Media i część frankowiczów coraz skuteczniej wypaczają prawdę o tzw. kredytach frankowych.

Wyrok TSUE dotyczący kredytów w CHF, wzbudził dyskusję o losie frankowiczów. W dyskusji widać upływ czasu i coraz gorszą pamięć u biorących w dyskusji ludzi. Brak wiedzy i lenistwo do jej nadrobienia, szereg komentatorów i wszelakich ekspertów zaczyna zastępować schematami..

Tematykę tzw. kredytów frankowych można zgłębić samemu. Dostępnych jest mnóstwo danych, które można samodzielnie analizować. W mediach nie brakuje artykułów i opracowań, które dostarczają niezbędną wiedzę.

Warto przypomnieć kilka istotnych informacji, które jakoś tak komentatorom umykają. To, że przemilczają je sami frankowicze, mogę ewentualnie zrozumieć. Ale w przypadku komentatorów, już nie.

Na wstępie przyjmijmy w uproszczeniu, że kredytem frankowym określamy zarówno kredyt walutowy jak i indeksowany w CHF. Skutki ekonomiczne dla kredytobiorcy są w obydwu przypadkach takie same. Ponieważ mieszkania kupowano za pln, więc kredytobiorca był zmuszony i tak kredyt przewalutować. Czy zrobił to bank czy on sam, nie ma znaczenia. To jedna z najistotniejszych uwag, ponieważ frankowicze i część występujących w ich imieniu prawników twierdzą, że nie dostali franków a złote, więc obecnie mają prawo twierdzić, ze dostali kredyt ‘złotowy’. Osobiście nie miałbym odwagi powiedzieć takiego głupstwa do kamery.

Narastająca przed wielu laty popularność kredytów frankowych wynikała z tego, że – biorąc pod uwagę stopę procentową w pln i zmiany kursów walut – obsługa kredytów była nawet o kilkanaście procent tańsza (w rozumieniu spłaty kapitału i odsetek), a przez to poprawiała się zdolność kredytowa. Kredytów walutowych udzielano na długo przed feralnym rokiem 2008. (w III kw 2008 r. kurs chf/pln osiągał najniższe poziomy). Z biegiem czasu ich popularność i dostępność rosły.

Zasadniczym problemem frankowiczów było ryzyko zmiany kursu walutowego. Dzisiaj frankowicze bronią się niewiedzą o ryzyku walutowym. Tymczasem w mediach i internecie (o ile ktoś z niego chciał skorzystać), bardzo łatwo było znaleźć informację o tymże ryzyku. Frankowicze bronią się też argumentem, że „pan/pani w banku byli bardzo mili’ i niemalże wciskali kredyt, zapewniając o stabilności chf-a. Niestety jak na razie nie udało się udowodnić masowej manipulacji prowadzonej przez sprzedawców i banki. Kredytobiorcy z  2008 roku musieli potwierdzić, że zostali powiadomieni o ryzyku walutowym itd. podpisywali w ciemno? Nic im to nie sugerowało (chodzi mi o ryzyko walutowe)?

Obecnie frankowicze czują się oszukani przez banki. Dlaczego poczuli się oszukani dopiero po latach? Okazuje się, że poczuli się oszukani dopiero gdy koszty obsługi kredytu stały się trwale większe od tych z pierwszych lat po zaciągnięciu (chodzi głównie o frankowiczów biorących kredyty w 2008 r.) oraz większe od kosztów kredytu ‘złotowego’. Tymczasem już na przełomie 2008/2009 i w 2011 koszty obsługi podskoczyły na tyle, że nie można było tego nie zauważyć.

Kredyty frankowe miały opcję przewalutowania na pln. Niestety żaden z frankowiczów nie ma ochoty poruszać tego tematu i odpowiadać na pytanie, dlaczego z tej opcji nie skorzystał.

