Bilans wymiany handlowej. W końcu nadwyżka.

Nadwyżka w wymianie handlowej (wg danych NBP) to faktycznie wydarzenia zasługujące na chwilę uwagi. Nie są tu już tylko o dane miesięczne, ale i roczne.  Tak więc deficyt zsumowany za dwanaście miesięcy, po raz pierwszy od 20 lat (dla takiego okresu prowadzę statystykę) jest dodatni. Mówiąc bardziej po polsku, mamy nadwyżkę w wymianie handlowej. W relacji do PKB to wprawdzie jedynie 0,3%, ale zawsze to nadwyżka. Cieszmy się nią, póki jest, bo nie jestem pewny trwałości tego zjawiska w średnim terminie przy założeniu, że nasze PKB będzie przyspieszać.

Poprawie w bilansie handlowym sprzyjał i sprzyja nasza waluta. Od kilku kwartałów złoty jest niedoceniony przez rynek, przez co jest słabszy od fundamentalnej wyceny o kilka procent. To wraz z niskim ryzykiem nagłego i trwałego wzmocnienia, stawia eksporterów w dość komfortowej sytuacji.

Kolejnym czynnikiem poprawy bilansu  jest ….import.  W okresie słabszej koniunktury dynamika importu, chociaż wciąż dodatnia (wg danych NBP), od kilkunastu miesięcy jest niższa o kilka pkt. procentowych od dynamiki eksportu. Musimy się jednak oswoić z myślą, że wraz długo oczekiwanym przyspieszeniem gospodarczym, zapotrzebowanie gospodarki na produkty i półprodukty importowe, będzie wzrastać.

No i na zakończenie eksport. Dynamika eksportu r/r  w poszczególnych miesiącach w tym roku utrzymywała się na poziomie zbliżonym do 5% (w euro). Nie jest to wartość wyjątkowa jak na możliwości naszej gospodarki, ale na pewno godna docenienia. Nasze przedsiębiorstwa mimo niełatwych czasów nadal poprawiają wydajność i jakość. Inwestują. Ulokowanie produkcji w okolicznościach takich  jak obecne wymaga na pewno talentu i determinacji.  

Na podstawie danych GUS, można dowiedzieć się jakie grupy towarów przyczyniły się do wzrostu eksportu. Głównym czynnikiem napędzającym eksport są produkty rolnicze i przetwory przemysłu spożywczego. To niemal 40% rocznego przyrostu eksportu przy ok 11% udziale tej grupy w eksporcie ogółem. Kolejną grupą, której udział w przyroście eksportu jest znaczny i przekracza udział w eksporcie, to chemikalia i produkty pokrewne. Do wzrostu eksportu przyczyniły się również produkty z grupy maszyny i sprzęt transportowy oraz pozostałe produkty przemysłowe.

Nie ma co ukrywać, że nie jest to wymarzona struktura przyrostu eksportu. Eksport jest napędzany głównie wyrobami rolniczymi i przetworami spożywczymi oraz produktami chemicznymi (dane wg GUS). Straciły na znaczeniu bardziej zaawansowane technicznie wyroby przemysłowe. Mimo tego, jestem przeciwnikiem narzekania na taką strukturę wzrostu eksportu. Uzyskanie przewagi konkurencyjnej na zagranicznym rynku żywnościowym również w przemyśle rolno-spożywczym wymaga ogromnych nakładów inwestycyjnych oraz lat pracy nad zwiększeniem jakości i wydajności w rolnictwie. Gdyby nie ta grupa towarów, po prostu nadwyżki w bilansie handlowym by nie było. Brak pełnej satysfakcji z przyrostu eksportu w oparciu o produkty rolno-spożywcze wynika z tego, iż ta grupa produktów podatna jest m.in. na zmiany cen surowców rolnych. Ponadto nie są to tzw. produkty solnie przetworzone.

Na silną pozycję eksportową w produktach bardziej zaawansowanych technicznie, przyjdzie nam jeszcze trochę poczekać. Proponowałbym tu inne spojrzenie. Maszyny i sprzęt transportowy w 2007 stanowiły (wg GUS) 41% naszego eksport. Teraz (za ostanie 12 m-cy) udział tej grupy w eksporcie stanowi 37,4%. Porażka? Moim zdaniem nie. Rok 2007 to jeszcze okres prosperity na świecie i w Europie. Potem przyszły lata kruche. Spadek udziału wspomnianej grupy towarów o niecałe trzy pkt. procentowe to nie jest powód do załamywania rąk. Udział tej grupy w przyroście eksporty wyniósł 19,5%.

Jak twierdzi część ekonomistów, nasz eksport pod względem struktury produktowej daleki jest jeszcze od marzeń. Moim zdaniem musimy być cierpliwi i docenić przede wszystkim fakt, iż w niełatwych czasach wymiana handlowa się bilansuje. Jeszcze kilka-, kilkanaście lat temu byłoby to nie do pomyślenia w podobnych warunkach makroekonomicznych. To dla mnie wystarczający dowód, że nasi producenci nie stanęli w miejscu i nie powiedzieli ostatniego słowa.

O marekzelinski

Marek Żeliński. Ekonomista z wykształcenia. Zawodowo związany jestem z sektorem bankowym.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Gospodarka. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.