Fatalna rola prezydenta Dudy w kształtowaniu świadomości emerytalnej Polaków. Budzenie niepotrzebnych złudzeń.

W dwóch referendach obywatele dostali możliwość wypowiedzenia się łącznie w sześciu tematach. Drugie referendum, w zależności od wyników i frekwencji, może mieć poważne konsekwencje dla gospodarki, a dokładniej dla finansów publicznych. To właśnie w drugim referendum, obecny prezydent wprowadził pytanie dotyczące obniżenia wieku emerytalnego. To stawia pytanie o rolę polityków w procesie niezbędnych zmian i rozwiązywania problemów. Już obecnie prezydent Duda nie zapisał się w najlepiej w narodowym sporze o system emerytalny i wiek przechodzenia na emeryturę. Jego decyzję ws referendum i sposób uzasadniania oceniam bardzo krytycznie. Tak samo oceniam wywołanie i przedstawianie tematu emerytur w okresie kampanii prezydenckiej. Rola polityków jest moim zdaniem inna. Politycy muszą znać problemy i wyjaśniać je obywatelom. Politycy powinni mieć odwagę mówić rzeczy trudne społeczeństwu i wskazywać rozwiązania, nawet jeśli rozwiązania te nie są przyjmowane przez społeczeństwo optymistyczne. Przypadek roli prezydenta Dudy w sporze o wiek emerytalny warto więc przypomnieć, ponieważ bez względu na finał referendalnego pytania, prezydent odegrał negatywną rolę w kształtowaniu świadomości emerytalnej Polaków. Kto wie czy sam nie poniesie politycznych skutków obietnic, których nie będzie w stanie zrealizować.

Procesy demograficzne oraz zagrożenie powiększaniem się deficytu FUS wymusiły zmianę zarówno zasad wyliczania emerytur oraz wydłużenie czasu okresu aktywności zawodowej. Mamy obecnie publiczny system repartycyjny ze zdefiniowaną składką. Społeczeństwo bez entuzjazmu przyjęło wydłużenie wieku przejścia na emeryturę i nadal nie potrafi się pogodzić z faktem, że nasza emerytura jest pochodną składek. To rodzi frustracje i złość, co chętnie wykorzystują m.in. politycy. Wykorzystał to i nadal wykorzystuje prezydent Duda.

Największy rywal A.Dudy w prezydenckiej kampanii B.Komorowski, tematu emerytur nie podejmował, a już na pewno nie traktował go jako głównego motywu swojej kampanii. Zresztą był to temat zamknięty. Główne zmiany były za nami. Tak więc tego tematu A.Duda podejmować również nie musiał. Tak jak udawał, że nie ma tematu SKOKów. Nawet ewentualny polityczny nacisk Solidarności mógł zlekceważyć. Ostatecznie, gdyby ktoś wymusił temat wieku emerytalnego, mógł ludziom wytłumaczyć gdzie leży problem. Sądzę, że elektora A.Dudy wykazałby wiele zrozumienia. Niestety kalkulacja polityczna okazała się mieć większe znaczenie i A.Duda wraz ze swoim sztabem postanowił z wieku emerytalnego zrobić jeden z głównych punktów swojej kampanii. A.Duda szukał kompromisu pomiędzy utrzymaniem deklaracji na odpowiednio dużym poziomie ogólności a w miarę czytelnym populistycznym komunikatem. Obywatele usłyszeli raz o powrocie do poprzedniego wieku przejścia na emeryturę, a raz o skróceniu wieku aktywności bez podawania o jaki wiek chodzi. Nie brakowało barwnych i chwytliwych medialnie wypowiedzi, że obywatele nie chcą pracować do śmierci. W odpowiedzi na pytanie skąd pieniądze na cofnięcie reformy, widzieliśmy m.in. słynne pstryknięcie palcami, co było efektowne dla widzów, ale kompromitujące w oczach ekonomistów. W dyskusji o systemie emerytalnym przyszły prezydent uczynił poważny krok wstecz, a autorytet ekspertów wyjaśniających przyczyny wydłużenia wieku został nadwątlony.

