Expose Beaty Szydło. Chwalenie się cudzymi pieniędzmi.

Podejmując się komentarza expose premier Beaty Szydło, zacznę od tradycyjnej uwagi: expose to wydarzenia bardziej ze świata polityki niż ekonomii. To bardziej rytuał i show dla mediów i wyborców niż prezentacja faktów. Komentatorzy ekonomiczni wyłapują opinie i deklaracje ze swojego obszaru. Expose niemal zawsze są dość ogólne i dzisiejsze expose niczym się pod tym względem nie różniło od wcześniejszych. Być może nawet zaniżyło średnią. Szczerze mówiąc to politycy PiS (w tym B.Szydło) więcej ostatnio mówili w wywiadach niż premier Szydło w expose.

Poniżej hasłowo odniosę się do informacji, które zawierały jakiekolwiek liczby lub były oczekiwane przez komentatorów, w tym i przeze mnie. Wiele deklaracji ekonomicznych było na tak dużym poziomie ogólności i oczywistości, ze trudno się do nich odnieść lub zaprzeczyć. No bo czyż hasło wspierania innowacyjności w gospodarce wzbudza czyjkolwiek sprzeciw? No nie. Niestety nic konkretnego w tym zakresie w expose nie znajduję.

B.Szydło deklaruje, że musimy się wyrwać z pułapki średniego wzrostu. To niezwykle intrygujące stwierdzenie odnoszące się do najnowszego sporu makroekonomistów o to czy Polska może się rozwijać (w rozumieniu tempa PKB) samodzielnie w tempie 5-6% PKB rocznie, tzn. bez „wspomagania” w postaci boomu gospodarczego w makroekonomicznym otoczeniu. Makroekonomisci mają niezwykle zróżnicowane recepty jak taki wzrost osiągnąć (od liberalnych po lewicowe). Niestety pani Szydło nie daje odpowiedzi na to pytanie. Expose skupia się – w ekonomicznej jego części –  na wzniosłych deklaracjach w zakresie wydatków i nakładów, a nie wyjaśnia w pełni zasad ich finansowania. Gdybym miał na siłę premier Szydło w jakąś szufladkę wcisnąć, to jest ona zwolennikiem lewicowej wersji wyrwania się z pułapki średniego wzrostu, przy silnym odcieniu populistycznym. A mówiąc po prostu: nie wiadomo ja się z tej pułapki (o ile jest to w ogóle pułapka) mamy wyrwać. Co najwyżej można to uznać za nieudaną próbę nawiązania do dyskusji makroekonomistów.

Jednym z głównych celów rządu jest „żeby jak największa liczba Polaków mogła korzystać z owoców rozwoju”. Mamy to osiągnąć przez: 1. 500 na dziecko, 2. Powrót do poprzedniego wieku emerytalnego, 3. Podniesienie kwoty wolnej od podatku do 8 tys. zł, 4. Bezpłatne leki po 75-tym roku życia, 5. Podniesieniu minimalnej stawki godzinowej do 12 zł za godzinę.

Biorąc pod uwagę, że nowy rząd chce poprawić dystrybucję tzw. dochodu  w kierunku zwiększenia transferu dla rodzin  z dziećmi i ludzi tzw. biednych, to pomysły PiS należy ocenić jako mało efektywne i nie do uniesienia dla finansów publicznych. Osoby potrzebujące wsparcia dostaną je o ile mają dzieci na utrzymaniu lub (skromna pomoc) powyżej 75 lat. Mnóstwo z tych pieniędzy trafi do osób które wsparcia nie potrzebują. A obniżenie wieku emerytalnego z konsumpcją owoców wzrostu nie ma nic wspólnego. Gorzej: przejście na emeryturą w wieku 60 (panie) czy 65 lat (panowie) to życia w większości za minimalną emeryturę. Pomysł z poziomem płacy minimalnej to w gruncie rzeczy tylko kontynuacja podnoszenia jej wysokości w ostatnich kilku latach.

