Czy ta pomoc na pewno jest potrzebna?

Poseł Poncyljusz chce pomóc jednym Polakom, kosztem drugich. Pomysł polega na wsparciu finansowym osób spłacających kredyty w CHFie. Poseł P.Poncyljusz w polemice telewizyjnej z  posłanką Muchą z PO, z dumą twierdził że on nie stoi bezczynnie (jak PO) tylko proponuje jak rozwiązać problemy. Powiedzmy, że nie mam nic przeciwko pomocy jednym obywatelom z podatków pozostałych obywateli. Pytanie jednak jest takie, czy ta pomoc jest potrzebna i czy aby na pewno grupa którą chce wesprzeć poseł Poncyljusz jest tą która wymaga najpilniejszej pomocy. Moim zdaniem poseł P.Poncyljusz nie przemyślał swojej propozycji. Warto też pamiętać, że mamy solidny deficyt finansów publicznych. Jak więc ma ten pomysł do obecnej sytuacji budżetowej, szczególnie pamiętając o tym, że PJN również nawołuje do reformy finansów państwa.

W skrócie, Paweł Poncyljusz chce pomóc Polakom, którzy wzięli kredyt w CHFie i po wzroście kursu mają poważne problemy w spłacie. Żeby bardziej udramatyzować, sugerował że teraz zamiast wydawać na naukę, zdrowie i żywność itp., Polacy muszą spłacać zwiększone raty.

Pomysł bardzo przypomina rozwiązanie węgierskie, na czym się chyba całe podobieństwo kończy. Na Węgrzech skala zagrożonych kredytów jest kilkakrotnie większa niż Polsce. Ponadto przyjmowane tam rozwiązania (m.in. zasady ustalania oprocentowania) odbiegały od bezpieczniejszych polskich rozwiązań. Kursem rozliczeniowym byłoby 2,75. Koszt miesięcznych rat w tej części jaka wynika z przeliczenia po wyższym kursie, byłby pokrywany prze państwo (czyli budżet), ale nie darowany. Z różnic powstawałoby zadłużenie, którego spłata przypadałaby od 2015 r. Pomoc byłaby kierowana do osób, które się po nią ewentualnie zgłoszą.

Dodatkowo prezes PJN P.Kowal dodał: „Rząd musi reagować. Oczekujemy dialogu i ewentualnych propozycji w tej sprawie, ponieważ duża część Polaków nie wie, jak się wywiązać ze zobowiązań kredytowych”.

W zasadzie mógłbym zacząć od powyższego cytatu i zakończyć cały wywód. Nie znam wprawdzie najnowszych danych, ale na koniec 2010 udział kredytów zagrożonych w grupie kredytów mieszkaniowych w walutach, wynosił ok. 2%! (tylko!). Na podstawie tendencji z kwartałów wcześniejszych, można przyjąć dla uproszczenia że jest to w może i nawet 2,5%. Dla porównania podam, że jakość portfela kredytów mieszkaniowych udzielonych w złotych jest nieco gorsza. Warto o tym pamiętać, ponieważ jakość portfela kredytów mieszkaniowych jest zaskakująco dobra jak na to, co nas spotkało i czym nas straszono. Jakość portfela kredytów krótkoterminowych (na lodówkę, TV, i inne mniej czy bardziej potrzebne sprzęty domowe, a nawet na bieżące życie) jest kilkakrotnie gorsza. Na dodatek, wartość kredytu udzielonych  w walutach jest niemal dwa razy większa od kredytów udzielanych w złotych. Wskazuje to, że kredyty walutowe częściej biorą osoby o wyższych zarobkach.

Powstaje więc pytanie, skoro PJN chce pomagać, to dlaczego osobom o wyższych dochodach a nie ludziom którzy mają problem ze spłatą małego kredytu na zakup mebli, sprzętu AGD itd? Na ogół są to ludzie o niższych wynagrodzeniach od tych którzy zaciągają kredyty mieszkaniowe.

