500+. Program, którego ocena jest zabroniona.

Przemknęła mi w mediach ocena  programu 500+ pod kontem poprawy dzietności. Od czasu do czasu i ja zerkam w dane demograficzne. Niestety, na chwilę obecną można powiedzieć, że w kontekście dzietności program okazał się porażką. A w najlepszym wypadku miał neutralny wpływ na naszą skłonność do powoływania na świat dzieci.

Nie zamierzam w tym wpisie dokonywać poważniejszej oceny programu 500+. Pod kontem dzietności, przeprowadzałem taką analizę jakiś czas temu. LINK. Tym razem pozwolę sobie na garść krytycznych refleksji, bo trudno mi zrozumieć, dlaczego nad programem 500+ zapanowała atmosfera zakazu krytyki. Zapanował jakiś komentatorski paraliż. Nie mam najmniejszej ochoty mu się podporządkowywać.

Czym miał i ma być program 500+? Jaki był jego cel? Tego to już chyba nikt nie potrafi teraz powiedzieć. A już na pewno nie jego pomysłodawcy, czyli politycy PiS. Oni sami wraz z upływem czasu różnie rozkładali akcenty.

Dzietność. To początkowo jeden z czołowych argumentów. Niestety, dzietność poprawiła się przez bardzo krótki okres, a i tak nie była większa niż w latach naszego poprzedniego boomu gospodarczego sprzed ponad 10 lat, kiedy o 500+ nikomu się nie śniło. Demografowie zwracali uwagę, że nie tak prosto trwale poprawić dzietność. Naukowcy i eksperci z innych dziedzin przypominali, że szasną na poprawę dzietności jest głownie rozwinięcie szeregu usług i  instrumentów wsparcia dających bezpieczeństwo, wsparcie i opiekę rodzinie powołującej na świat dziecko. Politycy prawicowi postanowili jednak banalnie rozdać pieniądze. Gdy już po ok dwóch latach od startu programu wiadomym było, że 500+ nie jest programem demograficznym, politycy prawicowi szybko porzucili ten argument.

Walka z biedą. Tu program odnotował największy sukces. Pytanie jednak, czy w ramach walki z ubóstwem warto rozdawać pieniądze wszystkim, którzy mają dzieci? Z tego punktu widzenia program należało oprzeć na kryterium dochodowym. Patrząc na zjawisko biedy i jej rozkład w społeczeństwie, to program 500+ uczynił tu wiele dobrego raczej przy okazji, bo co do zasady podstawowym kryterium jest liczba dzieci, a nie poziom dochodów. Szybko też okazało się, że bieda nadal istnieje w tych gospodarstwach domowych, które dzieci nie mają w ogóle lub są one już dorosłe.

Podział dochodu, bogactwa. W biegiem czasu na popularności zyskał argument, że 500+ to forma podziału wypracowanego w czasach rządów PiS dochodu narodowego. To argument dyskusyjny. Jak w przypadku walki z ubóstwem, podział dochodu jest nierówny. Część Polaków nie dostała nic, bo nie są beneficjentami programu. Biorąc zaś pod uwagę źródła finansowania programu, to argument o podziale dochodu staje się zgrabnym politycznym oszustwem.

500+ jako odpowiednik Bezwarunkowego Dochodu Podstawowego (BDP). BDP to głównie konik lewicy. No i tu też klops, bo 500+ nie jest powszechne. Po drugie sama w sobie teoria BDP jest niepoważna, ale jej sympatycy nie przyjmują tego do wiadomości. Sympatycy BDP podkreślają, że 500+ udowadnia, że państwo jest w stanie unieść programy typu BDP. To nonsens, bo 500+ jest poważnym obciążeniem dla finansów państwa, na co niejednokrotnie zwracałem uwagę w moich wpisach. Zwraca na to uwagę część ekonomistów, ale oni są teraz niemodni. Niestety.

