Finanse publiczne po dwóch latach.

Na finanse publiczne, patrzymy trochę w kategoriach sporu o politykę społeczną jaki trwa od przejęcia rządów przez koalicję prawicową, czyli głównie PiS. To prawda, że ekonomiści krytycznie podchodzący do polityki PiS, w ostatnich kwartałach przycichli.  Inna rzecz, że ich krytyczne oceny stały się jakby mniej popularne w mediach. Mylili się? Otóż nie. Problemy finansów publicznych, czyli napięcia na jakie wystawił je PiS nie zniknęły. Zostały jedynie odsunięte w czasie przez wysoki wzrost gospodarczy jakiego doświadczyliśmy w minionym roku i być może doświadczymy w roku bieżącym. W najbliższych czasie i tak będziemy zmuszeni powrócić do szukania odpowiedzi na pytanie o przyszłość 500+, finansowanie deficytu FUS itd. itd. Myli się ten, kto sądzi, że te problemy zniknęły.

Do napisania kilku refleksji o sytuacji finansów publicznych skłoniła mnie m.ni. niedawna wypowiedź minister finansów Teresy Czerwińskiej dotyczące m.in. długu publicznego. Wypowiedź była tak pełna manipulacji danymi, że potrzebowałbym kilku stron A4, żeby ocenić to co ta pani powiedziała i co świadomie pominęła.

Największym sukcesem miało być, wg minister Czerwińskiej, obniżenie zadłużenia Skarbu Państwa w 2017 r. do ok 47%. Przypomnijmy więc, że na tym poziomie zadłużenia PiS przejął rządy w Polsce pod koniec 2015 r. PiS potrzebował zaledwie jednego roku by poziom zadłużenia podskoczył do 50% PKB i to przy przyzwoitym tempie PKB (prawie 3% r/r). Już te wartości pokazują sporą nonszalancję obecnej koalicji rządzącej w zarządzaniu finansami państwa. Powrót poziomu zadłużenia do 47% nie był zasługą PiS, tylko przede wszystkim wzrostu gospodarczego w UE i w Polsce. Tak więc, to nie rząd obniżył, a zwiększone wpływy budżetowe pozwoliły rządowi na zmniejszenie zadłużenia w relacji do PKB.

Obecny rząd niezwykle silnie akcentuje rolę wpływów z tytułu ograniczenia szarej strefy, głównie w obszarze VAT. Podobnie uczyniła minister Czerwińska. Formalnie wzrost wpływów z tytułu VAT w 2017 wyniósł ok. 30 mld zł. Z czego na efekt skutecznej walki z szarą strefą można przypisać między 5 a 10 mld zł. Trzeba pamiętać niestety o tym, że z szarą strefą łatwiej się walczy w okresie dobrej koniunktury. Skuteczność walki z szarą strefą będzie można lepiej ocenić gdy tempo PKB spadnie poniżej 3% PKB. Przykrym zwyczajem polityków obecnie rządzącej koalicji jest uporczywe zapominanie, że dużą cześć instrumentów do walki z szarą strefą wprowadziła poprzednia koalicji PO-PSL (m.in. słynne pliki JPK).

Mimo dobrych obecnie warunków gospodarczych Polska na stale deficyt finansów publicznych. Na koniec 2017 r. dfp wyniósł (bez finansów JST) ok. 1,4%. Owszem mało, ale trudno to postrzegać w kategoriach sukcesu, gdy się zna powody spadku z ponad 2,5% pod koniec 2015 r. do 1,4 % obecnie. Dfp, w relacji do PKB, zaczął się obniżać dopiero w 2017 r. Głównym powodem spadku dfp był silny wzrost gospodarczy. Wolałbym, żeby był to efekt tzw. strukturalnych zmian w finansach publicznych lub znalezienia obfitych źródeł wpływów.  

Jaki wpływ ma wysoki wzrost gospodarczy na dfp? Ogromny. Poprawiają się wpływy podatkowe. Przykładowo, wpływy  z podatków pośrednich wzrosły w 2017 r. o 12,4% r/r. Tak jest za każdym razem, gdy wzrost PKB przez dłuższy czas utrzymuje się powyżej 3% y/y. Podatki pośrednie to 2/3 wpływów budżetowych. Dobra sytuacja gospodarcza powoduje, że poprawia się strumień składek emerytalnych (m.in. przez wzrost zatrudnienia i wynagrodzeń). W 2017 wydatki na Fundusz Emerytalno-Rentowy i Fundusz Ubezpieczeń Społecznych były o 4% niższe od planowanych, co dało oszczędność 2,3 mld zł.

Wspominałem już też na blogu o wpłatach z zysku z NBP. W 2016 r. budżet został zasilony kwotą 7,9 mld zł i w 2017 r. kwotą 8,7 mld zł.

Nie chcę wszystkiego zrzucać na koniunkturę gospodarczą. Jest faktem, że udało się obecnej koalicji rządzącej ograniczyć skalę szarej strefy i wprowadzić nowy podatek od niektórych instytucji finansowych (ponad 4 mld zł w 2017 r. z tytułu podatku). Niestety sam tylko program 500+ kosztuje nas ok. 24 mld zł rocznie. W najlepszym wypadku program uzyskał finansowanie pokrywające 50% jego wartości. A co dalej? Co z dziurą wywołaną przez obniżenie wieku emerytalnego? Co z zadeklarowanym wzrostem wydatków na służbę zdrowia w ramach dojścia wydatków publicznych do 6% PKB? To dodatkowe ok. 4 mld zł rocznie.

Pewnym plusem jest wyhamowywanie przyrostu wydatków budżetowych. Rząd PiS wprawdzie niemal codziennie chwali się, że wszystko wszędzie rośnie i że rozdaje pieniądze na prawo i lewo, ale tak naprawdę w 2017 starał się (skutecznie!) ograniczyć wzrost wydatków budżetowych. Wydatki budżetu wzrosły w 2017 r. raptem o 4,2% przy średniej inflacji 2%.

Wiem, że program 500+ wzbudza sporo sympatii wśród Polaków. Dla mnie to zbyt duże pieniądze, zbyt nonszalancko rozdawane. Poprawa koniunktury odłożyła na chwilę dyskusję o zapewnienie finansowania 500+. Wiara, że wszystko pokryje ograniczenie szarej strefy jest naiwna. Wątpię też, by Polacy byli skłonni zaakceptować większe obciążenia podatkowe tylko z powodu 500+. Jeżeli nie ograniczymy programu, to będziemy musieli zatrzymać wzrost nakładów na inne sfery życia finansowane przez państwo.

O marekzelinski

Marek Żeliński. Ekonomista z wykształcenia. Zawodowo związany jestem z sektorem bankowym.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Gospodarka. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.