Zmiana w koszyku inflacyjnym. Więcej płacimy za użytkowanie mieszkania i energię.

Co roku o tej porze GUS publikuje strukturę koszyka inflacyjnego na bieżący rok. Sięgnąłem po dane z ostatnich dwudziestu lat i wychodzi na to, że jesteśmy świadkami największych zmian w strukturze koszyka w analizowanym okresie. Dla laika zmiana struktury koszyka inflacyjnego jest bez znaczenia. Przynajmniej z punktu widzenia przyjętych wag do wyliczania inflacji. Oczywiście stary jak świat jest spór o to, czy koszyk inflacyjny poprawnie odzwierciedla strukturę dóbr i usług nabywanych przez gospodarstwa domowe.  Jest to wartość średnia i tyle. Przypomnę jeszcze tylko, że struktura koszyka przyjęta na ten rok jest pochodną procesów ekonomicznych z roku ubiegłego.

Zmiany w koszyku inflacyjnym są pochodną szeregu procesów jakich doświadczaliśmy i sami kreowaliśmy w ubiegłym roku. W uproszczeniu możemy zmiany podzielić na dwie grupyPierwsza jest wynikiem zakazów lub (transport) zmian cen surowców. O niemal 1 p.p. spadł w koszyku udział wydatków  rekreację i kulturę. Z jednej strony utrudniono nam dostęp do nich w ramach walki z pandemią, z drugiej – z upływem roku dostęp do kultury i rekreacji zaczął być coraz droższy. W przypadku transportu odnotowano spadem o 1 p.p. Nałożyło się na to kilka czynników. Niskie ceny ropy i ograniczenie przemieszczania się, w tym praca zdalna. Drugą co do wielkości zmianą w koszyku są hotele i restauracje. Udział w koszyku tej grupy usług spadł z 6,1% na 4,6%, czyli o 1,5 p.p.

Z dużą dozą pewności można powiedzieć, że za rok zobaczymy zmianę w przeciwnym kierunku w tych grupach dóbr i usług. Wierzę, że w II kw tego roku zaczniemy znosić społeczne obostrzenia i życie będzie wracało do normy. W przypadku ceny paliw do pojazdów samochodowych nie muszę w zasadzie nic dodawać, bo od przełomu roku doświadczamy ich wzrostu.

No i druga grupa zmian. To zmiany w tych grupach, które – ekonomicznie – bolą nas najbardziej i z pandemią nie mają nic lub niewiele wspólnego. To już głównie efekt polityki społeczno-gospodarczej rządu i częściowo trendów na rynkach rolnych. Mam na myśli następujące grupy: żywność i napoje bezalkoholowe; napoje alkoholowe i wyroby tytoniowe; użytkowanie mieszkania i nośniki energii. Wzrost cen w tych grupach spowodował oczywiście konieczność poniesienia większych wydatków, co zaowocowało wzrostem udziału w koszyku inflacyjnym. Udział tych grup po 2020 r. jest następujący (wg powyższej kolejności): 27,8% (wzrost o 2,5 p.p.); 6,9% (wzrost o 0,7 p.p.) i 19,1% (wzrost o 0,7 p.p.). O ile bez alkoholu i papierosów być może da się żyć, to dwie pozostałe pozycje są nie do ominięcia. Razem to niemal 47% naszych wydatków.

Na zmiany cen żywności wielkiego wpływu nie mamy. Teoretycznie było one do przewidzenia, biorąc pod uwagę ‘zachowanie się’ cen w minionych dekadach. Po dwóch, trzech latach względnej stagnacji (okres 2014 – początek 2017), ceny żywności zaczęły rosnąć, ostro przybierając na sile w 2019 i I poł. 2020 r.

Na wzrost cen korzystania z mieszkania, główny wpływ miał wzrost cen większości głównych składników (takie zgranie trendów nie często się zdarza), w tym…..energii elektrycznej. Ta ostatnia wzrosła (wg danych GUS na koniec roku 2020 r.) o 11,7%. To konsekwencja absurdalnej polityki obecnej koalicji rządzącej. Wpierw wstrzymywano ceny w powodów politycznych (a raczej populistycznych), by odpuścić w 2020 r. Czyli mniej więcej tyle ile rzekomo oszczędziliśmy w latach 2016-2019, odpokutowaliśmy w 2020 r. Wzrost cen w grupie : użytkowanie mieszkania i nośniki energii wyniósł 7,5% (grudzień 2020 r, rok do roku). Tak duże wzrostu są ogromną rzadkością.

O marekzelinski

Marek Żeliński. Ekonomista z wykształcenia. Zawodowo związany jestem z sektorem bankowym.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Opinie i oznaczony tagami , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.