Poziom podatków w krajach UE. Trudno wydawać więcej niż się zbiera z podatków.

Niedawno Eurostat opublikował bardzo ciekawą statystykę dotyczącą poziomu opodatkowania (i innych obciążeń o podobnych charakterze, w tym składki emerytalne) obywateli i przedsiębiorstw w krajach UE. (Dalej będę w uproszczeniu używał określenia: podatki, podobnie zresztą jak raport Eurostatu). Temat ciekawy przynajmniej z dwóch powodów. Pierwszy to skala opodatkowania i redystrybucji oraz porównanie krajów. Czyli czysta statystyka, co nie zmienia faktu, że ciekawa. Drugi – spory i dyskusje nad modelem społeczno-gospodarczym, jakie toczą się również w Polsce. Co i rusz, ten i ów publicysta ogłasza koniec liberalizmu w gospodarce, który rzekomo dominował w minionych dekadach w Polsce i w Europie.

W krajach UE od 2002 (dane Eurostatu) udział podatków w relacji do PKB jest względnie stały, ok. 39%. Minimalnie inaczej jest w przypadku opodatkowania w krajach strefy euro: 41,3% (średnia z okresu 1995-2016). Dla porządku już tylko dodam, że to co na potrzeby tego wpisu określam jako podatki, jedynie (bądź aż) w 90% odpowiada pojęciu general government. General government to, w uproszczeniu, całość finansów publicznych. Jak widać, finanse publiczne, to w 90% podatki pośrednio i bezpośrednio pobierane od obywateli i podmiotów gospodarczych. Tak więc nie ma i nie było czegoś takiego jak jakieś ukryte przez złych liberałów pieniądze na wydatki socjalne. Rozdajemy tylko to co zbierzemy od obywateli. I jeżeli uważamy, że przykładowo sfera socjalna jest zaniedbana, to albo nierozsądnie wydajemy w kraju pieniądze, albo wśród obywateli jest spore zróżnicowanie w poglądach co do skali i kierunków redystrybucji. Ten ostatni problem (spór) rozwiązujemy w wyborach parlamentarnych.  Innej możliwości nie ma. Redystrybucja na poziomie 40% do PKB wskazuje, że spory o to czy mamy liberalizm czy nie w Europie, są bezzasadne lub wręcz niepoważne. Polski to też dotyczy.

Poziom opodatkowania w relacji do PKB jest w UE mocno zróżnicowany. Od 28% do aż 47%. Na ogół, to bogatsze kraje UE odnotowują wyższe udział, niemniej nie jest to zasadą. Rekordzistami są: Dania, Belgia i Francja (wspomniane 47%). Niemcy: niemal 40%. Kraje Europy Środkowo-Wschodniej, poza Węgrami ze wskaźnikiem 39%, koncentrują się w przedziale 30%-35% (dane za 2016 r.).  Polska uzyskała wskaźnik: 34,4% . Warto wspomnieć, że na social protection Węgrzy dają (w relacji do PKB) niewiele więcej od nas. Najniższe wskazania uzyskały np. Szwajcaria, Irlandia, Wielka Brytania itd., czyli  kraje dość bogate (na tle bardzo dużego PKB redystrybucja jest odpowiednio mniejsza).

Wbrew pozorom w Polsce redystrybucja nie jest mała. Można dyskutować o przeznaczeniu publicznych pieniędzy, ale to już inna kwestia. Udział wydatków na social protection, które budzą najwięcej emocji,  jest w Polsce niemal identyczny jak na Węgrzech, w Czechach, Słowacji, Bułgarii i Rumunii, 18%-20% (w relacji do PKB), czyli niemal identyczny. To może zaskakiwać w porównaniu ze skalą oskarżeń w Polsce o rzekomo niskie nakłady na szeroko rozumiane wsparcie społeczne. Social protection obejmuje również system emerytalny, co może w pierwszym odruchu budzić sprzeciw. Nie jest to wcale błąd. Bodaj każde państwo w system emerytalny wplata politykę społeczną (dopłaty do najniższych emerytur, przywileje emerytalne itd.).

Problem polega na tym, że wielu obywateli oczekuje wyższych nakładów na social protection, nie przyjmując do wiadomości, że państwo socjalne finansują niemal wszyscy obywatele ze swoich podatków. W Polsce panuje bardzo silne przekonanie, że stać nas na znacznie większe wydatki socjalne. Niestety premier Beata Szydło wprowadzając w życie program 500 plus i manipulując danymi, tylko utwierdzała Polaków w tym przekonaniu.

Minione dwa lata, zamiast ułatwić dyskusję o transferach społecznych, tylko ją utrudniły. Miliony obywateli i dziesiątki lewicowych komentatorów są święcie przekonani, że wzrost nakładów na social protection może się dokonywać bez troski o zapewnienie finansowania czy wzrost zadłużenia. Niestety tak się nie da. Widać to m.in. w Niemczech, które są dla wielu Polaków wzorcem social protection. Z wygody nie chcemy wiedzieć skąd pieniądze na social protection w Niemczech się biorą. A wystarczy spojrzeć na liczby.

Jak wyżej wspomniałem, skala niemieckiej redystrybucji to ok. 40% PKB. O ok. 7 pkt. proc. więcej niż u nas. Wydatki na szeroko rozumiane wsparcie społeczne (kategoria social protection w raportach Eurostatu) są o ok. 10 pkt.proc. większe niż w Polsce. Tylko, że skoro redystrybucja podatkowa wynosi 40%, to znaczy, że szerokie kręgi obywateli Niemiec są opodatkowane na rzecz social protection, bo inaczej się nie da.

No więc jeżeli chcemy mieć jak Niemcy, to musimy się ostro opodatkować by dojść do 40% PKB zebranych rocznie podatków. Już proste przeliczenie przez makro wielkości i przy 16,5 mln osób pracujących wskazuje, że musielibyśmy się dodatkowo opodatkować na ponad 500 zł miesięcznie. No chyba, że ‘rozłożymy’ to również na emerytów, to może da się zejść poniżej 400 zł miesięcznie dodatkowego obciążenia. Nadal chcemy jak Niemcy?