Dlaczego pomoc ma dotyczyć osób które brały kredyt w CHFie? Czyżby ich straty miałyby być większe niż tych, którzy brali kredyty w EUR? Dlaczego dyskryminowani są Polacy, którzy wzięli kredyty złotowe? Przy tej samej kwocie wyjściowej w złotych, płacili oni (przy kredycie np. 250 tys. zł na 30 lat) w latach poprzednich od 200 do nawet 400 zł więcej od tych którzy wybrali CHFa (w 2008 r różnica doszła przejściowo nawet do ponad 600 zł). Ci ludzie obawiając się ryzyka walutowego rezygnowali z ewentualnych profitów wynikających z kredytu walutowego w całym okresie spłaty.

Jedno z najważniejszych pytań dotyczy skali wzrostu miesięcznych spłat osób które mają kredyty w CHFie. I tu jest problem. Media podają zazwyczaj informację o CHF wzrósł z 2 w lipcu 2008 do 3,3 (wg NBP) obecnie. Skok faktycznie duży. Ale nie podaje się, że CHF był tak nisko tylko przez krótki czas w 2008 roku. Był okres kiedy skala wzmocnienia złotego ostro wykraczała poza jego faktyczną wartość. Niestety banki nie utrudniały specjalnie brania kredytów  w CHF. W II i III kw 2008 r. kredyt w CHF stanowiły ponad 70% udzielanych kredytów! Nie podaje się również, że wraz z osłabieniem złotego (wzrost kursu CHF) w 2008 i 2009, stopa procentowe w dla tej waluty spadły z 2,3% (1M) i 2,7% (3M) do odpowiednio 0,13% i 0,18% obecnie, co ma kolosalne znaczenie dla wielkości spłat. Większość tego spadku przypadła na okres wzrostu kursu CHF, przez co wzrost spłat wynikający ze wzrostu kursu został w przeważającej części w zniwelowany spadkiem stopy procentowej.

 Reprezentanci PJNu posługiwali się kwotą 350 zł. Z porównań miało wynikać ze o tyle więcej trzeba miesięcznie spłacać po ostatnich wzrostach kursu CHF (bo tyle brakuje kredytobiorcom na życie). Jest to teoretycznie możliwe, ale pod warunkiem że mówimy o ludziach którzy spłacają wysokie raty (np. powyżej 1,5 tys. w przeliczeniu na złote) i porównujemy to – przykładowo –  ze spłatą sprzed roku. Jeżeli ktoś nie zostawiał sobie rezerwy na wzrost w podanej skali, to oznacza że zupełnie zlekceważył ryzyko. Tylko że zamiast wsparcie wg pomysłu przedstawionego przez P.Poncyljusza, wystarczy że klient pójdzie do banku i zwróci się o wydłużenie okresu spłaty. Efekt podobny.

Propozycja kursu granicznego na poziomie 2,75, to żarty ze zdrowego rozsądku. Taki poziom oznacza, że państwo zdejmuje z kredytobiorców konsekwencje ryzyka walutowego. Ryzyka, którego konsekwencje zostały rozdymane do granic przyzwoitości przez media.

Przedstawiciele PJN poważnie przestrzelili. Być może chcieli wykorzystać medialny zgiełk wokół CHFa i kredytów mieszkaniowych i wyprzedzić konkurencję polityczną w pomysłach na uszczęśliwienie obywateli. Ich pomysł wskazuje na zupełny brak analizy problemu. To niestety kolejny przykład jak przypadkowo angażowane są budżetowe pieniądze. Na zakończenie warto przypomnieć, że wzrost raty o 200 czy 300 zł miesięcznie to nie jest największy problem. Problemem dla spłacających duże kredyty mieszkaniowe jest utrata pracy lub spadek wynagrodzenia. Na to lekarstwem miała być ustawa o pomocy w spłacie kredytów mieszkaniowych uchwalona przez obecny rząd m.in. dla osób które utraciły pracę. Wystarczyłoby więc, żeby PJN skupił się na zmianie tej ustawy i – ewentualnie – ustawie o upadłości konsumenckiej, która jest nazbyt restrykcyjna.

O marekzelinski

Marek Żeliński. Ekonomista z wykształcenia. Zawodowo związany jestem z sektorem bankowym.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Finanse osobiste. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.