Istnym kuriozum jest wyliczony bilion na inwestycje. B.Szydło zliczyła co się da by kwota była szokująca. Mamy tu nakłady na środki trwałe z rachunku PKB, środki na rachunkach przedsiębiorstw, środki unijne i potencjalne środki z operacji LTRO jakie miałby przeprowadzić nasz bank centralny (NBP). Otóż rząd ma marginalny wpływ na poziom inwestycji przeprowadzanych przez podmioty gospodarcze. Środki na rachunkach przedsiębiorstw są ich własnymi środkami utrzymywanymi dla celów płynności i szeregu innych. Pomysł z operacjami LTRO jest wątpliwy co do skuteczności i po prostu obecnie niepotrzebny. Zresztą Henryk Kowalczyk z PiS już po wyborach przyznał, że nie ma potrzeby uruchamiania tego typu programu w Polsce (ot, wyborcza ściema). Wyszła przy tym pewna sprzeczność. Jaki ma sens wpierw ograniczenia możliwości kredytowania przez banki wskutek kilku obciążeń (podatek bankowy, ratowanie SKOKów i program dla frankowiczów), by potem (równocześnie?) na siłę uruchamiać program LTRO? Żaden z polityków PiS nie chce na takie pytanie odpowiadać. A wracając do głównej myśli: rząd wymienia jak swoje środki które tak czy tak są stale w użyciu,  w większości są poza zasięgiem polityków (na szczęście) lub ich wydatkowanie zostało już zaplanowane. Żadna z wymienionych pozycji nie jest niczym nowym i nie jest wykreowana przez nowy rząd. To takie chwalenie się cudzymi pieniędzmi.

Z ciekawostek jakie się pojawiły w expose jest zapowiedź zmiany zasad finansowania służby zdrowia. Z obecnego wydzielonego funduszu (NFZ) mamy przejść na finansowanie budżetowe. Budzi to społeczne nadzieje, no bo jak z budżetu to – zdawałoby się –  bez ograniczeń. Niestety, politycy PiS nie rozwijają tej myśli czy finansowanie budżetowe oznacza pojawienie się deficytu, czyli pokrywania wydatków na służbę zdrowia z innych budżetowych wpływów. Pani premier w expose też ten temat ominęła.

Stałą słabością wszelkich expose, a tego wyjątkowo, jest brak wskazanie finansowania zadeklarowanych wydatków z zakresu polityki społecznej. Pomysł 500 zł na dziecko i podniesienie kwoty wolnej to już kwota rzędu 30 mld zł rocznie. Dodatkowo dojdą skutki obniżenia wieku emerytalnego. Ostatecznie pani premier z tytułu już tylko tych decyzji wykreowała sobie ok. 2% / PKB (o ile nie więcej pod koniec kadencji) dodatkowego deficytu finansów publicznych. Wiemy jedynie że maks, 25% z tych wydatków pokryją podatki: bankowy i od marketów. Do tego zwiększona dywidenda od państwowych firm i minimalnie zwiększony deficyt budżetowy. Niech stracę, mamy wobec tego 30% pokrycia planowanych wydatków. Reszta to efekt większej skuteczności ściągania podatków. Czyli kwota opierająca się tylko na deklaracjach i wierze. B.Szydło wolała tych kwot nie podawać nawet w przybliżeniu. Z deklaracji polityków PiS wiemy, że nie ma mowy o przekroczeniu dopuszczalnego przez UE deficytu finansów publicznych na poziomie 3% (uff, na szczęście, chociaż niedawno padały pomysły na zmianę tzw. reguły wydatkowej). A trzeba pamiętać, że w expose jest więcej obietnic za którymi kryją się wydatki. Ja wymieniłem tylko największe. Inaczej mówiąc, pani Szydło raczej nie zmniejszy deficytu finansów publicznych, co jest naszą chorobą od lat. Zresztą, z expose pani premier nie wynikało aby był to dla niej priorytet. A szkoda.

O marekzelinski

Marek Żeliński. Ekonomista z wykształcenia. Zawodowo związany jestem z sektorem bankowym.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Opinie. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.