Warszawa i „janosikowe”.

Kiedy wysłuchuje w mediach kolejnych utyskiwań na „janosikowe” i rzekome udręczenie województwa mazowieckiego tą danina, to co nieco krew się we mnie burzy. Mazowieccy samorządowcy wprawdzie rzetelnie przedstawiają utracone kwoty i słusznie zwracają uwagę na pewną toporność algorytmu w oparciu o który Janosikowe jest wyliczane. Ale na tym na ogół rzetelność się kończy. Dalej podawane są potrzeby Warszawy oraz województwa, a sama idea transferu jest niejednokrotnie podważana. Właśnie wysłuchałem w TV jednej z takich dyskusji i po informacji, że trzeba woj. mazowieckiemu ulżyć bo region wytwarza 22% PKB. Miał to być argument wskazujący skalę potrzeb regionu, ale i zasług dla kraju na tle których janosikowe to jak rozumiem okrutna niesprawiedliwość i kara.

By ocenić ideę janosikowego i rzekome nieszczęście mieszkańców Warszawy oraz regionu, należy spojrzeć z dość odległej perspektywy. Przede wszystkim zacząłbym od pytania jakież to przewagi ekonomiczne ma Warszawa, do której ograniczę dalsze rozważania. Jedną podstawową, która niestety z gospodarką rynkową nie ma nic wspólnego. U podłoża ekonomicznego sukcesu Warszawy leży fakt natury administracyjnej, czyli to że jest stolicą. Tak samo stolicą może być Łódź lub Wrocław. To tylko kwestia politycznej decyzji. Z tego powodu natychmiast stolica obrasta dziesiątkami ministerstw i mnóstwem innych państwowych instytucji itd. Proponuje spojrzeć na statystyki zatrudnienia urzędników państwowych wg województw. Duża liczba mieszkańców i mnogość ważnych państwowych instytucji ściąga podmioty gospodarcze i centrale firm o ponadregionalnym zasięgu, buduje się biurowce, hotele. I tak rozkręca się ekonomiczny samograj oparty na administracyjnej decyzji. Stolica tylko na tym zyskuje.

Dyskusja o sensie janosikowego i jego skali, wymaga podania drugiej strony rachunku. Mam na myśli to co Warszawa zyskuje bądź to co jest przenoszone jako koszt na resztę społeczeństwa, a o czym samorządowcy milczą. Rachunek ekonomiczny łatwy nie jest, ale podam kilka ciekawych przykładów. Pracownik sektora finansów, powiedzmy specjalista, w Warszawie wynagradzany jest przynajmniej o 20% wyżej niż w innych dużych miastach. Firma wiele nie traci, bo nadpłacanie za pracę w stolicy i tak można wpisać w koszty. A ten o 20% droższy pracownik wydaje pieniądze w Warszawie. Wg GUS koszty np. żywności wcale w Warszawie nie są większe niż kilku innych dużych krajowych ośrodkach miejskich. A że ceny mieszkań są szokujące? To że średnia za nowe mieszkanie w stolicy to ok. 8 tys. zł, czyli jest zawyżona o przynajmniej 30%, tez nie powinno mnie interesować. Oczywiście znam prawo podaży i popytu, ale skoro w Katowicach buduje się mieszkania taniej i ceny są niższe …., Tymczasem zasada ustalania dopłat do kredytów mieszkaniowych powodowała, że społeczeństwo dopłacało przez kilka lat do nadmuchanych cen mieszkań na rynku warszawskim. W niektórych okresach niemal 30% korzystających z programu Rodzina na swoim pochodziło z Warszawy i okolic. Krótko mówiąc, deweloperski sukces stolicy odbywał się częściowo na koszt wszystkich podatników. Tam był największy boom budowlany i dobrze płatna praca w budownictwie.

 Kilka tygodni temu przeglądałem liczbę rejestrowanych pojazdów ciężarowych i autobusów wg regionów. Znowu górowała Warszawa. Po przeliczeniach wyszło na to, że co najmniej 30% (co najmniej !!! bo byłem bardzo nadzwyczaj ostrożny w tych rachunkach) tych pojazdów jest rejestrowana w stolicy z racji siedziby centrali firmy. System danin z tym związanych jest bardzo dla stolicy korzystny. Gdyby podatki związane z pracą pojazdów były odprowadzane regionalnie wg miejsca wykonywania pracy, Warszawa byłaby okrutnie na tym stratna.

To tylko wybrane drugorzędne przykłady wskazujące że mazowieccy samorządowcy są, najdelikatniej mówiąc, niedokładni w rachunkach. Stolica ogromnie na przemianach makroekonomicznych skorzystała i głównie w oparciu o czynniki natury administracyjnej i politycznej, a nie ekonomicznej. Ten ostatni jest po prostu pochodną dwóch wcześniejszych.

Rozumiem, że stolica ma problemy z brakiem tanich gruntów pod budowę, korkami na ulicach itd. Ale możemy zrobić coś odwrotnego. Ja wobec powyższego proponuję przenoszenie państwowych urzędów do, przykładowo, pozostałych miast wojewódzkich. To swoją drogą fantastyczny sposób na politykę regionalną i równomierny rozwój kraju. Zapewniam, że dziesiątki tysięcy obywateli chętnie pogodzi się ze staniem w korkach byleby mieć ciekawszą i lepiej płatną pracę, a przede wszystkim by ulżyć stolicy i województwu mazowieckiemu w „wyrabianiu” PKB.

O marekzelinski

Marek Żeliński. Ekonomista z wykształcenia. Zawodowo związany jestem z sektorem bankowym.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Opinie. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.