Podwyżki najniższych emerytur wg PiS. Bezkosztowa waloryzacja.

W tym roku, już kilka razy, media obiegła informacja o pomyśle PiS na poprawę doli najbiedniejszych emerytów. Na razie jest to pomysł nieoficjalny i m.in. dlatego brak szczegółów. Obecnie emerytury (w dużym uproszczeniu) waloryzowane są wg zasady: inflacja + 20% realnego wzrostu wynagrodzeń w gospodarce. Zasada niegłupia, bo uwzględnia inflację i bierze pod uwagę wzrost wynagrodzeń w gospodarce. Mamy więc element ochrony emerytur przed niekorzystną zmianą cen, ale i korzystanie ze wzrostu gospodarczego. W tym roku waloryzacja wyniesie nominalnie ok. 3%, co wbrew pozorom nie jest mało. Średnie wynagrodzenie w gospodarce narodowej wzrosło nominalnie o 5,5% w 2017 r.

Temat waloryzacji emerytur powraca co roku. To oczywiste, bo większość emerytur nie jest wysoka, a emeryci mają ograniczone możliwości tzw. dodatkowego dorobienia do emerytury. Tym razem PiS wpadł na pomysł by szybciej rosły najniższe emerytury. Przy czym szybszy wzrost niższych emerytur nie miałby być efektem zewnętrznego dofinansowania, a …..kosztem lepiej uposażonych emerytów. Idea jest taka by koszty waloryzacji po zmianie jej zasad nie były wyższe od obecnych. W efekcie, zmiana byłaby neutralna dla budżetu w porównaniu z obecnym rozwiązaniem waloryzacji. Inaczej mówiąc bogatsi finansują tych skromniej zarabiających. Wg medialnych przecieków, wyższe emerytury miałyby być waloryzowane tylko o inflację (lub inflację tzw. ‘emerycką’), a niższe o inflację + ‘coś’. To coś, po przeprowadzeniu szacunków, to śmiało 2 pkt. proc. powyżej inflacji.

Tylko czy ci z większymi emeryturami aby na pewno są bogaci? I czy na pewno mamy do czynienia z przejawem lewicowości, czy może raczej populizmu? Moim zdaniem to ostanie, plus polityczne cwaniactwo.

Załączam ilustrację z rozkładem m.in. emerytur za 2017 r. z raportu ZUS. Dominująca część emerytów (ok. 85%) nie przekracza świadczeniami 3000 zł m-cznie. Trudno więc mówić o bogatych emerytach w Polsce. Ograniczanie im waloryzacji do poziomu inflacji, by ratować tych z gorszymi emeryturami, wydaje się nieetyczne w czasach gdy państwo lekką ręką wydaje ponad 25 mld zł. rocznie.

Zróżnicowanie waloryzacji w grupie emerytów przenoszeniem na ich barki walki ze zróżnicowaniem dochodowym w tej grupie. Państwo przerzuca na ich barki to co do niego należy, a ponadto narusza zasadę nienaruszalności emerytur.  To nieuczciwe wobec osób, które dzięki zapobiegliwości i uporowi zdobyły dobrze płatny zawód, były elastyczne zawodowo by w jak największym stopniu uniknąć bezrobocia i rzetelnie płaciły składki.

Podwyżka emerytur to dla państwa wydatek rzędu 7 mld zł rocznie (średnia za ostatnie cztery lata). Można by więc, zamiast poprawiać niższe emerytury koszty wyższych, po prostu pomóc emerytom z najniższymi emeryturami środkami z innych źródeł. Zamiast wciskać kolejne pieniądze ludziom młodym lub w średnim wieku (chodzi o rodziny z dziećmi) w postaci politycznej łapówki 300+, te 1,5 mld zł (koszt 300+) należało przeznaczyć właśnie na poprawę warunków bytowania obywateli z najniższymi emeryturami. Niestety priorytety polityczne rządu są inne. Podobnie było z niepełnosprawnymi.

Idea ratowania biedniejszych emerytów kosztem tzw. bogatszych  miałaby sens w przypadku przedłużających się problemów ekonomicznych. Ale tak nie jest. To kwestia priorytetów. PiS uznał że finansowa nonszalancja w postaci 500+ i 300+ jest politycznie bardziej opłacalna i biedniejsi (przepraszam za to niezbyt miłe określenie) emeryci na liście politycznych i społecznych priorytetów są niżej niż rodziny z dziećmi. Przypomnę, że 500+ kosztuje na ok. 24 mld zł, a 300+ ok. 1,5 mld zł. Rząd jest dumny, że rodziny za 500+ jeżdżą nad morze i kupują używane samochody, a gorzej zarabiający emeryci (np. 1000 zł) mają zamiast – przykładowo – podwyżki rocznej o 30 zł dostać 60 zł. Czyli rocznie, łącznie, ponad 350 zł.

‘Bezkosztowa’ dla finansów państwa poprawa losu biedniejszych emerytów jest po prostu nieetyczna. Dodatkowo jest kolejnym pomysłem zmierzającym do złamania zasady nienaruszalności emerytur, bo zróżnicowanie zasad waloryzacji tak odbieram. Mam nadzieję, że rząd nie wcieli pomysłu w życie w takiej postaci.

O marekzelinski

Marek Żeliński. Ekonomista z wykształcenia. Zawodowo związany jestem z sektorem bankowym.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Finanse osobiste. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.