Wiek przejścia na emeryturę 67 lat to faktycznie wyzwanie dla każdego z nas. Zapewne obecne zasady przejścia na emeryturę będą wymagały modyfikacji, czego przykładem jest dyskusja o stażu pracy który ma pozwalać na wcześniejsze przejście na emeryturę. Już proste symulacje w excelu dla osób z wynagrodzeniem minimalnym, na poziomie mediany czy średniej pokazują negatywne skutki skrócenia wieku dla finansowania systemu i samych zainteresowanych. Prezydent mógł być inicjatorem dyskusji o złagodzeniu niektórych zapisów dot. emerytur, ale grono osób które ewentualnie mogłyby skorzystać z takich ułatwień, będzie marginalne. Można było rozpocząć dyskusję o częściowym odejściu od składki zdefiniowanej, na rzecz dodatkowego dofinansowania systemu emerytur naszymi podatkami. Tylko że wtedy trzeba by uczciwie powiedzieć obywatelom, że tak czy tak będą obciążeni płatnościami na emeryturę, bo składkę zastąpią podatki. Niestety dotychczasowe wypowiedzi prezydenta Dudy (a wcześniej kandydata) pozwalają wierzyć obywatelom, że wiek przejścia na emeryturę można skracać bez żadnych konsekwencji dla wysokości emerytury i stanu finansów systemu emerytalnego.

Po wygraniu wyborów czekaliśmy na inicjatywę ustawodawczą prezydenta (lub PiSu w jego imieniu). Jednak od wygrania wyborów prezydent wybrał strategię milczenia w sprawie wieku emerytalnego. Jedynie w reakcji na pytania mediów, w odpowiedziach prezydenta i jego otoczenia dało się wyczuć rozmywanie deklaracji wyborczych w temacie emerytur. Wbrew wcześniejszym deklaracjom prezydent nie podjął natychmiastowych działań ws. wieku emerytalnego.

Dla ukrycia swojej bierności, A.Duda wykorzystał ideę referendum.  (Obecnie czekamy na decyzję senatu w tej sprawie). Dzięki temu dał sobie i swojej macierzystej partii sporo czasu, bo aż do wyborów parlamentarnych. Ale jest to tylko odwlekanie terminu podjęcia decyzji. Jeszcze w czasie kampanii prezydenckiej deklarował się jako człowiek odnoszący się z szacunkiem do referendalnych inicjatyw. Tylko, że tutaj znów powinien się pokazać jako światły i odważny lider. Prezydent powinien był otwarcie powiedzieć, że problematyka systemu emerytalnego jest przez decydentów dobrze rozpoznana i odwoływanie się do pytań odnoszących się tylko do skrócenia wieku emerytalnego jest niepoważne. Tłumaczenie się szacunkiem dla woli tzw. suwerena, w moim przekonaniu, jest tylko politycznym unikiem i będzie miało przykre konsekwencje w przyszłości. Suwerenowi (czyli obywatelom) trzeba wyjaśnić, że nie zawsze ma racją. Zresztą odrębną kwestią jest też rzetelność organizatorów społecznych akcji zbierania podpisów.

Formalnie drugie referendum ma być oddaniem szacunku dla woli suwerena. Niestety prezydent Duda zmienił brzmienie oryginalnego zapytania. Przede wszystkim w pytaniu referendalnym nie ma informacji o jaki obniżony wiek chodzi. Tymczasem Związek Solidarność w akcji zbierania podpisów wskazywał wiek 60 lat dla kobiet i 65 dla mężczyzn. Prezydent dodał też pytanie o powiązanie uprawnień emerytalnych ze stażem pracy, ale też nie podano o jaki staż chodzi. Jak więc widać, wolą suwerena prezydent zanadto się w rzeczywistości nie przejął. Podejrzewam, ze rozmycie kwestii wieku jest przygotowanie się na ewentualną wygraną PiS, który będzie musiał obietnicę zrealizować lub gdy opinii publiczna zmusi prezydenta do pokazania projektu ustawy zmieniającej emerytalny wiek. Wtedy będzie można powiedzieć, że co do zasady prezydent nie był zbyt konkretny w deklaracjach a Solidarność pozwoliła znacznie zmiękczyć kwestie wieku w referendum. W razie konieczności realizacji obietnicy, prezydent poda propozycję w której skrócenie wieku będzie skromne lub ograniczone do wąskiej grupy.

