Podatek cukrowy. Chcemy się niezdrowo odżywiać, to płaćmy za leczenie.

Rząd koalicji prawicowej, chcąc nie chcąc, będzie co jakiś czas przemycał w ustawach kolejne podatki. Rozpasany program socjalny obecnej ekipy rządzącej i skutki kryzysu zmuszają rząd do szukania pieniędzy. Wejście w życie tzw. podatku  cukrowego było w zasadzie zapowiadane od kilku lat. W obecnych okolicznościach gospodarczych rząd nie ma już z czym zwlekać. Oczywiście rząd i prezydent wyczekali, aż będą za nami wybory prezydenckie i ustawa wprowadzająca podatek cukrowy została zaakceptowana przez prezydenta. Ma wejść w życie z nowym rokiem.

Dyskusja czy opłata cukrowa naliczana od zawartości cukru w napojach jest podatkiem czy nie, jest co najmniej zabawna i zbędna. Rząd upiera się, że to nie podatek i że nie dotyczy osób fizycznych. To ma niby potwierdzać, że rząd konsekwentnie nie podnosi obciążeń podatkowych obywatelom. Owszem, biorąc pod uwagę definicję podatku, opłata cukrowa podatkiem nie jest. Biorąc jednak pod uwagę, że przede wszystkim uderzy w konsumentów, to będzie dla nich obciążeniem i zapewni wzrost  wpływów do finansów publicznych. Brak zero-jedynkowego przełożenia na zwrotną usługę świadczoną przez państwo obywatelowi, czyni opłatę cukrową świadczeniem zbliżonym do podatku.

Po drugie, należy pamiętać, że w wyniku strajku lekarzy rezydentów, rząd zobowiązał się do podnoszenia nakładów na służbę zdrowia w relacji do PKB. Podatek cukrowy będzie jednym z wielu źródeł dodatkowych nakładów. Mówiąc dosadniej, można by powiedzieć obywatelom: chcecie wzrostu nakładów na służbę zdrowia, to sobie za to zapłacicie. Nie mam wątpliwości, że za jakiś czas wzrost nakładów na służę zdrowia będzie medialnie sprzedany jako efekt gospodarowania rządów prawicowych.

Bez specjalnej przewrotności można też powiedzieć, że wpływy z podatku cukrowego do NFZ  (ma tam trafić 95% wpływów z podatku cukrowego) w kwocie bliskiej 3 mld zł, pozwolą rządowi na przeznaczenie/odblokowanie analogicznych pieniędzy na inne (być może polityczne) cele. Podsumowując, opłata cukrowa formalnie to nie podatek, ale ma wiele jego cech i podobieństw.

Pomijając już gorszący upór urzędników rządowych, stojących na stanowisku, że opłata cukrowa to nie podatek, z jego ideą czy raczej przeznaczeniem trudno się nie zgodzić.

Analiza wpływu anAalogicznych obciążeń w innych krajach nie wskazuje jednoznacznie, by tego typu obciążenia dopisywane do rachunku za słodkie napoje miały się istotnie przyczyniać do redukcji spożycia przesłodzonych napojów i zmiany nawyków żywieniowych. Doświadczenia poszczególnych krajów są raczej mieszane. Mało kto chyba jednak wierzy, że bogacące się społeczeństwo z powodu niewielkiego wzrostu ceny słodkiego napoju, nagle istotnie zredukuje jego spożycie tyko z powodu ceny. Okrutnie przyznajmy, że podatek cukrowy ma po prostu zapewnić wpływy na leczenie ludzi, którzy lekceważą zasady zdrowej diety. Jestem zwolennikiem zasady, by – tam gdzie jest możliwe i moralnie uzasadnione – indywidualizować źródła finansowania publicznej służby zdrowia, czyli by leczeniem poszczególnych chorób obciążać ludzi, którzy świadomie i demonstracyjnie lekceważą swoje zdrowie.

Podatek cukrowy nie jest pomysłem idealnym. Być może byłoby lepiej skoordynować jego wprowadzenie z akcją edukacyjną. Takie się głosy krytyków. Przyznajmy jednak szczerze, że media od lat bombardują nas informacjami o zasadach zdrowego żywienia i efekt jest raczej mizerny. Skoro więc lekceważąco podchodzimy do spożywania cukru, to przynajmniej starajmy się pokryć koszty naszego leczenia.

O marekzelinski

Marek Żeliński. Ekonomista z wykształcenia. Zawodowo związany jestem z sektorem bankowym.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Opinie. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.