500+ jako forma nakręcania wzrostu gospodarczego poprzez popyt. 500+ w popycie generowanym przez gospodarstwa domowe w rachunku PKB stanowi marginalną jego część. Ponadto tempo PKB zaczęło zwalniać już w ubiegłym roku, mimo dosypywania pieniędzy w postaci rozszerzania 500+ oraz dodatkowych emerytur. Miłośnicy zabaw danymi makroekonomicznymi bez wysiłku zauważą, że wpływ 500+ na popyt i na wzrost gospodarczy jest mocno przesadzony. Ponadto nie nakręca się popytu w chwili wzrostu gospodarki bo to nie ma sensu. Pojawiają się napięcia cenowe (wzrost inflacji!) i destabilizuje się podaż poprzez nakręcany popyt.

Kolejna element tarczy antykryzysowej. To jedna z najnowszych teorii, modna w kołach rządowych. Po prostu, biorąc pod uwagę upór rządu w utrzymaniu 500+, jakąś teorią trzeba do programu dopasować. Część ekonomistów oczekiwała, że w czasie gdy szukamy pieniędzy na ratowanie się przed skutkami kryzysu, 500+ zostanie ograniczony, by zmniejszyć deficyt finansów publicznych oraz by odblokowane środki przekazać na wsparcie utraconych wynagrodzeń, wsparcia dla tych co stracą pracę itd. Niestety, politycy koalicji rządowej są uparci. 500+ jest i będzie, bo tak obiecano. A, że spowoduje to podkręcenie deficytu finansów publicznych i zadłużenia, to polityków już nie interesuje.

 Zarzut lewicy o wspieranie prywatyzacji usług wskutek wprowadzenia 500+ i wycofywanie się państwa z naszego życia. Coś w tym jest i widać to od kilku miesięcy m.in. w składnikach inflacji. Rząd zamiast dofinansować usługi zdrowotne, edukacyjne, komunikacyjne itd. rozdał ludziom pieniądze. Efekt? To czego nam brakuje w życiu codziennym, nabywamy na zasadach rynkowych. Skoro, przykładowo, rozczarowani jesteśmy wynikami dziecka w nauce, to kupujemy usługi w postaci tzw. ‘korków’. Itd.

Na co przeznaczamy 500+. Sondaże (tzn. ich wyniki) dot. wydatków 500+ wzbudzają nieco kontrowersji. Nie brnąc w szczegóły oprę się na temacie, który na forach internetowych wywołał nieco zamieszania. Otóż konieczność zdalnej edukacji ujawniła, że niemała część dzieciaków nie ma dostępu do komputera. To wywołało na forach (politycy bali się tknąć temat) pytania o to, na co poszły pieniądze z 500+? Moim zdaniem, to bardzo dobre pytanie. Jeszcze w okresie wakacyjnym premier M.Morawiecki chwalił się, że 500+ pozwolił wielu rodzinom na spędzenie wakacji nad morzem. W niektórych przypadkach po raz pierwszy. Owszem, argument chwytający za serce i stępiający ostrze krytyki. Niemniej pytanie o to jak beneficjenci 500+ wydają pieniądze, skoro zabrakło na taniego laptopa dla dziecka, jest moim zdaniem jak najbardziej zasadne. Nie widzę powodów i przeciwskazań, by nie poddać badaniom wydatkowanie środków z 500+, bo wygląda na to (potwierdzają to częściowo badania), że środki z 500+ niekoniecznie są wydawane rozsądnie. To kieruje nas w stronę pytania o sens i cel programów takich jak 500+.

Program 500+ budzi potężnie spory i sprzeczne opinie. Ja tradycyjnie proponuję każdemu dokładnie zapoznać się z finansami publicznymi, stroną wpływów, wydatków i ich strukturą. Zapewniam, że to błyskawicznie sprowadza człowieka na ziemię.

O marekzelinski

Marek Żeliński. Ekonomista z wykształcenia. Zawodowo związany jestem z sektorem bankowym.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Opinie. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.