Krótko o sytuacji na rynku finansowym w październiku.

Październik nie wniósł niczego szczególnego do naszej wiedzy o rynku finansowym. Złoty, pomijając maj, oscyluje w przedziale jaki został wyznaczony w tym roku. Dla euro to od 4,05 do 4,20, a dla dolara od 3,10 do 3,30. W przypadku dolara można mieć nieco wątpliwości co do górnej granicy, ze względu na jego osłabienie przeciągające się do czerwca. Pomijając majowe osłabienie, widać że rynek chce poprawnie wyceniać złotego. Polska zyskała spore zaufanie w ostatnich miesiącach i dlatego właśnie rynek ostatnio oscyluje na poziomie równowagi dla złotego. Przy czym trzeba zaznaczyć, że taka wycena jest oparta na bieżącej sytuacji makroekonomicznej. Przy wycenie długoterminowej dla polskiej gospodarki, złoty jest niedoszacowany śmiało o kilka procent (min. 5%). By jednak rynek zaczął bardziej doceniać złotego, perspektywa poprawy naszej gospodarki w dłuższym terminie nie może budzić większych wątpliwości. To co mamy obecnie, to taki mniej lub bardziej kruchy kompromis rynkowy dla złotego. Warto zaznaczyć, że obecny poziom złotego jest korzystny dla gospodarki. Uważam, że na chwilę obecną stabilizacja naszej waluty na obecnym poziomie jest korzystna dla naszej gospodarki. Mam na myśli z jednej strony handel zagraniczny,  a z drugiej wskaźniki cenowe dla naszej gospodarki. Oczywiście na rynku walutowym stabilizacja nie jest stanem trwałym. Nie wykluczam, że w przypadku wątpliwości co do nienajgorszego stanu naszej gospodarki (jak na to co się wokół nas dzieje) lub zawirowań na europejskim runku finansowym, złoty częściej niż wzmocnienia będzie doświadczał krótkookresowych osłabień. A czy jest możliwość kontynuowania procesu wzmocnienia złotego? Jeśli, to będzie to proces powolny i warunkiem musiałyby być dobre dane makroekonomiczne.

Podniecenie jakie wywołał miesiąc temu brak decyzji RPP o obniżeniu stóp procentowych, przestało się już udzielać krajowemu rynkowi depozytowemu. Obserwując zmiany stóp i stawki stóp oczekiwanych w oparciu o krzywą rentowności, można odnieść wrażenie że rynek jest przekonany o cięciu o 0,25%. Ewentualne cięcie o 0,5% jest oceniane chyba jako mało prawdopodobne. Oczywiście już od czasu kryzysu finansowego, wyceny stawek na rynku międzybankowym sporo straciły na wiarygodności . Nie jest oczywiście tak źle jak w 2009, ale i nie tak dobrze (jeśli chodzi o jakość wyceny) jak przed kryzysem. Zwracam na to uwagę, ponieważ przed laty opinie makroekonomistów bankowych miały na ogół przełożenie na kwotowania stawek na potrzeby obliczenia WIBOR i WIBID przez ich koleżanki i kolegów z dealingroomów. Obecnie to przełożenie jest znacznie mniejsze. Opierając się więc na wyliczeniach stawek prognozowanych w oparciu o krzywą, można powiedzieć że w okresie rocznym rynek (rozumiany jako WIBID i WIBOR) nie oczekuje obniżek większych niż o 0,25%. Swoją opinię odnośnie działań RPP załączyłem na blogu 16.10.2012 r.

Odrębnym tematem jest rynek obligacji. Śmiało można powiedzieć, ze to zupełnie inna historia. Od wakacji, spore zainteresowanie obligacjami spowodowało ich niesamowity spadek. Obecnie termin 2, 5 i 10 lat są wyceniane na rynku odpowiednio na: 3,85%, 4,0% i 4,4%. O ile poziom obligacji 10-letnich jest do zaakceptowania (w rozumieniu prognoz makroekonomicznych), to 2-latki są wycenianie niezwykle nisko. Jeżeli się to zestawi z kwotowaniem rocznego WIBIDu, to można zapytać gdzie tu sens. Sens w pewnym sensie jest J lub przynajmniej można się go na siłę doszukać. Przede wszystkim rynek depozytów międzybankowych i obligacji to nie te same światy, m.in. ze względu na inwestora, jego perspektywę i całą transakcje, której depozyt czy obligacja są (tzn. mogą być)  tylko składnikiem. Po drugie, teoretycznie można sobie wyobrazić sytuację kiedy korzyści z obligacji 2-letnich na tle reinwestowania inwestowanych pieniędzy krótszymi terminami może być porównywalne. W takim przypadku musielibyśmy uwierzyć w wyjątkową zdolność rynku do przewidywania przyszłości. Wydaje mi się, że inwestujący w obligacje krótko i średnioterminowe w ostatnim czasie nie tyle patrzyli ile zyskają, co – czy nie stracą, lokując w polskie aktywa. To by tłumaczyło zainteresowanie inwestorów zagranicznych polskimi papierami rządowymi, które w obecnych realiach można uznać za bezpieczne z punktu widzenia kraju emitenta i względnie opłacalne z punktu widzenia oprocentowania.

O marekzelinski

Marek Żeliński. Ekonomista z wykształcenia. Zawodowo związany jestem z sektorem bankowym.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Rynek finansowy. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.