St. bezrobocia i zatrudnienie w 2007


Serce rośnie (dokładnie: ..roście
jak wieszcz pisał), kiedy patrzy się na tempo w jakim spada bezrobocie w
Polsce. Na koniec kwietnia to już 13,7%. Około 8 lat musiało upłynąć, by
bezrobocie w Polsce po sięgnięciu niemal 21% spadło poniżej 14%. Niesamowita
jest dynamika spadku bezrobotnych. Już w ubiegłym roku dynamika ta wyraźnie
przyśpieszyła i w konsekwencji na koniec kwietnia liczba bezrobotnych była
niższa aż o 22% (!) w porównaniu z kwietniem ubiegłego roku. Co nam pomogło?
Dobra koniunktura. Zimowe przyspieszenie gospodarcze zwiększyło zapotrzebowanie
na siłę roboczą. Analizowałem spadek bezrobocia poprzez różne liczby i kryteria
zastosowane przez GUS. Wiek, wykształcenie, czas przebywania na bezrobotnym
itd. Poprawa jest widoczna we wszystkich kategoriach i wzbogacanie tekstu
dziesiątkami liczb nie wprowadzi nowej jakości, bo różnice w dynamikach nie są
wielkie. Warto zwrócić uwagę na szybszy spadek bezrobotnych wśród osób po
ukończeniu szkoły i w wieku do 25 roku życia. Gospodarcze przyspieszenie jakiego
doświadczyliśmy w zimie radykalnie zwiększyło zapotrzebowanie na osoby z
niskimi kwalifikacjami zawodowymi. Niestety wolniej spada bezrobocie wśród osób
starszych i niepełnosprawnych.

Co jakiś czas podejmuję się
znaleźć silniejszy związek statystyczny pomiędzy wzrostem gospodarczym a
poziomem bezrobocia. Za każdym razem mam nadzieję, że znajdę złoty środek na
wskazanie dokładnej relacji pomiędzy bezrobociem/zatrudnieniem a koniunkturą
gospodarczą i stworzę idealne narzędzie do prognozowania poziomu bezrobocia.
Wciągam w ten proces nowe kategorie ekonomiczne i korzystam z faktu, że
wydłużają się szeregi czasowe do analizy. Przyznam, że efekty nie są
jakieś błyskotliwe. Patrząc na proste
zestawienie PKB i stopy bezrobocia zależność wydaje się oczywista. Po
dokładniejszych jednak badaniach widać, że na bazie danych makroekonomicznych z
kilkunastu lat nie sposób wyznaczyć precyzyjny związek, a o takim marzę. To
oczywiście bardziej zabawa statystyczna niż wiara. Polska gospodarka pod względem jakościowym bardzo się zmieniła i
zmienia i statystyczne miary zależności nie są w stanie tego oddać. W moich
zainteresowaniach makroekonomią niezwykle owocny był okres pracy jako analityk
branżowy. Miałem wtedy okazję prześledzić losy wielu branż od początku naszych
przemian gospodarczych. Każda z branż to odmienna historia, również z punktu
widzenia zapotrzebowania na pracowników. A jakby nie było, makroekonomia to
wypadkowa zmian zachodzących w mikroekonomii. Zmiany jakościowe zachodzące w
poszczególnych branżach nie dają się w pełni ująć statystycznie. A wracając do
skali bezrobocia i koniunktury w Polsce, to zależność oczywiście istnieje
chociaż w zależności od badanych wielkości i przyjętych okresów do badań,
wyniki potrafią się mocno różnić. Zmierzam do tego, że formalnie spadek
bezrobocia wydaje się naturalny, bo związany z świetną koniunkturą. Podobnie
jak w 1996 i 1997 r. utrzymująca się wysoka dynamika PKB przedłużając się
przyczyniała się do przyspieszenia spadku bezrobocia, tak i teraz w ostatnich
kwartałach stopa bezrobocia zaczyna niezwykle szybko spadać. Powiedziałbym, że
wręcz w sposób nienaturalnie szybki. Nie zamierzam wskazywać tu na analogie i
sugerować że jest to, tak jak w 1997 r., sygnał że wzrost gospodarczy
przestanie przyspieszać i trudno będzie w dłuższym terminie o utrzymanie wyniku
z 2006 r. i I kw. Idzie mi o to, żebyśmy nie przyzwyczajali się za bardzo do
obecnego tempa spadku bezrobocia, bo jest ono raczej nie do utrzymania w
dłuższym terminie. Bezrobocie spada i spadać będzie, ale nieco wolniej niż
obecnie. Analizując zjawisko bezrobocia i dostosowania do rynku pracy, mogę
śmiało powiedzieć, że od kilku dłuższych lat na rynku pracy zaszły tak duże
zmiany, że powrót do 20% bezrobotnych jest praktycznie niemożliwy i to nie
tylko dlatego, że część Polaków opuściła kraj.

A teraz o tym samym, ale od
drugiej strony, czyli zmian w zatrudnieniu. Kwartalne dane dla całej gospodarki
wskazują na wzrost zatrudnienia w I kw o 3,1% w porównaniu z I kw 2006 r.
Dynamika wzrostu powolutku, ale trwale przybiera na sile od 2004 r. Motorem
tego jest w pierwszej kolejności przemysł z rocznym wzrostem zatrudnienia 4,3%.
Przemysł przyczynia się do powstawania nowych miejsc pracy w ponad 30%. W
handlu zatrudnienie wzrosło o prawie 6%, a w budownictwie o blisko 10% w I
kwartale. W pośrednictwie finansowym, obsłudze nieruchomości i hotelarstwie z
restauracjami nowym miejsc pracy przybywa w tempie 4%-5% w I kw w porównaniu z
I kw 2006 r. Na zakończenie warto przyjrzeć się dokładnie działom przemysłu. W
niektórych miesiącach bieżącego roku w działach produkujących sprzęt
elektroniczny, pojazdy mechaniczne czy wyroby metalowe zatrudnienie wzrastało w
tempie od 10% do 18% rocznie. Producenci wyrobów budowlanych zwiększyli
zatrudnienie o 4% w porównaniu z jesienią ubiegłego roku. A czy w obecnych
czasach gdzieś spada zatrudnienie? Niestety tak. Zwalniają włókiennicy,
producenci odzieży i energetycy. Na szczęście są to spadki niewielkie. W
przypadku dwóch pierwszych jest to reakcja na spadek przychodów w ubiegłym
roku. Być może poprawa wyników w okresie zimowym powstrzyma to zjawisko.


O marekzelinski

Marek Żeliński. Ekonomista z wykształcenia. Zawodowo związany jestem z sektorem bankowym.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Gospodarka. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.