Na tle innych państw UE nasz system podatkowy relatywnie mało ‘korzysta’ z podatków dochodowych. Trzeba przyznać, że np. nasza skala podatkowa w PIT jest dość łaskawa dla podatników. Myli się jednak ten kto sądzie, że zbierzemy potrzebną kwotę tylko z tzw. ‘bogatych’. Kwota jest tak olbrzymia a ‘bogatych’ zbyt mało, , że musielibyśmy już ostro opodatkować obywateli, których wynagrodzenie zawiera się w przedziale między medianą a średnią. I już tylko z tego powodu, politycy PiS nawet o tym nie wspominają.

Cóż, jak widać nie jest to wszystko takie proste. Problemem są nie tylko politycy, ale i świadomość obywateli, którym wygodnie jest wierzyć, że wydatki państwa mają luźny związek z dochodami. Minione dwa lata, zamiast ułatwić dyskusję o transferach społecznych, tylko ją utrudniły. Miliony obywateli i dziesiątki lewicowych komentatorów są święcie przekonani, że wzrost nakładów na social protection może się dokonywać bez troski o zapewnienie finansowania czy wzrost zadłużenia.

Sorry, ale na tą chwilę nie mamy nawet zapewnionego trwałego finansowania programu 500 plus. Mówię o sytuacji, gdy tempo PKB będzie poniżej  przeciętnego i nie będzie budżetowych ‘prezentów’ w postaci wpłat za LTE czy zysku NBP.

Polecam lekturę:

http://ec.europa.eu/eurostat/documents/2995521/8515992/2-07122017-BP-EN.pdf/0326ff22-080e-4542-863f-b2a3d736b6ab

http://ec.europa.eu/eurostat/statistics-explained/index.php/Social_protection_statistics_-_main_indicators

 

 

Zaszufladkowano do kategorii Finanse osobiste | Dodaj komentarz

Wyniki PKB po III kw 2017. Państwo oszczędza na wydatkach publicznych.

2017_11_30_spozycie_i_nakady_w2

Z rachunkiem PKB tak to już jest, że zawsze coś ekonomistom nie podoba. Czasami jest to takie ekonomiczne gderanie i szukanie dziury w całym, a czasami nie. Tym razem jest właśnie to „a czasami nie”.

Z inwestycjami jest dobrze i źle. Tak zwane nakłady brutto na środki trwałe wzrosły y/yw III kw o 3,3%. Skromnie. PKB wzrósł w III o 4,9%. Biorąc pod uwagę skalę wykorzystania majątku produkcyjnego (badania GUS) i popyt w gospodarce, wstrzymywanie się z inwestycjami jest niespotykane i trochę niepokojące. Pozostaje nam czekać na dane za IV kw. Niemal każdego roku, na IV kwartał przypada 40% nakładów inwestycyjnych.

Niestety udział inwestycji w PKB spadł do 17,6%. Jak na kraj z ambicjami rozwojowymi, to absolutnie za mało. W krajach strefy Euro, ta relacja wynosi 20,5% po II kw 2017 r. i od wielu kwartałów rośnie. Wierzę (tzn. chce wierzyć), że w 2018 ta relacja zacznie się poprawiać. Jednym z winowajców jest sektor państwowy. W poprzednim wpisie na blogu zwróciłem uwagę, że inwestycje ograniczyła energetyka i górnictwo.

Owszem, wzrost gospodarczy jest satysfakcjonujący, ale jego struktura już nie. Patrząc na roczne dane, nasz wzrost nadmiernie napędza popyt gospodarstw domowych. Wbrew pozorom, nie jest  to najzdrowsze. Udział popytu gospodarstw domowych  w PKB to niemal 60% PKB. W przyroście zaś udział popytu to ok. 70%. Traci na znaczeniu w tym roku saldo wymiany handlowej (już tylko 5% udziału w przyroście PKB). Pomaga utrzymywanie się przyrostu środków obrotowych podmiotów (ponad 23% udziału). Nie jest to niestety czynnik rozwojowy, a na dodatek krótkotrwały (zazwyczaj kilka kwartałów).

Jedną z ciekawostek jakie potwierdziły wyniki PKB za III kw jest spadek udziału spożycia zbiorowego w PKB, które obejmuje m.in. spożycie publiczne (instytucje niekomercyjne działające na rzecz obywateli oraz dobra ogólnego, np. ochrona narodowa, oświata itd.). Krótki opis tego co wchodzi w skład spożycia zbiorowego podaje u dołu; informacja pochodzi z cyklicznych opracowań GUS „Rachunki kwartalne Produktu Krajowego Brutto w latach….”. Spożycie publiczne już czwarty kwartał z rzędu notuje słabszą dynamikę y/y. W III kw było to niecałe 2%. W relacji do PKB, spożycie publiczne wynosi obecnie 17,6% (średnia z lat 2007-2016 to 18,2%). Nie są to jeszcze zmiany drastyczne, ale już nawet w rachunku PKB widać to na co zwracają uwagę makroekonomiści: dobra obecnie sytuacja w finansach publicznych (w tym w budżecie) to m.in. efekt ograniczania i odkładania w czasie wydatków w szeroko rozumianej sferze publicznej.

Podsumowując. Jest znaczny wzrost PKB i należy się z niego cieszyć. Byłoby dobrze, gdyby w najbliższych kwartałach zaczęła się poprawiać struktura wzrostu PKB.

2017_11_30_definicje

Zaszufladkowano do kategorii Gospodarka | Dodaj komentarz

Nadal brak przełomu w inwestycjach.

2017_11_26_naklady_do_PKB

GUS opublikował dane finansowe przedsiębiorstw niefinansowych (ech, ten statystyczny język) za III kw 2017. Pewnie większość z miłośników grzebania w danych GUS rzuciła się na zakładkę ‘Tabl. 45’ pliku excel’owego z danymi o inwestycjach. I? I jest słabo. Brak przełomu. Ale o tym nieco dalej. Wpierw krótki opis, czy raczej skrót, najnowszych danych.

Po wstępnych danych o PKB za III kw wiadomo już, że w tym roku wzrost gospodarczy wyniesie ok. 4%. To dobry wynik, co widać m.in. po spadającym bezrobociu. Wg prognoz mało prawdopodobne jest utrzymanie takiego wskazania w średnim terminie. Niemniej jest szansa na utrzymanie tempa wzrostu min. 3%, co złym wynikiem nie jest. Musimy pamiętać, że okres dobrej koniunktury trwa już jakieś 3-4 lata i, porównując z poprzednimi okresami koniunktury, ok. 2/3 okresu szaleństwa za nami.

