Struktura PKB cz3 ost.

Najsilniejszym czynnikiem, który ciągnie polską gospodarkę jest spożycie indywidualne. Spożycie indywidualne przyczyniło się do wzrostu gospodarczego mniej więcej w 50% do tej pory. Można więc powiedzieć, biorąc pod uwagę przedstawiony wyżej udział spożycia w PKB, że spożycie wniosło swój udział we wzrost PKB w stopniu wyraźnie mniejszym od uznawanego za uzasadniony. Biorąc od uwagę coraz silniej widoczne sygnały wzrostu popytu (np. płace realne, spadek bezrobocia, handel detaliczny), sądzę że będziemy świadkami zwiększania udziału spożycia indywidualnego w tworzeniu PKB, czyli dążenia do swojego naturalnego udziału. Byłoby jednak dobrze, gdyby wzrost spożycia indywidualnego nie odbywał się zbyt gwałtownie.

Pozycją na który wszyscy patrzą z dużym zainteresowaniem są nakłady brutto na środki trwałe. Po dwóch latach realnego spadku (2001 i 2002 r.),  inwestycje pod koniec 2003 r. również zaczęły się przyczyniać do wzrostu PKB. W kwartałach od IV 03 do III 04 zwiększyły swój udział we wzroście gospodarczym z 7% do 11%. W kolejnych kwartałach udział inwestycji we wzroście ustabilizował się na poziomie 20%. I kw bieżącego roku wskazuje, że jest możliwe iż inwestycje – już znacznie rozsądniejsze niż 10 lat temu – mogą zwiększyć siłę swego oddziaływania na gospodarkę.

Patrząc na udział inwestycji w strukturze PKB w 2005 r. i udział we wzroście w ostatnich kwartałach, warto powrócić do lat 2004 i początku 2005, kiedy to wyniki inwestycji budziły rozczarowanie sporej części analityków i posądzenia w kilku przypadkach, że to wina polityków iż podmioty boją się inwestować. Sądzę, że przytoczone fakty wskazują iż tak naprawdę nie było na co narzekać. Najważniejsze było to, iż po dwóch latach spadku inwestycje zajęły należne im miejsce. A że nie było wręcz wybuchu inwestycji. Nie widzę w tym nic złego. Wolę by ten proces „dział się” spokojniej. Z punktu widzenia dochodzenia do właściwych proporcji w gospodarce, obserwowane tempo nie niosło ze sobą przynajmniej błędnych sygnałów dla rynku. Mam na myśli na przykład sygnalizowanie podmiotom gospodarczym gwałtownego wzrostu popytu inwestycyjnego. Uważam, że stać nas na wyższe tempo inwestycji w okresie rozwoju. Zresztą wyniki I kw bieżącego roku PKB wskazują, że inwestycje będą jeszcze zwiększać swój udział.  Nie ulega najmniejszej wątpliwości, że w Polsce są konieczne inwestycje. Ot, chociażby w sektor elektroenergetyczny. Sądzę, że udział inwestycji w PKB, zakładając modelową strukturę pozostałych elementów, może w perspektywie kilku kwartałów wyraźnie przekroczyć 20%. Mam jednak nadzieję, że będzie się to działo przy gospodarce względnie zrównoważonej. A czy możliwy jest większy udział inwestycji w PKB? Można sobie taką sytuację wyobrazić, ale raczej nie mógłby to być stan długotrwały i należałoby określić okoliczności gospodarcze.

Po stronie wytwarzania również obserwujemy dochodzenie do właściwej struktury wytwarzania. W latach 2003, 2004 i na początku 2005 r. w największym stopniu rósł udział  przemysłu. Na przełomie lat 2004 i 2005, udział przemysłu w przyroście PKB stanowił aż 50%. Wyjątkowo wysoko. Tak dynamiczny wzrost udziału przemysłu nie był na szczęście niebezpieczny dla gospodarki (chociaż w kraju spowodował znaczny wzrost cen w 2004 r. i reakcję RPP), gdyż w pewnym stopniu jego wzrost oparty był na wzroście eksportu. Tu warto się na chwile zatrzymać, bo mieliśmy wtedy (w 2004 r.) do czynienia z tym na co zwróciłem uwagę wyżej. Gwałtowny wzrost jednego z elementów makroekonomicznej układanki, spowodował reakcję w postaci wzrostu cen (w maju 2004 r. roczny wskaźnik cen produkcji sprzedanej sięgnął niemal 10%). Czyli mieliśmy przejściowo do czynienia z zakłóceniem równowagi. Przemysł zapłacił za to gwałtownym wyhamowaniem swojego udziału we wzroście PKB w 2005 r.

Kolejna ważne informacje to, to że w ostatnich kwartałach swój dawny udział w przyroście PKB odzyskało budownictwo oraz powracają do swojej należnej pozycji usługi. Swoje pięć minut miało nawet rolnictwo, ciągnięte wzrostem popytu wywołanego wejściem do UE. Jego udział w przyroście PKB na przełomie 2004 r. i 2005 r. przekroczył przejściowo 10%. Jego rzeczywisty udział w PKB jest ponad dwa razy mniejszy.

Podsumowując, chciałem w bieżącym opracowaniu zwrócić uwagę na zmiany w strukturze PKB jakie zaszły w ostatnich kwartałach. Dość często w swoich opracowaniach z ostatnich miesięcy podkreślałem, że utrzymujemy wzrost gospodarczy przy względnie zrównoważonej gospodarce. Obydwa deficyty (budżetowy i obrotów bieżących) w średnim terminie nie wskazują na poważniejsze zagrożenia. Żaden z podstawowych wskaźników cenowych nie wskazuje, by mogło dojść na przykład do wzrostu cen jaki obserwowaliśmy w 1999 r. To m.in. zasługa rozwoju gospodarczego opartego na zdrowych relacjach. Zarówno po stronie konsumpcji PKB jak i jego wytwarzania w ostatnich kwartałach widać dążenie do osiągania struktur charakterystycznych dla dojrzalszych gospodarek wolnorynkowych. Przedstawione w znacznym skrócie zmiany nie gwarantują oczywiście wzrostu gospodarczego, ale potwierdzają że możemy optymistyczniej patrzeć na najbliższą przyszłość. 

Marek Żelińśki, lipiec 2006

O marekzelinski

Marek Żeliński. Ekonomista z wykształcenia. Zawodowo związany jestem z sektorem bankowym.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Gospodarka. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.