Rozpiętość dochodów w Polsce, wskaźnik Gini’ego

Patrząc na minione kilkanaście lat przemian w Polsce, jednym z wielu pytań na jakie szukamy odpowiedzi jest kwestia bogacenia się społeczeństwa i podziału tegoż bogactwa w społeczeństwie. Co do tego że jesteśmy społeczeństwem bogatszym nie ma wątpliwości, nie ma więc wątpliwości że warto było zmienić ustrój gospodarczy. Ta ostatnia uwaga wydaje się pozornie zbyteczna, ale wciąż wielu obywateli ocenia jakość ustroju po skali zróżnicowania dochodowego, tzn. im mniejszy mniejsze zróżnicowanie tym ustrój lepszy, bo pozornie sprawiedliwy. Ten problem ujawnił się przy okazji ostatniego strajku Solidarności w Warszawie, kiedy to dało się słyszeć i takie opinie, że Polska jest krajem nadmiernego zróżnicowania wynagrodzeń. Jakkolwiek niektóre przykłady niskich wynagrodzeń oraz nadmiernych mogą budzić faktycznie chwilami zdumienie, to jednak nie jest to materiał do orzekania o skali rozwarstwienia w Polsce.

Jedną z miar wykorzystywanych do badania zróżnicowania dochodowego w społeczeństwie jest wsk. Gini’ego. Próbując przedstawić budowę wskaźnika, należy sobie wyobrazić oś pionową przedstawiającą calość dochodów badanej grupy,  poziomą – badaną populację. Na każdej z osi podajemy wartości skumulowane. Oś prosta rozciągnięta od przecięcia osi do przeciwległego kąta wyznaczonego przez dwuwymiarowy wykres oznacza społeczeństwo egalitarne, co oczywiście w rzeczywistości jest nieosiągalne. Nieosiągalne nawet w krajach, w których eksperymentowano z zaprowadzaniem równości na siłę. Im bardziej hipotetyczna krzywa jest ugięta, tym większe zróżnicowanie dochodów w społeczeństwie. Wskaźnik Gini jest obliczany jako iloraz pola pomiędzy krzywą Lorenza dla społeczeństwa egalitarnego (czyli prostą) a krzywą Lorenza rzeczywistą i całkowitą powierzchnią pola trójkąta pod prostą. Skrajne wartości to 0 i 1. Zero otrzymujemy przy równomiernym rozkładzie dochodów, a 1 przy skrajnej nierówności. Oczywiście żadna z tych sytuacji nie występuje w rzeczywistości, chociaż w teorii można sobie wyobrazić społeczności które osiągają takie wartości.

Ponieważ wskazane wyżej ujęcie jest jeszcze mało czytelne, to warto je uzupełnić o wartości które pomogą czytelnikowi umieścić Polskę w obecnej rzeczywistości. Przez ostatnie kilkanaście lat poprzedniego ustroju wskaźnik dla Polski oscylował koło 0,25 (25%). Przed 1995 r. wskaźnik przekroczył wartość 0,3. Cechą krajów socjalistycznych było utrzymywanie się wskaźnika na ogół w przedziale 0,2-0,3. Dla Szwecji wskaźnik przyjmował wartość z przedziału 0,3-0,35. Kraje określane jako rozwinięte, długie dekady po wojnie miały wskaźniki w przedziale 0,3-0,4. Niemniej zdarzały się wyjątki, kiedy wskaźnik wykraczał poza górną lub dolną granicę. USA przed kilku laty przekroczyły 0,4, podobnie zresztą jak Chiny.

Szukając wartości wskaźnika trzeba pamiętać, że do wyliczeń przyjmuje się różne definicje dochodów co może powodować niewielkie różnice w wynikach. Zdarza się też, że różnie definiuje się wyznaczanie krzywej. Wskaźnik jest też liczony po odjęciu ze zbiorowości grup skrajnych, co powoduje wzrost składnika. Szczególnie ta ostatnia uwaga jest istotna, ponieważ im bardziej obcina się udział grup skrajnych tym bardziej wykres przypomina linie prostą o niewielkim stopniu nachylenia.

A tak przy okazji, to porównanie sektora państwowego wskazuje na inne podejście do rozkładu wynagrodzeń. W tymże sektorze w latach 90-tych wskaźnik Gini był mniejszy o dwie do czterech dziesiątych mniejszy od wskaźnika dla całej populacji. Co ciekawe jednak, badania przeprowadzone na rozkładem dochodów, wskazują, że od II poł. lat 90-tych rozpoczął się proces różnicowania dochodów w sektorze państwowych co jest naturalną reakcją na konkurencyjność wynagrodzeń oferowanych w sektorze prywatnym.