2017_11_26_PKB_UE_i_Polski

Zanim wpadniemy w nadmierny zachwyt nad sobą, to trzeba przypomnieć, że nadal nasz wzrost gospodarczy w znacznym stopniu uzależniony jest od koniunktury w UE. Wzór na nasz wzrost pozostaje niezmienny: PKB w UE + 2 pkt. proc = PKB w Polsce. To oczywiście żartobliwe ujęcie, ale gdy się spojrzy na wykres, inaczej być nie chce.  A unijny ‘dopalacz’ wiecznie trwać nie będzie.

W III kw 2017 r. przychody przedsiębiorstw wzrosły o 9,2% y/y. To ładny wynik. Średnie kwartalne dynamiki z dwóch lat poprzednich to 2,3% w 2015 r. i 3,7% w 2016 r. Średnia dla tego roku to ok. 9,5%. Mimo tak znacznej dynamiki wzrostu, nie udało się poprawić wyników finansowych, jeżeli przyjąć, że wskaźnikiem reprezentatywnym dla wyników jest rentowność netto sprzedaży. Rentowność netto sprzedaży dla podmiotów ogółem za sam tylko III kwartał wyniosła 4,2%, przy 4,3% w III kw ubiegłego roku.  Natomiast rentowność netto roczna krocząca wyniosła: w 2017 r. 4,4% przy 4,3% po III kw 2016 r.  W przypadku podmiotów zaliczanych do przetwórstwa przemysłowego, rentowność roczna krocząca obniżyła się z 5,4% w III kw 2016 r. do 5,0% w III kw 2017 r.

Udział podmiotów osiągających dodatni wynik netto nie jest większy niż roku temu. (w 2016 r. na koniec III kw 77,%, w 2017 r. 76,3%). Nie chce bynajmniej odbierać radości z wyników tegorocznych i ostatniego kwartału. Są naprawdę dobre. Warto jednak zwrócić uwagę, że wyniki podmiotów niefinansowych wiecznie poprawiać się nie będą. A mimo tego, że są dobre, przedsiębiorstwa nadal ostrożnie podchodzą do inwestowania, co jest chyba jedną z największych zagadek ostatnich kwartałów.

Inwestycje po trzech kwartałach 2017 są raptem 0,5% większe od ubiegłorocznych. Niestety można powiedzieć: w inwestycjach bez zmian. Być może istotną zmianę przyniesie IV kw, na który przypada ok. 35% nakładów z całego roku. Nieco lepiej wygląda sytuacja w działach przetwórstwa przemysłowego: wzrost y/y o 3,3% (wynik łączny dla przetwórstwa). Niestety, kiedy spojrzy się na zmiany z przeszłości (tej bliższej i dalszej), to najwyraźniej tempo wzrostu inwestycji  w przetwórstwie przemysłowym najwyraźniej spada, zamiast rosnąć. Pocieszeniem może być mocny trend wzrostowy inwestycji w handlu czy wychodzenie z marazmu (inwestycyjnego) w budownictwie. Nadziej daje też kilka działów gospodarki należących do przemysłu.

Brak przełomu w inwestycjach wynika m.in. z polityki sektorów zdominowanych przez państwo. Gdyby wskazać kilka głównych przyczyn stagnacji w inwestycjach, to niewątpliwie ‘winnymi’ są tu m.in.  szeroko rozumiana  energetyka (dział PKD 35) i górnictwo. Sytuacja finansowa niektórych państwowych firm i polityka państwa zmierzająca do ratowania jednych firm kosztem drugich, ma niestety swoje negatywne konsekwencje dla inwestycji.

Wierzę jednak, że w kolejnych kwartałach nakłady zaczną rosnąć. Sugerują to porównania z sytuacją z lat wcześniejszych, czy zbliżające się do maksymalnego, wykorzystanie mocy produkcyjnych (badania GUS).

 

Zaszufladkowano do kategorii Gospodarka | Dodaj komentarz

Czy stopy procentowe wzrosną?

2017_11_19_inflacja

Ostatnia zmiana stóp procentowych miała miejsce 2,5 roku temu. Wtedy to zakończyła się, trwająca od II poł. 2012 r., sekwencja obniżek. Czy stopy procentowe wzrosną? A jak tak, to kiedy? Te pytania powoli pojawiają się w mediach. Faktycznie, następuje splot kilku czynników, które wzrostowi inflacji bardzo sprzyjają.

Po dwóch latach ujemnej inflacji , jesteśmy świadkami szybkiego jej wzrostu. Pozornie możemy to sobie tłumaczyć efektem bazy. Niestety, inflację ciągną w górę w znacznym stopniu ceny żywności. I to właśnie żywność w poprzednich cyklach cenowych była na ogół sygnałem uprzedzającym przed nadchodzącym wzrostem cen pozostałych grup towarów. Dynamika cen żywności była dość raptowna, co daje nadzieję na to, iż podstawową część wzrostów żywności mamy już za sobą. To by oznaczało, że ten składnik koszyka inflacyjnego przestanie wywierać presję na dalszy wzrost inflacji. Jeszcze rok temu ceny żywności niemal nie chciały przyspieszać. A teraz roczna dynamika przekroczyła 5%.

Wzrosty odnotowują też  towary i usługi składające się na część nieżywnościową koszyka inflacyjnego. Na szczęście po I kw tego roku, presja części nieżywnościowej wyraźnie osłabła. Inaczej mówiąc, towary i usługi nieżywnościowe zdają się nie być obecnie poważniejszym zagrożeniem. Patrząc na ‘zachowanie’ inflacji w poprzednich cyklach wzrostowych, właśnie część nieżywnościowa koszyka nie zachowuje się obecnie tak jak w cyklach poprzednich (chodzi o lata 2004, 2007-2008 oraz 2010-2011).

