Czy stopy procentowe wzrosną?

2017_11_19_inflacja

Ostatnia zmiana stóp procentowych miała miejsce 2,5 roku temu. Wtedy to zakończyła się, trwająca od II poł. 2012 r., sekwencja obniżek. Czy stopy procentowe wzrosną? A jak tak, to kiedy? Te pytania powoli pojawiają się w mediach. Faktycznie, następuje splot kilku czynników, które wzrostowi inflacji bardzo sprzyjają.

Po dwóch latach ujemnej inflacji , jesteśmy świadkami szybkiego jej wzrostu. Pozornie możemy to sobie tłumaczyć efektem bazy. Niestety, inflację ciągną w górę w znacznym stopniu ceny żywności. I to właśnie żywność w poprzednich cyklach cenowych była na ogół sygnałem uprzedzającym przed nadchodzącym wzrostem cen pozostałych grup towarów. Dynamika cen żywności była dość raptowna, co daje nadzieję na to, iż podstawową część wzrostów żywności mamy już za sobą. To by oznaczało, że ten składnik koszyka inflacyjnego przestanie wywierać presję na dalszy wzrost inflacji. Jeszcze rok temu ceny żywności niemal nie chciały przyspieszać. A teraz roczna dynamika przekroczyła 5%.

Wzrosty odnotowują też  towary i usługi składające się na część nieżywnościową koszyka inflacyjnego. Na szczęście po I kw tego roku, presja części nieżywnościowej wyraźnie osłabła. Inaczej mówiąc, towary i usługi nieżywnościowe zdają się nie być obecnie poważniejszym zagrożeniem. Patrząc na ‘zachowanie’ inflacji w poprzednich cyklach wzrostowych, właśnie część nieżywnościowa koszyka nie zachowuje się obecnie tak jak w cyklach poprzednich (chodzi o lata 2004, 2007-2008 oraz 2010-2011).

Czytając sprawozdania ze spotkań  RPP można odnieść wrażenie, że jej członkowie zachowują zimną krew. Zapewne słusznie. Trzeba jednak przypomnieć, że rolą RPP jest działania antycykliczne, m.in. po to by uniknąć przegrzania gospodarki i ograniczyć skalę późniejszej korekty, która dla społeczeństwa nigdy nie jest miła. Warto docenić to, że RPP nie chce przedwcześnie i – ewentualnie – niepotrzebnie podnosić stóp. Jeżeli więc jest to zachowanie zimniej krwi, to ok. Obawiam się jednak po lekturze tzw. minutek i zapisu dyskusji  po comiesięcznych spotkaniach, że RPP może przedobrzyć, czyli nie docenić ryzyk jakie się kumulują. Być może RPP stara się idealnie trafić w punkt, w którym podwyżka będzie już niezbędna. To naturalne dążenie i marzenie członków RPP, ale i komentatorów rynkowych (każdy chciałby wskazać dokładnie ten moment gdy zmiana stóp jest niezbędna).

O PPI (tzw. inflacja w przemyśle) nie będę już wspominał, bo ten indeks cenowy zachowywał się ostatnio podobnie jak nieżywnościowa część koszyka inflacyjnego. Po gwałtownym przyspieszeniu na przełomie  2016/2017 dynamika PPI zdaje się stabilizować chwilowo w przedziale 2-3%.

Teraz pora na stan gospodarki. Jest (prawie) dobrze. Tempo PKB powoli się podkręca m.in. przez rosnący popyt wewnętrzny. To głównie zasługa gospodarstw domowych. Wszystko wskazuje na to, że w ty mroku tempo PKB może przekroczyć 4%. W ostatnich 3 latach bezrobocie spadło do ok. 7%, a z rynku napływają sygnały o problemach z pozyskaniem pracowników. Średnie wynagrodzenie od 2014 rośnie (przy pewnych wahaniach) o ponad 4% rocznie, czyli nieco przekraczając wzrost wydajności w gospodarce (w zależności od przyjętej metody liczenia, wskazania mogą się minimalnie różnić). Wzrost siły nabywczej społeczeństwa i poprawa nastrojów konsumenckich zaczyna być powoli widoczna na rynkach niektórych dóbr.