I mamy o to teraz dość niebezpieczną sytuację (o ile referendum się odbędzie). Jakkolwiek cała heca z referendalnym pytaniem się skończy, obywatele będą rozczarowani. Bo prezydent już zwleka z jednoznacznym działaniem, a na dodatek modyfikuje pytanie. Moim zdaniem rozmywanie kwestii wieku jest świadomym przygotowaniem gruntu pod ewentualną realizację obietnicy. O ile głosowanie w odrębnym terminie pozwalało na liczenie na upadek pytań z powodu zbyt niskiej frekwencji, to organizowanie referendum w dniu wyborów parlamentarnych tą frekwencję podbije, co będzie sprzyjało macierzystej partii prezydenta. Z politycznego punktu widzenia ruch jest korzystny dla interesów PiS, ale zwiększa prawdopodobieństwo zaakceptowania pytania w referendum i politycy będą mieli problem co z tym dalej zrobić. Jeżeli PiS nie przejmie władzy, prezydent będzie zrzucał odpowiedzialność na nie-PiSwowski rząd, twierdząc że on (prezydent) udzielił głosu suwerenowi, a suweren chce obniżenia wieku przejścia na emeryturę. W przypadku wygranej PiS, najprawdopodobniej zobaczymy projekt ustawy wprowadzający kosmetyczne zmiany lub odgrywanie sceny z zaskoczeniem stanem finansów publicznych. Nie przyjmuje – pewnie przez naiwność – do wiadomości, że prezydent razem z rządem PiS będzie chciał na siłę obniżyć wszystkim wiek emerytalny wg pomysłu Solidarności.

Pozostaje wariant przy którym referendum się nie odbywa. Wtedy, o ile prezydent będzie konsekwentny, propozycja referendum poczeka na nowy układ polityczny po wyborach. Układ partyjny będzie bardziej sprzyjający. Wtedy w wyborach PO będzie przylepiona etykieta partii która nie akceptuje woli suwerena, a PiS przy cichym wsparciu prezydenta będzie się kreował na partię skłonną obniżyć wiek przejścia na emeryturę. Ciąg dalszy tego scenariusza będzie podobny jak wcześniej zarysowanego, czyli prezydent przy wparciu PiS będzie próbował realizować pomysł chociaż skromnej realizacji obietnic, co i tak przyczyni się do rozczarowań społeczeństwa.

Mocno ubolewam, że obecny prezydent rozgrywa politycznie kwestię wieku przejścia na emeryturę. Zrobił tym ogromną krzywdę debacie publicznej i społecznej świadomości. Cofnęliśmy się w dyskusji o kilka lat. Wynikiem tego będzie większe lub mniejsze rozczarowaniem społeczeństwa i ewentualna próba rozluźnienia dyscypliny finansów publicznych. Szkoda, bo prezydent miał szansę wystąpić w roli autorytetu lub co najmniej przemilczeć kwestie emerytalne. Pisząc o roli autorytetu miałem na myśli, że prezydent mógł zaproponować dyskusję o drobnych modyfikacjach systemu emerytalnego, które będą potrzebne w najbliższych latach i dotyczyć – niestety – skromnej części przyszłych emerytów.

O marekzelinski

Marek Żeliński. Ekonomista z wykształcenia. Zawodowo związany jestem z sektorem bankowym.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Opinie. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.