Budzet – założenia makroekonomiczne na 2008 r.


W ostatnich dniach przedstawiono
założenia makroekonomiczne dla budżetu na przyszły rok. W gruncie rzeczy trudno
się z nimi nie zgodzić i chyba dlatego założenia przeszły w mediach bez
większego echa.

Założono wzrost PKB w 2008 o 5,7%. Na tle rynkowych prognoz,
to nieco powyżej średniej. W porównaniu z 2006 i bieżącym rokiem prognozowany
wzrost wydaje się relatywnie optymistyczny. Na porównanie z ekonomistami tzw.
niezależnymi też należy patrzeć ostrożnie. Na przestrzeni lat, analizując
prognozy gospodarcze zauważyłem, że ekonomiści z instytucji finansowych mają
tendencję do minimalnego zaniżania w swoich prognoz, trochę jakby za karę że
każdy kolejny rząd nie chce przeprowadzić reform zgodnych z ich propozycjami.
Kiedy prognozy okazywały się niedoszacowane, tłumaczono to szczęściem jakie
sprzyjało rządzącym. Często mam wrażenie, że nie wyobrażamy sobie by Polska
mogła utrzymać długotrwale tempo wzrostu wyraźnie powyżej 5%. Trudno mi
powiedzieć, czy nasza (bo i mnie to chyba trochę też dotyczy) świadomość makroekonomiczna
ukształtowała się na bazie ostatnich kilkunastu lat doświadczeń i nie śni nam
się nawet większy wzrost czy
„długotrwałe” 5% PKB, czy też w przekształcanej i szybko globalizowanej
gospodarce po prostu nie da się utrzymać tempa 5% PKB lub wyższego w dłuższym
terminie bez na przykład „dopalacza” w postaci otwarcia nowych rynków zbytu
(2004 r.), koniunktury w otoczeniu gospodarczym czy wspomaganiu kursem
walutowym (nie wprowadzania pełnej liberalizacji rynku walutowego). My w
naszych przemianach poszliśmy drogą dość odważną, co może gospodarce utrudniać
wchodzenie na bardzo wysokie obroty przynajmniej w pierwszych latach okresu
przemian. Ja tej drogi nie potępiam. Przy kraju naszych rozmiarów i aspiracji
międzynarodowych, szukanie mitycznej trzeciej drogi mogłoby się skończyć
nieszczęśliwie.

A wracając do założeń, prognoza Ministerstwa Finansów
reprezentuje wariant być może optymistyczny, ale ma szanse realizacji.
Optymistycznie MF prognozuje wzrost wpływów budżetowych. Dochody podatkowe mają
wzrosnąć o ponad 15%. Przypomnę, że od ok. dwóch lat wpływy podatkowe
zwiększają się w tempie ok. 10% z niewielkimi wahaniami. Jest to tempo
wyjątkowe i wyjątkowo długo się utrzymujące. Opieranie prognoz na utrzymanie
trendu jest trochę niebezpieczne. Ale przyznać też muszę, że trudno mi
empirycznie podważyć założenia podatkowe. W naszej najnowszej historii
gospodarczej brak okresów, które można by użyć do porównań. Branie pod uwagę
lat 1993-1994 nie jest moim zdaniem słuszne.

Rząd nie spieszy się z obniżaniem deficytu budżetowego.
Rząd zakłada wysoki wzrost gospodarczy, który sam i za nas dokona redukcji
deficytu. Czyli tak jak dzieje się dotychczas. Biorąc pod uwagę obecny deficyt,
to rząd i tak pozostawia sobie spore pole manewru. Mówiąc prościej, rząd poważniejszą
debatę we własnym gronie o deficycie przesunął na kolejny rok. Niestety problem
jest poważniejszy, bo nasza metodologia liczenia deficytu zaniża jego wartość.
Wg obecnej metodologii deficyt w przyszłym roku utrzyma się na poziomie ok.
2,5%.

Odważnie i uczciwie w założeniach określono wartość
deficytu obrotów bieżących na ponad 4,5% PKB. Zwolni nieco tempo wzmocnienia
waluty. Złoty w rozumieniu waluty referencyjnej wzmocni się o ponad 4% realnie,
przy czym wzmocnienie będzie w połowie wynikało z wzmocnienia nominalnego.

Przyłączę się do chóru analityków, którzy zdziwieni są
prognozą stopy referencyjnej. Wzrost z 4,3% w tym roku na 4,7% w przyszłym. W
połączeniu z prognozą inflacji widać, że MF nie widzi poważniejszych zagrożeń
inflacyjnych bądź innych, które mogłyby wywoływać takie zagrożenia. W
połączeniu z prognozą zmian złotego, restrykcyjność polityki pieniężnej w
porównaniu z latami 2006 i prognozowanym 2007, osłabnie o 1% – 2%. Osłabnie w
okresie na który mogą przypaść konsekwencje wzrostu popytu z obecnego roku i
przyszłego.

Napięcia płacowe z obecnego roku, w przyszłym mają ulec
ograniczeniu. W tym roku
wynagrodzenia wzrosną realnie o 6%, a w przyszłym o prawie
4%, czyli też nie mało.

Ciekawa jest prognoza stopy bezrobocia – 9,9% w 2008 r..
Analitycy MF czytali chyba mój tekst ostatni o bezrobocie i potencjalnym tempie
dalszego spadku ( 🙂; oczywiście żartuję). MF zakłada na obecny rok
spadek bezrobocia o ponad 20%, a na przyszły rok spadek w tempie o połowę
wolniejszym, co wydaje się słuszne.

W gruncie rzeczy założenia można podzielić na w większości
racjonalne i w mniejszej części na optymistyczne, ale możliwe do realizacji.


O marekzelinski

Marek Żeliński. Ekonomista z wykształcenia. Zawodowo związany jestem z sektorem bankowym.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Gospodarka. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.