Euro 2012, inwestycje

Jako nastolatek grałem w piłkę, ale od lat swoje zainteresowanie futbolem ograniczyłem do oglądania meczy polskiej reprezentacji i to pod warunkiem, że mecz był ciekawy. Nie wierzyłem też, że jesteśmy w stanie wygrać organizację Mistrzostw Europy 2012. My, taki skromny kraj na dorobku. Na dodatek zamiast rozwijać w sobie wiarę, zastanawiałem się czy nas na to stać i czy aby nie lepiej przeznaczyć pieniądze na inne cele. Chyba za długo jestem ekonomistą. Cokolwiek by nie mówić o kwestiach ekonomicznych cieszy mnie oczywiście, że jesteśmy wraz z Ukrainą organizatorami turnieju. Efekt marketingowy tej imprezy ma ogromne znaczenie.

A co z ekonomią? Kusi mnie postawić takie pytanie. Jak to jest, że praktycznie nie dostaniemy żadnych poważniejszych pieniędzy na organizowanie mistrzostw, a od dwóch dni w newsach podawanych przez media pojawiają się bez żadnych komentarzy informacje o inwestycjach idących w dziesiątki miliardów złotych. Było kilka rozsądnych głosów przypominających co to za kwoty, ale te tłumaczenia nie przyjęły się w mediach. Media bez skrępowania rzucały ogromnymi kwotami i pozwoliły Polakom uwierzyć, że czeka nas teraz lawina pieniędzy i wzrost gospodarczy niemal tylko dzięki …… budowie lub przebudowie sześciu stadionów i wpływów z tytułu piłkarskiego święta trwającego ok. jednego miesiąca. Wiem, wiem, jestem trochę złośliwy i – przyznaję – przesadzam. Śledząc pierwsze informacje internetowe i komentarze Polaków do nich, trudno nie dostrzec że duża część z nas w to uwierzyła. W mediach pojawiały się komentarze w stylu: do tej pory niemal nie budowano autostrad, więc podjęcie się organizacji turnieju odmieni tą sytuację i powstanie ich kilka setek lub krotność tego.

Dziesiątki miliardów złotych i euro, które podawano na okrągło w mediach, to najczęściej kwoty łącznych nakładów z zatwierdzonych planów i założeń na lata 2007-2013. To środki krajowe i z UE, których otrzymanie i przeznaczenie nie ma nic wspólnego z mistrzostwami. Są tam pieniądze na drogi, kolej i mnóstwo innych celów, w tym obiekty sportowe. Oczywiście na chwilę obecną, wydatkowanie tych środków nie jest jednoznacznie określone w rozumieniu precyzyjnego wskazania obiektów. Fakt organizacji mistrzostw wpłynie jedynie na pewne przemieszczenie części środków na infrastrukturę pośrednio lub bezpośrednio związaną z organizacją mistrzostw, pobytem i przemieszczaniem się setek tysięcy kibiców. Przyspieszy powstanie centrów konferencyjnych, wielu hoteli. Teraz trzeba będzie w końcu usprawnić przejścia graniczne z Ukrainą, czy znieść bariery administracyjne utrudniające dostęp prywatnych linii lotniczych do obsługi ruchu pasażerskiego pomiędzy Polską a Ukrainą.

Czytając informacje o kosztach budowy obiektów sportowych wraz z niezbędną infrastrukturą, podawano różne kwoty. Powiedzmy, że wezmę jedną z większych, czyli 3 mld złotych. Dużo to czy nie? Tylko roczne nakłady na wydatki majątkowe i inwestycje dokonane przez Jednostki Samorządu Terytorialnego (JST) to 29,5 mld pln (dane za 2006 r.). Jeżeli więc koszt obiektów przyrównamy do 5-letnich nakładów (czas do mistrzostw), to jest to jedynie 2%. Porównując kwotę inwestycji do 5-letnich nakładów przedsiębiorstw dla tzw. pełnej zbiorowości, wartość ta nie przekracza nawet 1%. I już na zakończenie tych porównań. Przez ostatnie dwa lata, w strukturze prac budowlano-montażowych obiekty sportowe stanowiły ok. 1%.

