Marek Żeliński, luty 2007

O marekzelinski

Marek Żeliński. Ekonomista z wykształcenia. Zawodowo związany jestem z sektorem bankowym.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Wycena i analiza przedsiębiorstw; analizy branżowe. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.