Dlaczego kilka linijek wyżej określiłem wzrost gospodarczy jako prawie dobry? Bo układ komponentów wzrostu nie jest wymarzony. Wzrost gospodarczy ciągniemy w zbyt dużym stopniu spożyciem indywidulanym, przy zbyt słabym tempie inwestycji. Do tego przyzwoicie rosną wynagrodzenia i mamy niezwykle niskie bezrobocie. To nie jest bezpieczny mix na najbliższe kwartały (może prowadzić do presji cenowych w gospodarce).

Tyle w dużym skrócie. Celem podanych wyżej informacji było przypomnienie, że wzrost inflacji i przyspieszanie wzrostu PKB powodowało konieczność powolnego podnoszenia stóp, by uchronić gospodarkę przed niezdrowym wzrostem (np. opartym na popycie i poprawie nastrojów). Obecny splot czynników (wskazałem tylko grupę wybranych) jako żywo podobny jest do sytuacji makroekonomicznej z lat, które wyżej wymieniłem.

Nie chcę RPP bynajmniej banalnie krytykować. Jednego czego mi na pewno w jej komunikatach brakuje, to silniejszego sygnalizowania, że w razie potrzeby nie zawaha się rozpocząć cyklu podwyżek stóp. Jestem przekonany, że RPP w poprzednim składzie bardziej zwracałaby uwagę na sytuację w finansach publicznych. Obecny względnie poprawny ich stan jest przejściowy i kiedy (bo w końcu i tak to nastąpi), koniunktura się pogorszy, zabraknie nam bufora amortyzującego spadek wpływów do budżetu. Pisząc o buforze nam na myśli oczywiście dopuszczalny w UE deficyt finansów publicznych.  

Niemal nigdy nie jest tak, że jesteśmy świadkami dokładnej kopii wydarzeń sprzed lat. Obecne nałożenie się zmian wskaźników cenowych i koniunktury gospodarczej przypomina sytuacje sprzed lat. Jaka jest więc różnica, która powstrzymuje RPP przed działaniem?? Oprócz cen żywności, których dynamika wzrostu wkrótce powinna wyhamować, pozostałem indeksy cenowe budzą obawy, ale mogą nie dojść do stanów ‘alarmowych’. PKB przyspiesza, ale niekoniecznie tak dynamicznie jak w opisywanych okresach wcześniejszych. To m.in. dlatego RPP wstrzymuje się z działaniem lub wydawaniem ostrzeżeń. Wydaje się, że większość członków RPP chce wierzyć  w scenariusz łagodniejszego przejścia gospodarki przez pełen cykl koniunkturalny.

Na rynku panuje przekonanie, że i tak stopy procentowe będą musiały wzrosnąć. Nikt nie chce podwyżki szybciej niż będzie to konieczne. Wydaje się, że obecna RPP chce do ostatniej chwili wyczekać z tą decyzją. Rynek widząc opisany przeze mnie niebezpieczny mix wskaźników, od połowy 2016 r. podniósł stawki FRA. Docelowo oczekiwana jest podwyżka w perspektywie roku o od 0,25% do 0,5%. Niemniej kształt krzywej wskazuje iż jest to swego rodzaju ‘dyżurne’ przygotowanie do ewentualnej podwyżki niż silnie przekonanie o niej

I już jako ciekawostkę.  Czytelnicy komunikatów z posiedzeń RPP zapewne zauważają, że czasami jest mowa o ewentualnej obniżce. To nie jest bynajmniej przykład jakiejś schizofrenii członków RPP czy makroekonomicznej dezorientacji. Scenariusze zmian obarczone są pewnym prawdopodobieństwem realizacji. W makroekonomii nie da się w 100% precyzyjnie przewidzieć zmian nawet w okresie 1 roku. M.in. dlatego projekcje inflacji publikowane przez NBP obejmują okres 2-3 lat. RPP powinna omówić i przygotować się na pełne spectrum scenariuszy makroekonomicznych. Prawdopodobieństwo ewentualnego cięcia stóp za kilka kwartałów jakieś tam oczywiście jest. Jest jednak bardzo małe.

O marekzelinski

Marek Żeliński. Ekonomista z wykształcenia. Zawodowo związany jestem z sektorem bankowym.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Gospodarka. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.