Dla miast które będą gospodarzami rozgrywek budowa czy rozbudowa stadionów z obiektami towarzyszącymi jest jednak zbyt dużym obciążeniem, by ponieść ten ciężar samodzielnie. Dla przykładu, w przypadku Warszawy podawany koszt stadionu z komleksem innych obiektów sportowych ma wynosić ok. 1,2 mld pln. To tyle ile Warszawa rocznie wydaje na inwestycje. Dla osób niewtajemniczonych w finanse JST, od razu podaje że dominująca część inwestycji to wydatki absolutnie konieczne (np. ocieplanie szkół, remonty dróg itd.). Ani Warszawa, ani żadne z pozostałych miast nie jest w stanie samodzielnie wybudować obiektu sportowego jak stadion na 40 tys. ludzi (stolica chce mieć jeszcze większy) w krótkim okresie. Wspomniane stadiony były wprawdzie planowane, ale albo nieco skromniejsze albo ich budowa była przesuwana na kolejne lata. Mistrzostwa to okazja na przyspieszenie budowy i większy udział środków budżetowych. Państwo przecież nie odmówi i sypnie hojnie groszem. Władze Warszawy od razu przyznały, że nie mają tylu środków, a po dodaniu II linii metra i inwestycji na Pradze, oczekiwania zaczęły wzrastać. To samo widać, lub wkrótce będzie, w pozostałych miastach.

Wprawdzie wcześniej podałem kwotę inwestycji 3 mld złotych, ale w rzeczywistości będą to większe wydatki. Według moich szacunków, koszt stadionu w przeliczeniu na jednego widza to prawie 8 tys. złotych. Dla przykładu stadion w Gdańsku ma kosztować 320 mln złotych. I w optymistycznych przewidywaniach budowa ma ruszyć na przełomie 2007 i 2008. Kiedy jednak porównałem koszty budowy tego typu obiektów w Niemczech na potrzeby mistrzostw świata i największych obiektów w Europie, to koszty budowy były na ogół dwa razy większe. Przyjmuję, że bogatszy Zachód nie szczędził pieniędzy i że część kosztów była wyższa niż w Polsce. Można śmiało powiedzieć, że już na starcie koszty są zaniżone o 20%-30%. Co bardziej złośliwi przypominali, że w Grecji niektóre obiekty okazały się ostatecznie droższe nawet 4-krotnie. Czas – 5 lat – wydaje się pozornie wystarczający. Przykładowo 30-tysięczny stadion Legii ma być wybudowany w ok. 2,5 roku (od decyzji o warunkach zabudowy po oddanie do użytku). Jednak biorąc pod uwagę, że obiekty na mistrzostwa mają być większe, procedury przetargowe, protesty itd., to musimy się brać do roboty.

Przy okazji dyskusji o skutkach makroekonomicznych mistrzostw, pojawiły się pytania o zagrożenie dla inflacji i terminu wprowadzenia euro (deficyt budżetowy !). Z wprowadzeniem euro i tak byłby problem bez względu na koszty mistrzostw. Z drugiej strony jesteśmy właśnie świadkami dylematu jaki może się pojawić: niezbędne inwestycje i zbyt duży deficyt (dla Komisji Europejskiej) czy euro? Z obecnej perspektywy wróżenie co będzie z inflacją za 5 lat nie ma sensu. Chociaż można sobie wyobrazić pojawienie się wspomnianych zagrożeń przy założenie, że prace nad realizacją inwestycji związanych z mistrzostwami będą się opóźniać i tzw. „rzutem na taśmę” będą realizowane na ostatnią chwilę bez względu na koszty.

Stadiony na 40 – 50 tys. ludzi nie są może obecnie wydatkiem pierwszej potrzeby, niemniej trzeba przyznać, że mamy deficyt tej wielkości nowoczesnych obiektów w Polsce. Ponadto, biorąc pod uwagę że raczej nie zdarza się w Europie 100% wykorzystanie funduszy europejskich, wydatki na mistrzostwa powinny się przyczynić właśnie do ich pełniejszego wykorzystania przez Polskę.

Marek Żeliński, kwiecień 2007

O marekzelinski

Marek Żeliński. Ekonomista z wykształcenia. Zawodowo związany jestem z sektorem bankowym.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Opinie. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.