Może RPO zreformuje KRUS

Trzeba przyznać, że Rzecznik Praw Obywatelskich (RPO) zrobił politykom solidnego psikusa i być może zapisze się w najnowszej historii gospodarczej jako reformator i uzdrowiciel finansów publicznych. Jego pomysł wniesienia skargi do Trybunału Konstytucyjnego poważnie zaskoczył polityków z nowej koalicji, którzy posunęli się nawet do sugestii o polityczne podłoże takiej decyzji (dlaczego PRO nie zrobił tego w czasie poprzednich rządów). Co ciekawe, w opinii wielu ekspertów losy skargi są przesadzone, tzn. TK zaakceptuje słuszność skargi, co będzie oznaczało konieczność podjęcia przez rząd działań. A jakich? Otóż RPO w skardze zwrócił uwagę na fakt, iż finansowanie składek przez budżet na ubezpieczenie zdrowotne rolników bez względu na wysokość ich dochodów jest niekonstytucyjne. Tymczasem – wg RPO – rolnicy są zróżnicowaną pod względem dochodowym grupą, co oznacza że część z nich może w większym stopniu lub stopniu takim jak inne grupy zawodowe, pokrywać swoje składki. Jednym z celów RPO jest zmuszenie decydentów (polityków) do podjęcia tematu i zlikwidowaniu tegoż niesprawiedliwego zróżnicowania. Tak wiec z całkiem nieoczekiwanej strony problem KRUSu od lat omijany przez polityków, ma szansę na co najmniej zmniejszenie swojej skali. Sama skłdaka zdrowotna oczywiście wszystkiego nie załatwia, ale może pomóc przełamać bariery.

W artykule pominę organizacyjne problemy, typu czy utrzymać KRUS, czy też wcielić rolników do powszechnego systemu emerytalnego. Podstawowym problemem jest ustalenie grupy docelowej, czyli tej grupy rolników która może pokryć swoje składki oraz osoby nie związane bezpośrednio z rolnictwem, a które wskutek luk prawnych „przecisnęły” się do KRUSu. W związku z tym, nie będę się również dodatkowo rozwodził nad kwestią w pewnym stopniu związaną z omawianym problemem, czyli jak zmienić zasady opodatkowania rolników, co mogłoby się m.in. przyczynić do lepszego poznania dochodów rolniczych oraz zmniejszyć wyodrębnienie podatkowe tej grupy zawodowej w obecnym systemie podatkowym. Niektórzy ekonomiści widzą w tym panaceum na obecne problemy, ale w rzeczywistości dla małych gospodarstw, czyli dla większości, i tak trzeba będzie stworzyć uproszczoną formę podatku dochodowego (jak karta podatkowa czy ryczałt).

Problem KRUSu istnieje pewnie od chwili jego powstania, czyli 1990 r. (przyjmuje datę ustawy, która regulowała ubezpieczenie rolników) co najmniej już po kilku latach wiedziano, że utrzymywanie zróżnicowanych systemów ubezpieczenia prowadzi do patologii. Oczywiście nie samo instytucjonalne wyodrębnienie było powodem dzisiejszych problemów, ale bardzo pomagało w ich zaistnieniu.  W efekcie rolnik płaci kilka razy mniej na rzecz swojego ubezpieczenia, uzyskując niewiele mniej niż osoba pracująca poza rolnictwem. Państwo, czyli pozostali podatnicy, dopłacają ponad 90%. Taka skala dopłat stale jest motywowana znacznie trudniejszą sytuacją materialną rolników przy braku alternatyw dla osób pracujących w rolnictwie oraz zaszłościami historycznymi w krajowym systemie emerytalnym. Budżet dopłaca nie tylko do rolników, ale również do członków ich rodzin. Łącznie daje to prawie 2,6 mln osób. Samych gospodarstw rolnych, w zależności od przyjętej definicji jest ok. 1,8 (wg węższej definicji). Około 700 tys. gospodarstw rolnych ma powierzchnie od 1 do 3 ha. Drugie tyle jest w przedziale od 3 do 10 ha. Przemiany rynkowe powodują podział. Przeciętne polskie gospodarstwo ma ok. 10 ha, czyli 4-5 razy mniej niż we Francji, Niemczech, czy Wielkiej Brytanii. Oczywiście są kraje ze średnią zbliżona do Polski (Portugalia, Węgry, Włochy, Grecja), ale jest to niewielkie pocieszenie. Generalnie rolnictwo mamy rozdrobnione, ale zgodnie z konstytucja, podstawą krajowego rolnictwa ma być gospodarstwo rodzinne. Niestety prawa ekonomii, pomimo wsparcia państwa dla rolnictwa, są nieugięte i większość rolników żyje znacznie poniżej średniej. Wg danych GUS za 2006 r. dochód rozporządzalny na 1 osobę w rodzinie w rolnictwie to 690 zł., czyli minimalnie więcej niż w na 1 osobę w gospodarstwie domowym rencistów lub osób na stanowisku robotniczym. Wszystkim pozostałym żyje się – średnio – lepiej. Czyli 1 osobie w gospodarstwie domowych osób pracujących na własny rachunek o 60%, osób na stanowiskach nierobotniczych o 63%, emerytów o 37%. Biorąc pod uwagę dodatkowo skromniejszy dostęp do szeregu osiągnięć cywilizacyjnych, to życie na wsi śmiało można uznać za trudne. Nie ułatwia tego fatalna struktura wykształcenia. Aż 65% żyjących na wsi nie przekracza wykształcenia zawodowego. Można więc powiedzieć, że spora część mieszkańców wsi ma niewielkie szanse na znalezienie dobrej pracy w „mieście” lub mitycznych już wiejskich usługach, których szeroki rozwój jest raczej cechą społeczności bogatszych. Kończąc to statystykę, warto przytoczyć minimalna powierzchnię gospodarstwa, przy której podstawowe produkcje stają się opłacalne. Dla warzywniczych jest to 3,3 ha; sadowniczych 11,9 ha; specjalistyczne mleczne 13,3 ha; specjalistyczne mięsne 18,2; mieszane (roślinno-zwierzęce) 22,4 ha; zbożowe 50,6 ha. Te liczby mówię same za siebie. Tak więc szansę na życie z produkcji na rynek ma trzysta kilkadziesiąt tysięcy największych gospodarstw. Natomiast fachowcy z branży szacują wg ESU, iż śmiało może rywalizować z rolnikami zachodnimi już tylko ok. 240 tys. gospodarstw. Wejście do UE nie zatrzymało procesów efektywnościowych z ostatnich lat. Można powiedzieć, że je tylko osłodziło.  Wbrew spotykanym czasami opiniom, same przemiany rynkowe sprzed kilkunastu lat były nie lada uderzeniem dla rolnictwa, któremu obok coraz bardziej rozkapryszonego konsumenta wyrósł bardzo wymagający partner – przemysł przetwórstwa spożywczego. Z roku na rok przybywa gospodarstw produkujących tylko- lub głównie na własne potrzeby. Obecnie szacuje się, że już tylko 50% gospodarstw związana jest z rynkiem. W ostatnich latach, m.in. z powodu przygotowań do wstąpienia do UE ( a był to dla rolnictwa naprawdę nie lada wysiłek), gospodarstwo związanych z rynkiem ubywa o od 1% do nawet 1,5% rocznie w rozumieniu struktury. Dzieje się tak nawet wbrew temu iż miasto wciąż jeszcze nie jest alternatywą dla wielu rolników wypchniętych z rynku.

