Indywidualne Konto Emerytalne, cz2

Wpis jest kontynuacją I części opublikowanej 7 stycznia 2009 roku (http://opinieekonomiczne.blox.pl/2009/01/Indywidualne-Konto-Emerytalne.html).

Jako główną przyczynę słabej (czy aby na pewno?) popularności IKE długo podawano niski limit maksymalnych wpłat w ciągu roku, które upoważniały do korzystania z ulgi podatkowej. Do 2008 limit roczny na wpłaty wzrastał od 3,4 tys. zł (2004) do 4,1 tys. zł. Warto pamiętać, że limit w niewielkim stopniu przekraczał wartość średniego wynagrodzenia miesięcznego w każdym z lat. Inaczej mówiąc obywatel mógł bez konsekwencji podatkowych odłożyć średnio w miesiącu około 300 zł. Dla przeciętnego Polaka jest to kwota wcale niemała, biorąc pod uwagę koszty życia. Zwracam w ten sposób uwagę, że limit i tak jest dość duży. Kwota jest więc nieprzypadkowo dobrana jak na możliwości finansowe Polaków i skłonność do oszczędzania. Szkoda jedynie, że od początku pojawienia się tej formy oszczędzania, utrata ulgi nie dotyczyła tylko kwoty wycofywanej przez oszczędzającego.

Dane z ostatnich lat wskazuję, że Polacy i tak wpłacali kwoty niższe niż było wolno (mowa o kwocie z ulgą). W 2004 r. średnia wpłata roczna to zaledwie 34% limitu. Największe wpłaty przypadały na lata 2005-2006. Wtedy zainteresowani wykorzystywali średnio nieco ponad 60% limitu. W kolejnych dwóch latach był już tylko spadek, czyli 47% w 2007 i 27% w 2008 r. Maksymalną wartość limitu wykorzystywali jedynie klienci biur maklerskich, ale w 2008 r. stawili oni zaledwie 1% korzystających z IKE. Rozkład wpłat potwierdza, że to nie kwota wpłat jest tu problemem. Tak więc blisko trzykrotne podniesienie limitu na 2009, nie wniesie tu specjalnie nowej jakości.

W ten sposób mimowolnie pojawia się pytanie jaka jest i powinna być rola państwa w procesie uświadamiania i zachęcania do oszczędzania na okres życia po zakończeniu aktywności zawodowej. W części przymusowej (składka emerytalna) państwo wymusza oszczędzanie  na emeryturę, ponieważ znaczna cześć obywateli lekceważyłaby ten problem, stając się klientami pomocy społecznej za kilkadziesiąt lat. Ponadto przy szacowanej stopie zastąpienia (podawałem w pierwszym wpisie o IKE) większość z nas będzie mogła mówić raczej o godnym życiu na emeryturze niż o życiu w luksusie. Decyzję o lepszym życiu na emeryturze państwo pozostawia obywatelom. To oni mają zdecydować czy konsumują teraz czy odkładają to na okres emerytalny. Wzrost zatrudnienia i wynagrodzeń, nie spowodował proporcjonalnego wzrostu zainteresowania oszczędzaniem na emeryturę. Jak więc widać, Polacy wybrali zakupy m.in. tzw. płaskich telewizorów niż własną emeryturę.

Limity na IKE jakie obowiązywały do 2008, pozwalały przykładowo osobie ze stażem 35-letnim i 20 letni okres życia po przejściu na emeryturę pozwala na 700-900 zł dodatkowych świadczeń. Biorąc to pod uwagę oraz średnią wpłatę, podwyższanie limitu jest niepotrzebne. Osoby  o wysokich wynagrodzeniach mają większą świadomość konieczności oszczędzania i kwalifikacje, dzięki którym z całą pewnością nie będą klientami pomocy społecznej.

Bodźce finansowe (ulga podatkowa) państwo powinno kierować przede wszystkim do osób o niższych dochodach i świadomości. Blisko 30% Polaków zarabia nie więcej niż połowa średniej krajowej, 2/3 generalnie nie przekracza średniej. Wydaje się więc, że dla pierwszej grupy żadne zachęty nie mają znaczenia. Stąd też wskazywanie na większe ulgi podatkowej jako sposób na zachęcanie do oszczędzania, będzie miało raczej ograniczony wpływ. Pomijam już to, że przy obecnych rozwiązaniach będzie to powodowało zdestabilizowanie struktury oszczędzania i wykorzystywanie IKE do krótkoterminowego oszczędzania, a nie oszczędzania na emeryturę. Po drugie, obserwując wpływ ulg podatkowych jakie na przestrzeni lat dotyczyły m.in. PIT, widać że reagujemy głównie na ulgi związane z wymierną korzyścią, odczuwalną/osiągalną w krótkim terminie. Pozostaję więc przy zdaniu, że problem IKE to głównie marketing, budowanie świadomości i dystrybucja.

O wciąż słabej świadomości świadczy struktura wiekowa korzystających z IKE. Na osoby w wieku 60 i więcej lat, przypada 12% kont, a na osoby powyżej 40 lat łącznie 64%. Na przedział 31-40 lat przypada zaledwie 23%, a do 30 lat już tylko 13%. Widać wiec, że oszczędzają na emeryturę osoby, które cechują się większą świadomością i zainteresowały się IKE bez specjalnego uświadamiania. Sądzę, że nawet przy obecnych uregulowaniach liczbę kont IKE (można mieć tylko jedno) może być większa o nawet 0,5 mln (to wersja optymistyczna).

 

W artykule oparłem się na danych statystycznych dostępnych na stronach KNF (www.knf.gov.pl)

O marekzelinski

Marek Żeliński. Ekonomista z wykształcenia. Zawodowo związany jestem z sektorem bankowym.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Finanse osobiste. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.