Udział akcji w portfelach TFI i OFE. Ocena zmian.

Minione trzy lata były dość ciekawe na rynku akcji. Warto więc spojrzeć jak wykorzystały to OFE i TFI (a raczej kliencie TFI). Po załamaniu na giełdach na przełomie 2008/2009, kolejne dwa lata były dla posiadaczy akcji bardzo korzystne, ponieważ punktem odniesienia były bardzo niskie poziomy cen. Po fantastycznych wzrostach w 2010 i I połowie 2011, nadeszła korekta. Korekta cen akcji była na tyle głęboka, że trudno było z takiej okazji nie skorzystać. Ponadto była to korekta której można się było spodziewać. Pewnym zaskoczeniem mogła być jej skala. Byłem akurat wtedy (wakacje 2011) na urlopie i nie mogłem stracić takiej okazji, więc wieczorami po powrocie z turystycznych wypadów, wystawiałem zlecenia zakupu jednostek funduszu akcyjnego jednego z TFI. Rynek akcji długo był dość atrakcyjny i dopiero na przełomie I i II kw tego roku możemy mówić o dojściu do poziomu neutralnego z punktu widzenia wyceny. Samo określenie neutralny nie oznacza, że rynek jest nieatrakcyjny czyli, że nie warto inwestować w akcji. Po prostu dalsze inwestowanie (a dokładniej: zwiększanie udziału akcji w portfelu) jest obarczone większym ryzykiem kiepskiej stopy zwrotu. W takiej sytuacji trzeba spokojnie i na chłodno oszacować scenariusze wzrostu gospodarczego w kraju i jak w prognozowanym okresie zachowa się rynek. Na chwilę obecną rynek szacuje (i dyskontuje to), że gospodarka będzie się rozwijać zgodnie z bieżącymi prognozami gospodarczymi. Jak wykorzystały to OFE i TFI, a raczej klienci w przypadku tych ostatnich?

W przypadku OFE stworzyłem formę uproszczonego wyliczenia cash flow’ów dla części portfela lokowanego w akcjach. Oczywiście takie wyliczenia zawierają sporo uproszczonych założeń i w konkretnych miesiącach wynik może się znacznie różnić od stanu faktycznego. Niemniej w analizie działań OFE w okresie 2,3,4 miesięcznych dość dobrze prezentuje politykę OFE wobec rynku akcji. Po mocnych spadkach w okresie letnim 2011 r. , kiedy to rynek akcji naprawdę zszedł na atrakcyjne poziomy, OFE moim zdaniem podeszły do nowej sytuacji nazbyt ostrożnie. W okresie wrzesień-grudzień 2011 udział akcji w portfelu w skali całego sektora OFE była na poziomie 31%-32%. Można postawić pytanie czy aby OFE nie nazbyt długo zbyt długo (bo do I kw 2011) kontynuowały aktywną politykę powiększania portfela akcyjnego? Wydaje się jednak, że te działania mieściły się w kanonach sztuki zarządzania portfelem i prognozowania. Według moich szacunków, w II kw 2011 OFE powoli zaczynały pozbywać się akcji, co stabilizowało udział akcji w portfelu na poziomie 37%.

Do aktywnego powiększania portfela akcji OFE wróciły w zasadzie w okresie minionej zimy, a kulminacja przypadła na I kw tego roku. Zachętą były zarówno spadki na giełdzie jak i świadomość że napływające dane z gospodarki najprawdopodobniej potwierdzą prognozy na bieżący rok, a więc poprawiała się przewidywalność gospodarki. W II i III kw (bez września), widać że OFE wciąż aktywnie powiększają portfel akcji, ale widać również tendencję słabnącą. To należy ocenić jako poprawne zachowanie, kiedy – w zależności od metody wyceny rynku – jesteśmy na poziomie neutralnym z punktu widzenia wyceny rynku lub minimalnie go przekroczyliśmy.