Zrobiłem statystyczny rys rolnictwa by podkreślić, że przeważająca liczba żyjących z rolnictwa nie będzie w stanie płacić pełnych składek ubezpieczeniowych i chyba tak na poważnie nikt tego nie oczekuje. Przesadne podwyższenie składek dla wszystkich spowoduje poszerzenie tylko sfery ubóstwa w rolnictwie. Zresztą to raczej tez nie jest dyskutowane. Uwaga skupia się głównie na większych i dynamicznie rozwijających się gospodarstwach. Jedno co mnie ciekawi i bawi w politycznym podejściu do KRUSu jest przyjmowane z góry założenia, że jakakolwiek dyskusja o zwiększonych składkach spowoduje ubytek elektoratu. Jeżeli, co zaraz wykażę, to niewielki. Ale łatwo na pewno nie będzie. Już obecnie Waldemar Pawlak, warunkuje podniesienie składek wzrostem wypłacanych świadczeń. Ale przecież tu chodzi o zbliżenie składki do pobieranego świadczenia Śledząc na przestrzeni ostatnich lat dyskusję o KRUSie i składkach, musze powiedzieć że najmądrzej pisali o tym przedstawiciele uczelni czy instytutów rolniczych lub tez osoby kiedyś lub obecnie zawodowo z KRUSem związane. Świetnie potrafią wskazać (a przynajmniej zarysować) grupę której podwyżki składek powinny dotyczyć. Tym bardziej, że wejście do UE przyczyniło się do wykreowania sporej grupy krajowych farmerów. Dane są więc na podane jak talerzu i nie sądzę by dyskusja i ewentualne decyzje wywołały społeczny sprzeciw. Obecnie w świecie politycznym przeważa niepotrzebny lęk, bo doprecyzowanie/zdefiniowanie grupy bogatszych rolników to raczej niewielki problem. Owszem, trzeba się będzie zmierzyć z przedstawicielami rolników, dla których już tylko zwiększenie rocznie składek o prawie 360 zł na osobę z gospodarstwa rolnika z min. 50 ha, to maksimum (a liczba takich to tylko 22 tysiące).

Wg różnych szacunków wśród obecnie ubezpieczonych w KRUS 1,6 mln osób prawie 0,3 mln to osoby które w KRUSie być w ogóle nie powinny. Na samych składkach zdrowotnych można tu odzyskać mniejsze kilkaset mln zł. W zależności od szacunków, gdyby pełne składki płacili rolnicy z gospodarstw powyżej 10 ha dałoby to dodatkowo miedzy 2 a 3 mld zł, zaś powyższa propozycja rolników to nieporozumienie. Średnia 2,5 mld zł to raczej przesada w najbliższych latach, ale 1 mld zł to bardzo realna kwota i bardzo duża, możliwa do odzyskania w średnim terminie. Ciekawy jestem czy w obecnej kadencji Parlamentu, reforma ubezpieczeń rolniczych „przejdzie”.

 

O marekzelinski

Marek Żeliński. Ekonomista z wykształcenia. Zawodowo związany jestem z sektorem bankowym.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Wycena i analiza przedsiębiorstw; analizy branżowe. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.