500 złoty na dziecko. Czyli jak się nie transferuje pieniędzy publicznych.

Pomysł PiS z 500 zł na dziecko, to kolejny przykład jak nie transferuje się publicznych pieniędzy. Nie mam nic przeciwko transferowaniu pieniędzy do rodzin gorzej uposażonych finansowo czy generalnie do ludzi o niskich wynagrodzenia czy wręcz braku środków do życia. Byleby pomoc była trafnie kierowana i miała pokrycie w budżetowych wpływach. Niestety specyfiką finansowych obietnic PiS w każdej kampanii wyborczej była i jest ich prostota i szczodrość oraz lekceważące podejście do finansów publicznych.

Do mediów przeniknęła garść informacji o słynnych już 500 zł na dziecko. Od pewnego czasu wiadomo, że nie na każde dziecko, co czasami w kampaniach wyborczych prezydenta i PiS umykało politykom tej partii. Po prostu czasami, dało się słyszeć „500 zł na dziecko…” i dalej zalegała cisza lub zmieniał się temat..

Pomysł PiS potwierdza, że politycy  do politycznej rywalizacji o elektorat angażują środki publiczne i bez skrupułów wydają je w sposób mało efektywny. Pomysł z 500 zł na dziecko, to idealny przykład. „Obiecaliśmy? I dajemy”, zdają się mówić politycy PiS rozdając nie swoje pieniądze. Pomysł PiS rodzi szereg pytań i wątpliwości.

Przedstawiciele PiS (w tym obecny prezydent), bardzo często mówili o biedzie w  Polsce, obejmującej szerokie kręgi społeczeństwa. Analiza polskiej biedy wskazuje, że dotyka ona osób w różnym wieku i sytuacji rodzinnej. PiS tymczasem ogromny transfer przekierowuje tylko na rodziny z dziećmi. Zaryzykuje twierdzenie, że ok. połowa biedniejszych Polaków nie zobaczy tych pieniędzy, bo albo nie ma dzieci, albo poszły „na swoje”, lub mają 18 i więcej lat (o warunku wieku poniżej). Przy tak potężnym transferze pieniędzy, wsparcie tylko części biednych jest zaskakujące i niezrozumiałe. Jednocześnie na drugie i kolejne dziecko (biedni dostaną też na pierwsze) po 500 z miesięcznie dostaną pozostali obywatele, czyli również tzw. bogaci i dobrze uposażeni. A to już jest moim zdaniem lekkomyślność.

Politycy PiS jakby nie zauważyli zmian jakie zaszły w uldze na dzieci w PiT. W końcu po kilku latach od ustanowienia tej ulgi odcięto możliwość korzystania jej tzw. bogatym (próg dochodowy) i pieniądze przekierowano na rodziny ze zbyt niskim dochodem (tzw. zasada złotówki za złotówkę). Politycy PiS najwyraźniej nie przerobili tej lekcji.

Pomoc ma dotyczyć dzieci maks. 17-letnich, co jest niezrozumiałym ograniczeniem wiekowym. Część przekazów medialnych inaczej formułuje ten warunek (że do ukończenia 17 lat trzeba złożyć wniosek).

Akcja 500 zł na dziecko nie jest niestety wkomponowana w inne regulacje i zasady przyznawania świadczeń, co mogłoby proces przyznawać uprościć i czynić tańszym. Przede wszystkim trzeba co roku zwrócić się o wsparcie, co może powodować iż część osób zapomni to zrobić. Jak rozumiem, może się to przyczynić to zmniejszenia kosztów dla budżetu. Jak w przypadku pomocy społecznej, trzeba udokumentować osiągane dochody. Nie jest jasne jak tak potężny zastrzyk pieniędzy dla niektórych rodzin odbije się na zasadach dotychczas kierowanej do rodzin biedniejszych pomocy.

Akcja 500 zł na dziecko przelewa potężne środki rodzicom  i daje w gotówce. Rodzice dostanę do ręki potężne środki praktycznie bez kontroli ich wykorzystania. Zapis o kontroli wykorzystania (czy środki nie są marnotrawione i wydawane niezgodnie z przeznaczeniem) jest ogólny i trudnoweryfikowalny, co czyni go iluzorycznym. Ustawa ma zawierać zapis o możliwości ograniczenia wypłacanych środków lub zamianie na wsparcie materialne.

Poziom kryterium dochodowego będzie podlegał ocenie po dwóch latach od wprowadzenia i ewentualnej zmianie decyzją rządu. I tu kusi zapytać polityków PiS dlaczego nie ma zapisu o zasadach waloryzacji w ustawie? W końcu wielokrotnie politycy PiS krytykowali rząd że niektóre parametry podatku PIT czy pomocy społecznej, są niezmieniane i korygowane doraźnie przez polityków w zależności od sytuacji budżetu. Czyżby zmienili poglądy?

Politycy PiS oceniają koszt roczny akcji nawet na 22 mld zł. dla porównania podam, że deficyt budżetowy na 2016 r. przewidziano na poziomie 46 mld (oczywiście bez ujęcia pomysłu PiS). Czym PiS sfinansuje akcje lub kosztem jakich wydatków, dokładnie nie wiadomo. Deklaracje zwiększenia ściągalność podatków w takiej skali trudno traktować poważnie.

Cóż…

Pomysł PiS to kosztowna akcja niebywale nieefektywnie kierowana i bez wkomponowania jej w obecne zasady wsparcia przez Państwo. Ogromny transfer pieniędzy niewiele pomaga polskiej biedzie. (zaletą jest wsparcie obszarów wiejskich). Beneficjenci mają dostać ogromne środki praktycznie bez kontroli ich wydatkowania. Wydawałoby się, że taka nonszalancja w kreowaniu publicznych transferów nie powinna się już zdarzać. A jednak….

O marekzelinski

Marek Żeliński. Ekonomista z wykształcenia. Zawodowo związany jestem z sektorem bankowym.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Gospodarka. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.