Czytając sprawozdania ze spotkań  RPP można odnieść wrażenie, że jej członkowie zachowują zimną krew. Zapewne słusznie. Trzeba jednak przypomnieć, że rolą RPP jest działania antycykliczne, m.in. po to by uniknąć przegrzania gospodarki i ograniczyć skalę późniejszej korekty, która dla społeczeństwa nigdy nie jest miła. Warto docenić to, że RPP nie chce przedwcześnie i – ewentualnie – niepotrzebnie podnosić stóp. Jeżeli więc jest to zachowanie zimniej krwi, to ok. Obawiam się jednak po lekturze tzw. minutek i zapisu dyskusji  po comiesięcznych spotkaniach, że RPP może przedobrzyć, czyli nie docenić ryzyk jakie się kumulują. Być może RPP stara się idealnie trafić w punkt, w którym podwyżka będzie już niezbędna. To naturalne dążenie i marzenie członków RPP, ale i komentatorów rynkowych (każdy chciałby wskazać dokładnie ten moment gdy zmiana stóp jest niezbędna).

O PPI (tzw. inflacja w przemyśle) nie będę już wspominał, bo ten indeks cenowy zachowywał się ostatnio podobnie jak nieżywnościowa część koszyka inflacyjnego. Po gwałtownym przyspieszeniu na przełomie  2016/2017 dynamika PPI zdaje się stabilizować chwilowo w przedziale 2-3%.

Teraz pora na stan gospodarki. Jest (prawie) dobrze. Tempo PKB powoli się podkręca m.in. przez rosnący popyt wewnętrzny. To głównie zasługa gospodarstw domowych. Wszystko wskazuje na to, że w ty mroku tempo PKB może przekroczyć 4%. W ostatnich 3 latach bezrobocie spadło do ok. 7%, a z rynku napływają sygnały o problemach z pozyskaniem pracowników. Średnie wynagrodzenie od 2014 rośnie (przy pewnych wahaniach) o ponad 4% rocznie, czyli nieco przekraczając wzrost wydajności w gospodarce (w zależności od przyjętej metody liczenia, wskazania mogą się minimalnie różnić). Wzrost siły nabywczej społeczeństwa i poprawa nastrojów konsumenckich zaczyna być powoli widoczna na rynkach niektórych dóbr.

Dlaczego kilka linijek wyżej określiłem wzrost gospodarczy jako prawie dobry? Bo układ komponentów wzrostu nie jest wymarzony. Wzrost gospodarczy ciągniemy w zbyt dużym stopniu spożyciem indywidulanym, przy zbyt słabym tempie inwestycji. Do tego przyzwoicie rosną wynagrodzenia i mamy niezwykle niskie bezrobocie. To nie jest bezpieczny mix na najbliższe kwartały (może prowadzić do presji cenowych w gospodarce).

Tyle w dużym skrócie. Celem podanych wyżej informacji było przypomnienie, że wzrost inflacji i przyspieszanie wzrostu PKB powodowało konieczność powolnego podnoszenia stóp, by uchronić gospodarkę przed niezdrowym wzrostem (np. opartym na popycie i poprawie nastrojów). Obecny splot czynników (wskazałem tylko grupę wybranych) jako żywo podobny jest do sytuacji makroekonomicznej z lat, które wyżej wymieniłem.

Nie chcę RPP bynajmniej banalnie krytykować. Jednego czego mi na pewno w jej komunikatach brakuje, to silniejszego sygnalizowania, że w razie potrzeby nie zawaha się rozpocząć cyklu podwyżek stóp. Jestem przekonany, że RPP w poprzednim składzie bardziej zwracałaby uwagę na sytuację w finansach publicznych. Obecny względnie poprawny ich stan jest przejściowy i kiedy (bo w końcu i tak to nastąpi), koniunktura się pogorszy, zabraknie nam bufora amortyzującego spadek wpływów do budżetu. Pisząc o buforze nam na myśli oczywiście dopuszczalny w UE deficyt finansów publicznych.  

Niemal nigdy nie jest tak, że jesteśmy świadkami dokładnej kopii wydarzeń sprzed lat. Obecne nałożenie się zmian wskaźników cenowych i koniunktury gospodarczej przypomina sytuacje sprzed lat. Jaka jest więc różnica, która powstrzymuje RPP przed działaniem?? Oprócz cen żywności, których dynamika wzrostu wkrótce powinna wyhamować, pozostałem indeksy cenowe budzą obawy, ale mogą nie dojść do stanów ‘alarmowych’. PKB przyspiesza, ale niekoniecznie tak dynamicznie jak w opisywanych okresach wcześniejszych. To m.in. dlatego RPP wstrzymuje się z działaniem lub wydawaniem ostrzeżeń. Wydaje się, że większość członków RPP chce wierzyć  w scenariusz łagodniejszego przejścia gospodarki przez pełen cykl koniunkturalny.

Na rynku panuje przekonanie, że i tak stopy procentowe będą musiały wzrosnąć. Nikt nie chce podwyżki szybciej niż będzie to konieczne. Wydaje się, że obecna RPP chce do ostatniej chwili wyczekać z tą decyzją. Rynek widząc opisany przeze mnie niebezpieczny mix wskaźników, od połowy 2016 r. podniósł stawki FRA. Docelowo oczekiwana jest podwyżka w perspektywie roku o od 0,25% do 0,5%. Niemniej kształt krzywej wskazuje iż jest to swego rodzaju ‘dyżurne’ przygotowanie do ewentualnej podwyżki niż silnie przekonanie o niej

I już jako ciekawostkę.  Czytelnicy komunikatów z posiedzeń RPP zapewne zauważają, że czasami jest mowa o ewentualnej obniżce. To nie jest bynajmniej przykład jakiejś schizofrenii członków RPP czy makroekonomicznej dezorientacji. Scenariusze zmian obarczone są pewnym prawdopodobieństwem realizacji. W makroekonomii nie da się w 100% precyzyjnie przewidzieć zmian nawet w okresie 1 roku. M.in. dlatego projekcje inflacji publikowane przez NBP obejmują okres 2-3 lat. RPP powinna omówić i przygotować się na pełne spectrum scenariuszy makroekonomicznych. Prawdopodobieństwo ewentualnego cięcia stóp za kilka kwartałów jakieś tam oczywiście jest. Jest jednak bardzo małe.

Zaszufladkowano do kategorii Gospodarka | Dodaj komentarz

Pracownicze Plany Kapitałowe. Pytanie: jaką faktycznie mają pełnić rolę?

