Waloryzacja kwotowa rent i emerytur.

Jedna z gazet przypomniała temat rządowego pomysłu na podwyżkę emerytur, który wzbudził wątpliwości  natury prawnej i moralnej. Chciałbym chwilę temu poświęcić, ponieważ ten temat media i komentatorzy w zasadzie zignorowali. Tymczasem pomysł był, że tak powiem, niebanalny. Abstrahuję tu od oceny prawnej, z którą zmierzyć się musi Trybunał Konstytucyjny.

Pomysł rządu polegał na tym, że pula środków wyliczona na podwyżki (zgodnie  zasadami obliczania stopy wzrostu), będzie równo podzielona na wszystkich emerytów i rencistów. Inaczej mówiąc, zamiast podwyżki o ten sam procent, wszyscy dostali podwyżkę o 71 zł brutto. Pomysł ten wywołał kontrowersje prawne, więc m.in. prezydent zwrócił się o ocenę do Trybunału Konstytucyjnego. Chodzi głównie o to, że zasada waloryzacji emerytów o tą samą kwotę jest niekorzystna dla tych którzy pobierają świadczenia w kwocie powyżej 1480 zł. Mówimy tu o grupie ponad 4 mln osób. Jeżeli Trybunał Konstytucyjny zakwestionuje jednolitą, kwotową waloryzację, to wg wyliczeń rządowych, trzeba będzie zwrócić 1,5 do 1,8 mld zł tym którzy na waloryzacji kwotowej stracili. Wg moich wyliczeń kwota ta powinna być mniejsza i nie przekroczy 1,5 mld zł, pod warunkiem że mówimy tylko o świadczeniach emerytalno-rentowych. Dla porównania podam, że waloryzacja rent i emerytur to rocznie wydatek rzędu 7 mld zł.

Zanim przejdę do dalszych rozważań i prezentacji wybranych liczb, krótko o danych do moich wyliczeń. Opierałem się na danych z opracowań dostępnych na stronie internetowej ZUS i danych w przedmiotowym zakresie z Biuletynu Statystycznego GUS. Dane dotyczą 9,1 mln emerytów i rencistów. Łączną kwotę wypłat, przedziałowy rozkład świadczeń i przypadający na poszczególne przedziały odsetek emerytów i rencistów, oparłem na danych dostępnych za rok ubiegły. Jako globalny wskaźnik waloryzacji przyjąłem dla okresu wyliczeń, 4,2%. To planowana wartość waloryzacji na rok przyszły. Podobnie waloryzowałem wartość średniego wynagrodzenia w gospodarce. Zaznaczam, że chodziło o przedstawienie idei a nie osiągniecie tzw. aptekarskiej dokładności. Miedzy innymi dlatego, że niektóre dane (rozkład świadczeń) podane są przedziałowo, a inne publikowane ze sporym opóźnieniem, więc skorzystałem z danych za rok 2011 r. Niemniej jednak, jak na statystyczną zabawę, wynik był niezwykle zbliżony do rządowego i poprawnie oddaje ideę waloryzacji kwotowej.

Formalnie zamierzano kwotowo waloryzować renty i emerytury nawet w okresie 4 lat z rzędu. Dla porównania opierać się będę na dość skrajnych wartościach świadczeń, czyli 600 zł i 3500 zł. Metoda nominalna w porównaniu do procentowej byłaby neutralna na poziomie bliskim kwocie 1500 zł (oczywiście brutto). Świadczenia równie lub niższe od 1,5 tys zł, pobiera 51% emerytów i rencistów. Niemniej te 51% pobiera tylko ok. 33% globalnej kwoty przeznaczanej na świadczenia. Waloryzacja procentowa (przy przedstawionych wyżej paramentach) daje 25 zł m-cznie i 302 zł rocznie dla osoby ze świadczeniem 600 m-cznie. Dla kogoś ze świadczeniem 3,5 tys zł, odpowiednio m-cznie 147 i rocznie 1764 zl rocznie. Pozornie uczciwa zasada wzrostu o ten sam „procent” daje mało, małemu i dużo, dużemu. Tymczasem jak miał powiedzieć jeden z emerytów: pęczek rzodkiewki dla każdego kosztuje tyle samo. Przejście na zasadę waloryzacji nominalnej o taką samą kwotę, miało poprawić powoli sytuację finansową osób o najniższych świadczeniach kosztem tych o świadczeniach. To taka forma społecznej solidarności, ograniczona (do wcale niemałej) grupy emerytów i rencistów. Stoi za tym wiele argumentów. Świadczenia nie wyższe niż 1,2 tys. zł pobiera aż 33% emerytów i rencistów. Wątpię by jakaś istotna część z tych 2,8 mln ludzi dodatkowo pracowała. Część z nich natomiast korzysta w różnych form pomocy społecznej.