Ludzie mają prawo podejmować ryzykowne decyzje. Ale i powinni też samodzielnie ponosić za to odpowiedzialność, a przynajmniej w jak największym stopniu. Frankowicze dopóki zyskiwali na kredycie frankowym, dopóty tenże kredyt im nie przeszkadzał. Kiedy się to zmieniło, zaczęli stawiać się w roli oszukanych.

Warto wspomnieć o sektorze bankowym i bankowcach. Wbrew kreowanym dzisiaj legendom, w okresie narastania popularności kredytów walutowych itp.,  w mediach i w środowisku bankowym rozgorzała dyskusja czy udzielać kredytów walutowych itp. czy nie. Część środowiska bankowego apelowała do władz o ograniczenie  dostępu (ograniczenie na poziomie sektora). Ostatecznie politycy się na to nie zdecydowali i jedynie organy nadzorcze narzucały bankom normy ostrożnościowe i bardziej restrykcyjne zasady udzielania kredytów walutowych, indeksowanych itp. Poszczególne banki przyjmowały różną politykę odnośnie udzielania kredytów walutowych.

Warto dzisiaj przypomnieć, że gorącymi orędownikami zapewnienia obywatelom dostępu do kredytów walutowych itp. byli politycy PiS!. Już samo to mówi jak gorąca to była dyskusja w mediach, w tym dyskusja o ryzyku walutowym. Doprawdy frankowicze nie czytali w tamtych latach gazet, nie zerkali do tv lub internetu? Trudno w to wierzyć.

 Frankowicz, który wziął kredyt w 2008 r.  o wartości 200-300 tys. pln i terminie spłaty 30 lat może zmagać się obecnie z miesięcznym kosztem obsługi o 150-350 zł większym niż w pierwszych kwartałach po zaciągnięciu kredytu. Dane dotyczące sytuacji finansowej frankowiczów (mam na myśli wskaźnik koszt obsługi / dochody gosp. domowego) wskazują, że wzrost kosztów obsługi może być problemem dla wąskiej grupy frankowiczów. Tym w sukurs przyszły regulacje prezydenta A.Dudy. Niestety nijak się one mają do wyborczych obietnic obecnego prezydenta. Zanim więc zdecydujemy się na wsparcie frankowiczów, zastanówmy się ile z nich powinno je otrzymać i w jakiej wysokości.

Rozstrzyganie pretensji frankowiczów przed sądami, to nieco inna kwestia. Negacja kredytu indeksowanego tylko z powodu abuzywności klauzuli dot. bankowych tabel kursowych jest trochę niepoważna w kontekście tego czym kredyt indeksowany jest. Problemem frankowiczów jest fakt indeksacji i zmienności kursu, a nie tabela kursowa. To, że część banków nie podawała w umowach na jakich zasadach przyjmowane są widełki kursowe, możemy jak najbardziej krytykować. Niemniej jak ktoś sobie policzy o co dokładnie chodzi, to zauważy że ‘dorabianie’ przez banki na tabeli kursowej to nawet nie margines problemu jakim  jest finansowa konsekwencja indeksacji.

Próbuje się też podważać fakt czy kredyt był w ogóle frankowy przyjmując, że skoro klient otrzymywał kredyt już przeliczony na pln (a raczej jego deweloper), to kredyt był normalnym kredytem ‘złotowym’.  Tu już ręce opadają. No ale skoro ktoś tak to postrzega, to można zadać pytania, dlaczego dopiero po wielu latach zaczęło mu to przeszkadzać. Jak wspomniałem wcześniej, różnica między kredytem walutowym i indeksowanych (bank przelewa wartość waluty w złotych) jest bez znacznie i sprowadza się do tego, kto dokona przewalutowania. Bo na końcu jest deweloper, który sprzedaje mieszkanie w pln, bo nie ma ochoty brać na siebie ryzyka walutowego.

O marekzelinski

Marek Żeliński. Ekonomista z wykształcenia. Zawodowo związany jestem z sektorem bankowym.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Opinie. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.