Idea Pracowniczych Planów
Kapitałowych (PPK) to jeden z istotnych elementów zmian jakie zafundował nam
obecny rząd w systemie emerytalnym. Zarys programu zaprezentowało opinii
publicznej Ministerstwo Rozwoju. Program PPK nie jest przedmiotem standardowego
przekazu medialnego rządu. Program skrywa w sobie pewne informacje, z którymi
rząd wolałby się nie obnosić przed opinią publiczną. Pod tekstem podaje link na
31-stronicową prezentację Ministerstwa Rozwoju. Ja sobie pozwolę tylko na garść
opinii o PPK w kontekście całości zmian emerytalnych dokonywanych przez obecny
rząd.

PiS po przejęciu rządów rozpoczął proces poważnych zmian w systemie
emerytalnym
. Przede wszystkim rząd wycofał się z podwyższonego przed kilku
laty wieku emerytalnego. Opinia publiczna w znacznej części przyjęła to z
zadowoleniem, w przeciwieństwie do ekonomistów. Myliłby się ten, kto sądzi że politycy PiS nie są świadomi zagrożenia
jakie wywołali dla wysokości emerytur i finansów publicznych w kolejnych latach
obniżeniem wieku
. Rezygnacja z granicy 30-krotności średniego wynagrodzenia
przy płaceniu składek to pierwszy z desperackich kroków i potwierdzenie obaw
jakie obecny rząd ma.  

PPK są wpisane na prezentacji
(link) w szerszy Program Budowy Kapitału. Ten zaś jest elementem Strategii
Odpowiedzialnego Rozwoju. Brzmi dumnie, prawda? Z moim doświadczeń wynika, że
im bardziej coś dumnie brzmi w przekazie takiego czy innego rządu, z tym
większym emocjonalnym dystansem trzeba czytać programy, dokumenty itd.

PPK mają swoje zalety. Najważniejszą moim zdaniem jest narzucanie niemal powszechnie dodatkowej
składki  emerytalnej, z której można
zrezygnować.
Tym razem nie pytamy czy pan/pani jest zainteresowana
dodatkowym oszczędzaniem (jak np. w przypadku PPE), tylko narzucamy to
pracownikom. A dopiero ci, jeśli nie będą zainteresowani dodatkową składką, będą
musieli to zadeklarować. Takie podejście nie jest złe. Warto takie działania
podjąć. Autorzy PPK (m.in. min Morawiecki) są przekonani, że ¾ pracowników nie zrezygnuje z opłacania dodatkowej składki. To
tutaj kryje się mały haczyk rządowy (skrywany przed opinią publiczną), ale o
tym dalej. Dodatkową składkę płaci pracodawca.

Kolejną zaletą PPK jest zwiększenie palety oszczędności na
okres po zakończeniu aktywności zawodowej.
Jest ZUS, OFE, IKE, IKZE, PPE a
teraz dojdzie PPK. Dodatkowo część środków z PPK będziemy mogli wypłacić od
razy po osiągnięciu wieku emerytalnego na
bieżące potrzeby (np. choroba) lub przekazać na wkład mieszkaniowy
. Pozostałą część otrzymamy w ratach w
określonym terminie (okresie) lub przeniesiemy
do funduszu ubezpieczeniowego
(jeżeli taką opcję wybierzemy; poważnym problemem
może być koszt).

Należy też dodać, że państwo – w dużym uproszczeniu – dopłaci nam skromną kwotę jako zachętę do
oszczędzania
, co jest bardzo miłym gestem.

A teraz Wady i krytyka.

PPK jest niczym innym jak formą podniesienia nam składek emerytalnych.
Przekonanie, że ¾ uczestników programu pozostanie w nim,  niechybnie oparte jest na wierze, że beneficjenci
nie będą świadomi iż mają możliwość rezygnacji lub ulegną argumentacji iż mają
do czynienia z wyjątkowym produktem. Obawiam się, że wśród tej ¼ będą ci z
najniższymi wynagrodzeniami, którzy będą szukali wszelkich form podniesienia
wynagrodzenia netto, kosztem oszczędzania na emeryturę. W efekcie PPK nie rozwiążą kwestii emerytur osób z
krótkim stażem lub niskim wynagrodzeniem
.

Rząd obniżył wiek emerytalny, a teraz stara się na wszelkie sposoby zachęcić
do dodatkowego oszczędzania na emeryturę, zdając sobie sprawę ze skutków
obniżenia wieku emerytalnego dla przyszłych emerytów i finansów publicznych.

Niestety taki pomysł powoduje podniesienie kosztów funkcjonowania systemu
okołoemerytalnego (koszt bodźców finansowych). Koszty ponosimy my, obywatele.
Za pośrednictwem budżetu sami sobie zapłacimy za ulgi. Koszt corocznych dopłat
szacowany jest na 2 do 3 mld zł.

PPK i zmiany z nimi związane
(m.in. dotyczące OFE) znacznie komplikują system produktów emerytalnych, który
już obecnie nie jest łatwy dla przeciętnego Polaka do zrozumienia. Pomijam już
to, że znaczna część obywateli po prostu nie rozumie zasad działania systemu
emerytalnego.

Nie do końca jest dla mnie jasne,
na co będą przeznaczane składki z PPK (chodzi o zasady inwestowania zebranych
składek).  Prezentacja do której się odnoszę
(link) sugeruje, że rząd jest zainteresowany przeznaczeniem składek na
‘narodowe’ inwestycje w tym mieszkaniowe (finansowanie REITów). Ni mniej ni
więcej, rząd szuka kapitału na inwestowanie w polskie firmy i rynek
mieszkaniowy. Zarządzaniem pieniędzmi mają się zająć TFI lub Polski Fundusz
Rozwoju jeżeli nie dokonamy wyboru TFI. (wcześniej w mediach pojawiały się
informacje, że początkowo PFR miał zarządzać składaki). Tak naprawdę PPK to inna formuła OFE. W przeciwieństwie do OFE,
przynajmniej początkowo zakres inwestycji byłby ograniczony, na co wskazują
informacje w prezentacji. A wystarczyło
po prostu zmodyfikować formułę OFE
. Niestety politycy PiS i decydenci z
rządem związani nie ukrywają politycznej alergii na OFE. Zmiana formuły OFE pozwoli rządowi przejąć część pieniędzy do FRD, co
stanowi świetną poduszkę finansową dla rządu
. Część naszych składek, które
przejdą z OFE na FRD będzie zapisana na naszych kontach, więc formalnie na tym
nie stracimy. Niestety nie poprawi to docelowo płynności systemu, ale to już
nie jest przedmiotem troski polityków PiS. Inaczej mówiąc przejście z OFE na
PPK pozwoli rządowi na naprawienie skutków obniżenia wieku emerytalnego i
częściowy wpływ na decydowanie gdzie te pieniądze ‘pójdą’.