Działania OFE za analizowany okres można określić jako poprawne i naturalne dla tego typu instytucji, ale też nie szokujące jakimiś fajerwerkami. Po prostu standardowe zarządzanie. Dziwi nieco pewna bezwładność w zarządzaniu, czyli czekanie na potwierdzenie trendów. Trudno się w takiej sytuacji dziwić, że niektórzy ekonomiści wskazują iż tzw. pasywne zarządzenie portfelem daje podobne efekty w długich okresach, a jest istotnie tańsze. By być dobrze zrozumianym: nie jest moim celem budowanie swojego wizerunku na krytyce OFE. Mamy do czynienia w skali całego sektora (nie oceniam poszczególnych OFE) z normalnym, podręcznikowym zarządzaniem w dość wygodnych warunkach (stały napływ środków) i tyle. Nie rozumiem tylko po co przedstawiciele OFE tworzą w mediach wokół siebie atmosferę wyjątkowości i zbawienia dla gospodarki i rynku kapitałowego.

W przypadku TFI ocena musi być dokonywana z innej perspektywy. Tutaj, to klienci decydują komu oddają swoje środki w zarządzanie i kiedy rezygnują czyli umarzają jednostki. Pod tym względem OFE mają o niebo lepszą sytuację, ponieważ napływ środków do zarządzania jest względnie stały i niezależny od koniunktury gospodarczej, giełdowej i kaprysów indywidulanych inwestorów.

Rynek TFI w rozumieniu zarządzanych środków bardzo ładnie się rozwija od czasu kryzysu w 2008 r. Warto podkreślić, że w grudniu 2012 r, wartość aktywów przebiła 145 mld zł, czyli rekord z  października 2007 r. Wartość zarządzanych aktywów nadal rośnie i obecnie (dane na koniec sierpnia), jest to już 172 mld zł. Do sukcesu nie przyczyniły się jednak fundusze akcyjne czy mieszane (najbardziej podobne strukturą portfela do OFE), ale przede wszystkim obligacyjne i tzw. private equity. O ile tworzenie i zarządzanie funduszami obligacyjnymi i podobnymi, nie wymaga znacznej finezji, to drugimi już tak. Tu trzeba zaangażowania i zainteresowania TFI oraz klientów (oddających aktywa w zarządzanie) by powstał fundusz zarządzający grupą specyficznych niejednokrotnie aktywów.

Rozwój rynku TFI nie  był oparty na masowym kliencie, aż do początku bieżącego roku. Liczba klientów była względnie stabilna w latach 2008-2010 (pomiędzy 2,4 do 2,6 mln osób; wg. AnalizayOnline). Od 2011 do początku tego roku liczba klientów TFI powoli spadała, by na koniec 2012 wynosić 1,9 mln. Dopiero w tym roku, liczba klientów zainteresowanych lokowaniem w fundusze szybko zaczęła rosnąć. Brak dokładnej informacji nie pozwala niestety określić, czym dokładnie było zainteresowanych ponad 100 tys. nowych klientów jacy napłynęli do TFI. Biorąc pod uwagę przyrost aktywów funduszy akcyjnych, możne przypuszczać, że mieliśmy do czynienia z rozproszeniem inwestorów indywidulanych w różnych funduszach. Fundusze akcyjne nie były jedynym celem inwestorów. To dziwne, bo wygląda na to że indywidualni inwestorzy przegapili dobry okres do zajmowania pozycji na rynku akcji.  Wartość funduszy mieszanych niemal nie drgnęła. Poza funduszami bezpiecznymi opartymi na papierach dłużnych itp., ogromną popularnością cieszyły się fundusze tzw. absolutnej stopy zwrotu. Wzrost w ciągu roku z 2,7 mld zł do 43 mld robi wrażenie. Tym bardziej, że ta grupa funduszy osiągała ….. gorsze wyniki od funduszy akcyjnych.

Trudno w przypadku TFI wskazać winnego słabego zainteresowania rynkiem akcji. Zresztą takie postawienie sprawy jest niewłaściwe, ponieważ TFI do inwestowania nikogo zmusić nie mogą. Być może TFI niezbyt śmiało promowały tą formę inwestowania od II poł. 2011 r. A może po prostu, inwestorzy wciąż mają w pamięci korekty giełdowe z 2007, 2008 i ponad dwudziestoprocentową korektę z  sierpnia i września 2011 r.

O marekzelinski

Marek Żeliński. Ekonomista z wykształcenia. Zawodowo związany jestem z sektorem bankowym.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Finanse osobiste. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.