Nasz fajny złoty

Złoty zachowuje się ostatnio jak nasza giełda, czyli nieco absurdalnie. Takie określenie jest oczywiście wysoce nieeleganckie, jeżeli przyjmiemy wolnorynkową zasadę, że jeżeli jakakolwiek cena na dobro czy usługę jest ustalana przez nieskrępowany popyt i podaż, to taka cena jest ceną rzetelną. Oczywiście moja ocena tych faktów to jedna rzecz, a wycena dokonana przez rynek – druga. Zgadzać się z rynkiem nie muszę,  ale zapewniam że jego werdykty szanuje i jestem gotów być może nawet ich bronić. To co się działo w ostatnich dniach i dzisiaj ze złotym jest na tyle intrygujące, że warto zwrócić uwagę na kilka ciekawostek, ponieważ jesteśmy świadkami wyjątkowych wydarzeń oraz ogromnych zmian na rynku walutowym.

Skala zmiany wartości krajowej waluty jaka dokonała się od końca lipca do wczorajszego dnia, jest największa z jaką mieliśmy do czynienia w ostatnich kilkunastu latach. I wcale nie mam na myśli zmiany nominalnej, a przede wszystkim zmianę złotego w ujęciu realnym. Złożyło się na to kilka zjawisk. Po raz kolejny przypomnę, że na swojej stronie zwracałem uwagę że szczególnie od drugiego kwartału tego roku złoty stawał się coraz bardziej przewartościowany. Rynek jakby na przekór wszystkiemu zaryzykował w czerwcu dalsze wzmocnienie. Po co ? Trudno to racjonalnie wytłumaczyć. O ile pamiętam atmosferę tamtych dni, to nie wykluczam nawet zadziałania samonapędzającego się mechanizmu. Pod koniec II kw coraz silniej stawiano pytanie o ile złoty się jeszcze wzmocni. Rynek szedł jakby w ślad za najbardziej agresywnymi prognozami i po ich zrealizowaniu, złoty odbił się w przeciwną stronę. Na początku września rynek zatrzymał się na poziomie z przełomu I i II kw, kiedy to wartość złotego zaczęła się odrywać od  ceny jeszcze mniej więcej uzasadnionej fundamentalnie.  Oczywiście szacowanie poziomów złotego, przy którym można powiedzieć że jest uzasadniony fundamentalnie zawsze wzbudza sporo kontrowersji, ale mimo rozbieżności w podawanych w mediach wyliczeniach, poziomy jakie złoty osiągnął w lipcu były nie do obrony nawet dla najbardziej liberalnych makroekonomistów. W takiej sytuacji gwałtowna reakcja nie powinna dziwić.

Poziomy wyceny naszej waluty z września to tzw. pierwsze hamowanie. Potem można było oczekiwać, a przynajmniej nie mogło to być większym zaskoczeniem, że wobec przesadnego wzmocnienia złotego w okresie letnim i oczekiwanego spowolnienia gospodarczego w Polsce i na świecie oraz kryzysu na rynku finansowym, złoty odreaguje krótkotrwałym nadmiernym osłabieniem w ujęciu fundamentalnym. Za poziom takiej reakcji można uznać notowania złotego z przełomu I i II dekady października. Takie wskazanie wynikają z moich obliczeń. Niestety z natury rzeczy precyzyjne obliczenia kursu który byłby rzetelnym odzwierciedleniem sytuacji gospodarki krajowej na tle makrootoczenia, są w zasadzie niemożliwe. Niemniej warto to robić, bo szukanie poziomów równowagi przy wsparciu analizy technicznej nie ma sensu. Kolejnym problemem jest rozkład zmian złotego, czy nominalnych a nawet realnych zmian kursów walut  w ogóle. Ale problem rozkładu zmian kursów i kształt rozkładu, to już temat na osobne opracowanie.

To co się dzieje na krajowym rynku walutowym w tym tygodniu to już panika, chociaż tutaj punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. Z makroekonomicznego (krajowego) punktu widzenia, rynek przesadnie osłabił złotego o kilkanaście procent wg notowań z tabeli NBP z dnia wczorajszego. Biorąc jednak pod uwagę paniką wywołaną przez rynek węgierski i ogólny kiepski klimat na światowych rynkach plus wzrost popytu na dolara, można tylko rozłożyć ręce i czekać aż się to całe zamieszanie skończy. W tym tygodniu jesteśmy świadkami negatywnej strony globalizacji na rynku finansowym. Mam na myśli asymetrię pomiędzy wiedzą graczy rynkowych o sytuacji makroekonomicznej Polski i naszego regionu, a skutkami wywołanymi decyzjami tychże graczy rynkowych.  Dla nas to o tyle istotne, że notowania WIG20 czy rynek obligacji (rentowności powyżej 7%) wskazują iż Węgrzy wywołali tak silny strach, że najwięksi zagraniczni inwestorzy na krajowym rynku nie tyle wycofują się co wręcz w panice uciekają. Z punktu widzenia zagranicznego inwestora, to redukcja pozycji w obliczu zagrożenia. W takiej sytuacji, inwestora zagranicznego makroekonomiczne fundamenty każdego kraju z osobna, kompletnie nie interesują. Trzeba się z tym pogodzić i już. Nie pierwsza to taka sytuacja na naszym rynku.

Jak wskazałem, na ruchy złotego w okresie czerwiec-październik wpłynęło kilka czynników, doprowadzając w ten sposób do bezprecedensowej na naszym rynku zmiany wyceny złotego. Zaznaczam, że biorę tu pod uwagę skalę zmiany oraz krótki okres w jakim się wydarzyła.

Na zakończenie i pocieszenie zwrócę uwagę na dwa ważne fakty. Złoty osłabił się tak poważnie i przesadnie, że osoby zainteresowane kredytem w walucie powinny trzymać rękę na pulsie i jak tylko sytuacja na   światowym i krajowym rynku finansowym się uspokoi, biec do banku po kredyt hipoteczny. Mamy do czynienia z sytuacją jaka zdarza się raz na kilka lat na polskim rynku. Ostatnio było to na przełomie 2003 i 2004. Druga mila wiadomość, to fakt iż nasza giełda stała się niezwykle atrakcyjna dla zagranicznych graczy. Indeksy giełdowe są na niezwykle niskich poziomach, a złoty zachęca do inwestowania. Wpierw oczywiście musi minąć panika, a potem musimy uzbroić się w cierpliwość kiedy zagraniczni gracze przypomną sobie o peryferyjnym dla nich rynku.

O marekzelinski

Marek Żeliński. Ekonomista z wykształcenia. Zawodowo związany jestem z sektorem bankowym.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Gospodarka. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.