W prezentacja (link na dole) poświęcono niemało miejsca (co najmniej 2 strony z 31) na deprecjonowanie OFE. Zawarte
tam informacje to mieszanina manipulacji i przemilczeń. Jednym z argumentów na
to, że OFE są złe i szkodliwe, ma być fakt iż OFE lokowały w akcje zagraniczne
(czy PPK miały by mieć zakaz lub poważne ograniczenie?). Dokument nie wyjaśnia
skąd taka polityka OFE się wzięła. OFE po odebraniu obligacji skarbowych i
ograniczeniu możliwości lokowanie w nie, zainteresowały się rynkami
zagranicznymi. Powodem była słusznie rozumiana dywersyfikacja portfela i idące
w górę zagraniczne indeksy giełdowe. Za to akurat OFE bym pochwalił.

PPK zostały w prezentacji
wkomponowane w pogram budowy krajowych oszczędności, kapitału inwestycyjnego na
rzecz rozwoju kraju itp.. Dodatkowo jest mowa o zabezpieczeniu przyszłych
emerytów przed skutkami niskich emerytur (nie jest określone bezpośrednio) i
finansów publicznych przed problemami finansowymi w przyszłości. Zostało to tak sprytnie przedstawione i
skomponowane w spójną całość, że przeciętny obywatel nie zauważy, że PPK (i
powiązane zmiany w OFE) są m.in. po to by ratować rząd przed skutkami decyzji
jakie podjął

Link na prezentację Ministerstwa Rozwoju.

https://www.mr.gov.pl/media/22008/ProgramBudowyKapitalu_prezentacja.pdfa

Zaszufladkowano do kategorii Wszystko | Dodaj komentarz

Gospodarcze propozycje Grzegorza Schetyny.

W sobotnim przemówieniu, podczas Konwencji Polska Samorządna, przewodniczący PO przekazał garść pomysłów ze sfery społeczno-gospodarczej. Przyznam, że mam dość mieszane odczucia po lekturze wystąpienia przewodniczącego. Poniżej wybrane przeze mnie zapowiedzi i oceny G.Schetyny i krótki komentarz.

„…Platforma Obywatelska zrobi wszystko, aby to samorząd był jedynym gospodarzem regionu…”. W propozycjach szefa PO, wiele miejsca zajęły propozycje dla samorządów. To nie dziwi, bo w końcu był to główny motyw Konwencji PO. O ile do niektórych pomysłów finansowych skierowanych do samorządów można mieć wątpliwości, to wiele z przekazanych idei można traktować jako ciekawe. Większa samodzielność wymagałaby większej swobody w wydawaniu pieniędzy. Tymczasem niektóre akty prawne narzucają samorządom przedmiot wydatków, co z natury rzeczy istotnie ogranicza możliwości manewru budżetu  jakim samorządy dysponują. Odrębnym problemem, na który samorządy od lat zwracają uwagę, jest przerzucanie na nie obowiązków bez zapewnienia odpowiednich kwot.

„…Zostawimy każdą złotówkę z podatków PIT i CIT tam, gdzie mieszkają obywatele..”  Obawiam się, że w tej obietnicy G.Schetyna nie spełni lub w najlepszym wypadku tylko częściowo. Niestety (lub stety) słowa padły i trzeba się będzie kiedyś z nich rozliczyć. Obecnie pieniądze dzielone są między budżet i samorządy. Prawdopodobnie skończy się na tym, że część gmin w zamian za pozostawione wpływy z PIT i CIT dostanie mniejsze subwencje i dotacje. W większości przypadków na to samo więc wyjdzie. Inną kwestią jest to, że w Polsce są gminy bogate z dobrze prosperującymi dużymi zakładami na swoim terenie. Zostawienie im całości wpływów z CIT i PIT z ich terenu nie ma sensu.

„…Państwo musi przeciwdziałać podziałowi na Polskę A i Polskę B…”. Wszyscy obiecują to od lat. Państwo ma na to dość ograniczony wpływ. Sektor prywatny sam decyduje gdzie lokuje zakłady. Sektor państwowy, również nie może lokować działalności gdzie zechce. Już obecnie transferujemy w ramach finansów jednostek samorządowych ogromne kwoty dla tzw. Polski B. Do tego dochodzi wsparcie unijne. Wbrew pozorom, pozostawienie wpływów z podatków dochodowych nie poprawi sytuacji. Biedniejsze gminy nada pozostaną biedne na tle innych. A może po prostu zacznijmy wyprowadzać z W-wy część urzędów. Ja pracuje w banku, którego centrala ma lokalizację w dwóch miastach. W dwóch lokalizacjach funkcjonują nawet departamenty. Przy obecnym rozwoju techniki i telekomunikacji funkcjonowanie w kilku lokalizacjach nie jest poważniejszym problemem. Żadna polska wieś na tym oczywiście nie zyska, ale można ożywić rynek pracy w dawnych miastach wojewódzkich.

„…Największym skandalem i zagrożeniem dla rozwoju naszego kraju jest to, że pod hasłem „repolonizacji” robi się wielki skok jednej partii na całą polską gospodarkę….”.  O ile jestem przeciwnikiem sztucznej repolonizacji i wielu decyzji PiS w obszarze sektora państwowego, to raczej nie mógłbym potwierdzić, że PiS dokonał skoku na całą gospodarkę.  Na pewno możemy mówić  o skoku personalnym na spółki SP i wyciągania pieniędzy z nich na działalność polityczną. Tzw. repolonizacja Pekao SA  niczego nam nie daje i nie była potrzebna.  G.Schetyna nie podał swojej oceny zakupu PeKao  SA, ani co z tym zrobi po ewentualnym przejęciu władzy.  Przewodniczący zaproponował ciekawy temat, który wskazuje na jego odwagę. Niestety po tzw. A nie padło B.