Obecnie wartość wskaźnika dla Polski to ok. 0,34, co daje wartość nieco większą od średniej w UE. To porównanie wydaje mi się bardzo ważne, ponieważ znaczna część Polaków poprzez media lub indywidualne kontakty ma pewną wiedze o warunkach życia w UE i zdaje się je akceptować i do nich dążyć. Oczywiście tu należy wskazać że rozkład dochodów to jedna rzecz, a siła nabywcza to druga. Inaczej mówiąc, poziom życia Polaków z – powiedzmy – dwóch najniższych grup decylowych jest wyraźnie gorszy od poziomu życia osób o najniższych dochodach w krajach rozwiniętych. Wobec tego ktoś o lewicowych poglądach mógłby dojść do wniosku, że należy zabrać „bogatym” i dać „biednym”. Żyć będzie się lepiej, a wskaźnik Gini’ego niech sobie spada. Co tam. Tak oczywiście myśleć nie można. Celem omawianego wskaźnika nie jest wskazywanie siły nabywczej, a tylko podanie ogólnej skali zróżnicowania. Z tego punktu widzenia sytuacja wydaje się być naturalna. Wynagrodzenia muszą być zróżnicowane gdyż pełnia rolę bodźca dla prawidłowej alokacji zasobów ludzkich i nawet gdyby wskaźnik ten w Polsce nieco jeszcze wzrósł, to nie uważałbym tego za anomalię.

Dokładniejsza analiza wskaźnika powinna być przeprowadzona na tle przemian w danym kraju i otoczeniu makroekonomicznym. Z cała pewnością w jakimś stopniu jest to przejaw prowadzonej polityki społeczno-ekonomicznej. Jako przykład można podać dwa kraje: USA i Danię. W pierwszym przypadku wskaźnik przekracza 0,4, a w drugim na ogół nie przekracza 0,3 (uwaga na metodologię). Pierwszy kraj uważany niemal za raj dla rozwoju przedsiębiorczości, a drugi to jeden z krajów o największych obciążeniach podatkowych w UE i udziale finansów publicznych w PKB i mimo to bywa w czołówce państw o najlepszych warunkach do prowadzenia działalności gospodarczej. Z drugiej strony od lat 80-tych można zaobserwować tendencje do wzrostu wskaźnika w krajach rozwiniętych i niektórych rozwijających się (co jest m.in. efektem procesu globalizacji), co obniża skuteczność prowadzenia polityki społecznej w wielu krajach, rozumianej jako utrzymywanie w ryzach procesu rozwarstwienia z jego społecznymi i gospodarczymi konsekwencjami.

Czasami można spotkać twierdzenie, że wskaźnik powinien się zawierać w przedziale od 0,25 do 0,4, na co faktycznie można znaleźć potwierdzenie we współczesnym świecie. Każde odstępstwo w takim przypadku można traktować jako przejaw anomalii społecznych, które mogą prowadzić do problemów społecznych lub ekonomicznych. W dużym uproszczeniu – zbyt mały wskaźnik może być przejawem złej polityki państwa skierowanej na unikanie za wszelką cenę rozwarstwienia co powoduje zanik konkurencyjności, a zbyt duży zaś – (np.0,5) jest charakterystyczny dla krajów niestabilnych politycznie lub biednych (lub jedno i drugie) gdzie znaczna część społeczeństwa funkcjonuje poza gospodarką. W ten sposób dochodzi się do pewnej prawdy, iż najlepiej rozwijają się kraje demokratyczne o jak największej liczbie obywateli wciągniętych w obieg gospodarki rynkowej.

W naszym przypadku nie ma sensu dążenie do wskaźnika Giniego mocno poniżej 0,3. Jak na razie przechodzimy etap doganiania krajów wydajniejszych i obecny wskaźnik dla Polski przy powolnej tendencji (dotychczas) wzrostowej ma swoje uzasadnienie. Oczywiście daleki jestem od próby uzasadnienia wskaźnika dla Polski tylko dlatego, ze taki a nie inny akurat jest. Nie ma co ukrywać, że niektóre kraje Europy Srodkowo Wschodniej tempem rozwoju poważniej nam nie ustępują a wskaźnik Giniego maja niższy. Mam na myśli naszych południowych sąsiadów. Z drugiej strony są małe państwa nadbałtyckie, gdzie omawiany wskaźnik zmieniał się jeszcze szybciej i o dwie, trzy dziesiąte przekracza wskaźnik dla polski. W naszym przypadku to po części konsekwencja naszej drogi przemian oraz m.in. wyjątkowo wysokiego wskaźnika bezrobocia, czy okoliczności gospodarczych na które wpływ mieliśmy żaden lub niewielki.

Przedmiotem dyskusji w Polsce jest kwestia zróżnicowania dochodów, czy też poprawy sytuacji osób o najniższym wynagrodzeniu. Tak jak wysokość wskaźnika dla Polski budzi dyskusje, tak i dyskusje budzi sposób na zmniejszenie dysproporcji. Recepty są wręcz skrajne, od podatku liniowego (przykłady krajów które go wprowadziły, bezpośrednio tego nie potwierdzają) do działań administracyjnych, jak płaca minimalna.

O marekzelinski

Marek Żeliński. Ekonomista z wykształcenia. Zawodowo związany jestem z sektorem bankowym.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Opinie. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.