Ta solidarność społeczna realizowana w grupie emerytów i rencistów zrekompensowałaby częściowo nierówność naszego systemu emerytalnego i nierówności społeczne w ogóle. W grupie świadczeniobiorców z zakresu 1,5 tys zł do 3,5 tys. zł (i wyżej), znaczną część stanowią osoby z uprzywilejowanych emerytalnie grup zawodowych. Tak więc wewnątrzgrupowa solidarność była formą nadrobienia historycznych i bieżących nierówności przepisów (przywilejów) emerytalnych. Wlałbym oczywiście by takie korekty systemu emerytalno-rentowego miały szeroką akceptację społeczną i polityczną, ponieważ naruszają wiarę w stabilność zasad oraz byłyby bolesne dla osób które na wysokie świadczenia emerytalne zarabiały ciężką wieloletnią pracą  a nie przywilejami branżowymi.

Pomysł rządu dobrze się w wpisywał z potrzeby obecnych czasów. Mam na myśli poprawianie sytuacji najbiedniejszych kiedy nie ma możliwości wygenerowania dodatkowych przychodów budżetowych na potrzeby transferów. Sądzę, że było to też spore wyzwanie intelektualne i moralne dla decydentów. Jeżeli chcemy być krajem ograniczającym biedę, a jednocześnie nie zwiększać podatków, to jedynym (tzn. głównym) wyjściem jest modyfikacja transferów finansowych w społeczeństwie i gospodarce.

Przyjęcie na cztery lata rządowego rozwiązania, dałoby średni roczny wzrost najniższych świadczeń o 10%. Czyli realnie kilka procent rocznie. Niestety nasz drugi emeryt ze świadczeniem 3,5 tys. musiałby się zadowolić średnim 2% rocznym wzrostem. W naszych warunkach oznaczałoby to niewielką stratę realną wartości świadczenia.

Taka czteroletnia operacja nie byłaby może rewolucją społeczną, ale na pewno poprawiłaby dostrzegalnie życie 1-2 mln ludzi. Nasz biedniejszy świadczeniobiorca z 600 zł miesięcznie, po czterech latach waloryzacji procentowej miałby ok. 710 zł. Zaś po waloryzacji kwotowej, 894 zł. To ponad 2 tys. zł rocznie więcej w czwartym roku waloryzacji kwotowej. W relacji do średniego wynagrodzenia w gospodarce, waloryzacja procentowa w dłuższym terminie praktycznie nie zmienia istotnie pozycji emeryta czy rencisty. W moim wyliczeniu to 17% średniego wynagrodzenia. Natomiast przy wariancie z waloryzacja kwotową, po czterech latach nasz skromniejszy świadczeniobiorca miałby z ZUSu wynagrodzenia stanowiące nawet do 22% średniego wynagrodzenia w gospodarce. Efekt i tak jest nieco zawyżony, m.in. przez założony wskaźnik waloryzacji procentowej (w zależności od scenariusza makroekonomicznego) i czas trwania operacji. Sądzę, że rząd musiałby ze względu na protesty lepiej zarabiających emerytów i rencistów zmniejszyć skalę redystrybucji lub czas jej trwania.

Tabela: opracowanie ZUS „Ważniejsze informacje z zakresu ubezpieczeń społecznych 2011 r.”

 

O marekzelinski

Marek Żeliński. Ekonomista z wykształcenia. Zawodowo związany jestem z sektorem bankowym.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Finanse osobiste i oznaczony tagami . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.