„…Musimy skończyć z patologią etatyzmu. Wrócić do urynkowiania polskiej gospodarki …„. To jedne z cenniejszych zdań jakie padły w wypowiedzi szefa PO z obszaru makroekonomii.  Obecnie w sferach lewicowych i w kręgach PiS słowa ‘wolny rynek’ niemal nie padają lub traktowane są jak obelga. Cieszę się więc, że ktoś ma odwagę je przypomnieć . Gospodarka wolnorynkowa jest zdecydowanie silniejszym bodźcem dla rozwoju gospodarki i jej konkurencyjności niż tzw. etatyzm.

„….wypłacenie proponowanej przez PO trzynastej emerytury i rozszerzenie programu 500 plus na pierwsze dziecko….” . To już czysty populizm i podjęcie rywalizacji o elektorat na poziomie PiS. Z politycznego punktu widzenia może jest to zrozumiałe, ale z ekonomicznego nie. Program 500+ wymaga redukcji , zmiany zasad udzielania i zapewnienie mu trwałego finansowania. Składanie obietnic, że program będzie rozszerzony jest niepoważne. Nie ma też sensu bawić się w 500+ dla emerytów. PiS zrobił w tego polityczny wabik. Mało kto zauważył, że PiS 500+ dla emerytów nie chce utrwalić zapisem ustawowym. Wg pomysłu PiS będzie to doraźna akcja, wymagająca corocznej akceptacji rządu. Już lepiej byłoby zaproponować rozwiązanie dotyczące zasad udzielania emerytur minimalnych lub innych form wsparcia dla gosp. domowych z najniższymi dochodami.

Skąd kasa na prezenty? ”… Dzięki wyższym dochodom podatkowym z lepiej zarządzanych firm ..”. z kontekstu wypowiedzi wynika, że chodzi o firmy państwowe. Ile z tego miałoby być mld zł? Tego się nie dowiedzieliśmy. Zapewne nieprzypadkowo, bo o ile w ogóle, to byłaby to kwota niewielka w porównaniu z kwotą przeznaczoną na realizację obietnic. Ponadto G.Schetyna nie wskazał jak rządy PiS wpływają na obniżenie wpływów podatkowych ze spółek SP. Mamy więc do czynienia z obietnicą a’la PiS, czyli obiecujemy miliardy złotych bez obciążania obywateli.  

I na koniec wypowiedzieć o systemie emerytalnym, a konkretnie o powrocie do II filara emerytalnego. Jak rozumiem chodzi o powrót do  OFE lub czegoś zbliżonego. Ja również za tym jestem. Chociaż do przedyskutowania zostaje forma, zakres inwestowania, skala przekazywanych środków itd. W tej części mogę G.Schetynę pochwalić. Ale padła też wypowiedź, którą ja lokuje w szufladce ‘populizm’. Chodzi o wypowiedź: „…Tak jak 5 lat temu, tak i dziś uważam, że błędem było przeniesienie obligacji skarbowych z filara kapitałowego do Funduszu Ubezpieczeń Społecznych…… Błędy trzeba umieć naprawiać…” . To, że wielu Polaków ma o to żal, wynika z niezrozumienia problemu przed jakim przed laty staliśmy. II filar zaczął się po kryzysie z lat 2008/09 przyczyniać do błędnego koła w jakie wpadliśmy. W efekcie napompowaliśmy dług publiczny obligacjami z powodu przesyłania składek, których wartość przyczyniała się do powiększania deficytu. Po drugie ryzyko tego czy państwo wywiąże się z wypłaty emerytury z kapitału jaki będę miał na koncie czy z wykupu obligacji, jest takie samo. Tu i tu jest państwo i jego wypłacalność.

Już jako zupełnie niezrozumiałe oceniam obietnice przekazania własności środków z II filaru. Przypomnę, że ta kwestia była już rozstrzygana przez bodaj Trybunał Konstytucyjny. Ponadto, co warto podkreślić, przekazanie własności nie oznacza swobody dysponowania. I tak środki z II filara do czasu osiągnięcia wieku emerytalnego lub zbliżonego będą musiały być zablokowane . W przeciwnym wypadku ludzie masowo likwidowaliby konta nie przejmując się przyszłością.

Zaszufladkowano do kategorii Opinie | Dodaj komentarz

Joanna Mucha, Program dla opozycji. Umiejętność pisania niczego.

 W minionym tygodniu pewne poruszenie wywołał dokument programowy autorstwa posłanki Joanny Muchy. Pani J.Mucha opatruje go słowem ‘program’. W mediach pojawiają się określenia ‘program dla opozycji’, ‘manifest dla opozycji’ itp. Część komentatorów widzi w programie wręcz zapowiedź sporu pokoleniowego w PO i propozycję nowego ładu gospodarczego na kolejne lata. Takie też wrażenie stara się stworzyć sama autorka. Materiał jaki poznaliśmy w minionym tygodniu określany jest przez autorkę jako zapowiedź tego co mamy poznać w kolejnych miesiącach. Poczekamy, zobaczymy. Jak na razie to co poznaliśmy jest niebywale ogólne. Tak naprawdę, to zestaw górnolotnych haseł. Można mieć tylko nadzieje, że z biegiem najbliższych miesięcy będzie tym hasłom nadana głębsza treść. Chociaż po tym co już wiemy, wiele bym nie oczekiwał.

Razi i śmieszy analiza przeszłości. J.Mucha zdaje się przepraszać czytelników za błędy rządów koalicji bez analizy co dokładnie było złe i dlaczego. To taka polityczna autokrytyka w celu zyskania poklasku. Jeżeli J.Mucha chce przepraszać za politykę społeczno-gospodarczą minionych lat, to sama mimowolnie stawia pytanie o swój w tym udział i kompetencje. Wbrew pozorom rządy PO-PSL może nie były idealne, ale jest je za co pochwalić. Przykład? Ucieczka przed skutkami kryzysu 2008/09 za pomocą bardzo wysokiego deficytu finansów publicznych. Deficyt ten był z biegiem lat powoli zmniejszany, by uniknąć negatywnych konsekwencji społecznych i ekonomicznych. Był to ruch, co mało kto zauważa, z arsenału ekonomistów lewicowych. W zakresie polityki społecznej, koalicja PO-PSL również miała swoje małe sukcesy. Koalicja PO-PSL podjęła też kilka kolejnych, niebudzących sympatii społecznej, kroków w reformie systemu emerytalnego. Niestety były to decyzje niezbędne.

Jak wielu obecnie polityków opozycyjnych, tak i J.Mucha boi się krytykować program 500+. Twierdzi wręcz, że program zasługuje na poparcie. Otóż nie zasługuje. Brak mu trwałego i pełnego pokrycia wpływami budżetowymi. Największą wadą 500+ jest rozmach programu i rozdawnictwo rodzinom, które wsparcia nie powinny dostać. Program nie był skorelowany z innymi zmianami w polityce społecznej, czy z kwotą wolną w PIT. Poprzedni rząd, chcąc zmniejszyć deficyt finansów do w miarę bezpiecznych rozmiarów, nie decydował się na poważniejszy program wsparcia finansowego. I słusznie. M.in. finansowy rozmach w 500+ powoduje, że nadal  brak nam środków na zwiększenie finansowania służby zdrowia.

Posłanka PO nie tylko w temacie polityki wsparcia społecznego uległa narracji PiS. J.Mucha, zgodnie z obecną linią polityczną PO, zdaje się wstydzić i kajać za podniesienie wieku emerytalnego. Ten polityczny ruch jest już zupełnie niezrozumiały. „System ubezpieczenia emerytalnego musi być zaprojektowany tak, aby dawał ludziom poczucie stabilizacji przez całe ich życie.” „Tak”, czyli jak? Wszyscy w PO boją się teraz wspominać o wieku emerytalnym. Niestety, tylko na tyle stać J.Muchę w kwestii systemu emerytalnego. Dosłownie, tylko jedno zdanie. Mam nadzieję, że w jednym z kolejnych ‘odcinków’ programu,  dowiemy się czegoś więcej.

                                                                                                                                                               

 

Link na komentowany program:

http://joannamucha.pl/2017/10/12/1149/

Zaszufladkowano do kategorii Wszystko | Dodaj komentarz

GUS. Badania ubóstwa w Polsce. Dlaczego rząd nie chwalił się wynikami raportu.

2017_10_01_obostwo

Kilka dni temu GUS opublikował wyniki badań dotyczące ubóstwa („Podstawowe dane dotyczące zasięgu ubóstwa w Polsce w 2016 r.”). Nie będę się oddawał szczegółowej analizie. Skupię się tylko na głównych myślach, które chciałbym przekazać. GUS opublikował raport 25 września. Rząd nie ‘eksploatował’ go medialnie, co nie powinno dziwić, bo raport pokazuje fakty, na tle których różnica między rządem obecnym i poprzednimi w obszarze polityki społecznej mocno się zaciera.

Wiele mówi już wykres na pierwszej stronie, który obejmuje okres podwójnych rządów poprzedniej koalicji (załączyłem wykres w moim wpisie). Wykres nie pozostawia złudzeń, że ubóstwo i wykluczenie ulegały powolnej redukcji już w latach poprzednich.  Program 500+ nie przyniósł jak widać radykalnej i natychmiastowej redukcji niekorzystnych społecznie zjawisk w 2016 r. Chociaż, by być uczciwym, niektóre z linii mogę się mocniej ‘wygiąć’ ku dołowi w wynikach za bieżący rok.

Przepompowane 17 mld (500+) zł w 2016 r. jest i nie jest zarazem istotnym działaniem w polityce społecznej. M.in. w tej jej części, która dotyczy walki z ubóstwem i zagrożeniem nim. W skali polityki społecznej, czy wyasygnowanych pieniędzy, program 500+ to znaczny ruch. Ale…, jak widać z załączonego wykresu, nawet tak znaczna kwota nie decyduje o istotnym przyspieszeniu pozytywnych trendów. Z innej perspektywy, 17 mld zł w 2016 r. czy 24 mld zł w 2017 r. to, w porównaniu z wydatkami gosp. domowych wg rachunku PKB, raptem ok. 2%. To ostatnia wartość przypomina nam, że w pierwszej kolejności o jakości życia społeczeństwa decyduje praca i zdrowa gospodarka. Inaczej mówiąc, bezpieczeństwo ekonomiczne nie wynika z programów pomocowych. One mogą być tylko uzupełnieniem.

Raport GUS pokazał też to, za co program 500+ był bardzo krytykowany. Okazuje się, że w przypadku gospodarstw jednoosobowych, rodzin z jednym dzieckiem, jednej osoby dorosłej z dziećmi i podobnych przypadkach, poziom ubóstwa i zagrożenie nim nie zmniejszyły się lub nawet wzrosły w okresie ostatnich dwóch lat. Taki wynik w porównaniu z rozrzutnością 500+, potwierdza zarzuty o lekkomyślnym rozdawaniu pieniędzy w ramach 500+. Sondaże dotyczące wykorzystanie środków z 500+ przez gospodarstwa domowe, tylko to potwierdzają.

Inną ciekawostką, na którą mało kto zwraca uwagę, jest rzekoma skuteczność programu. Absolutnie nie przeczę, że bezpieczeństwo finansowe ma wpływ na dzietność. Polecam jednak spojrzeć na dane o narodzinach w latach 2007-2009. Można więc postawić pytanie na ile do wzrostu urodzeń przyczynia się zatrudnienie i poczucie względnego bezpieczeństwa na rynku pracy, a w jakim stopniu program 500+.

Nie będę ukrywał krytycznego stosunku do programu 500+. Stawiam dwa główne zarzuty: rząd nie zapewnił trwałego finansowania programu w budżecie oraz znaczna część środków (może nawet połowa) kierowana jest do gospodarstw domowych, które tego wsparcia nie powinny otrzymać.

Zaszufladkowano do kategorii Opinie | Dodaj komentarz

Ceny mieszkań. Bez paniki.

2017_09_25_liczba_mieszka

Od czasu do czasu wracam do rynku nieruchomości. Obecnie z tym większą ciekawością, że w mediach od niedawna zaczęły się pojawiać informacje o wyraźnych czy radykalnych trendach wzrostowych na rynku mieszkaniowym (mowa o cenach) lub że cena średnia ukrywa faktyczne zmiany. Niestety nie mogę potwierdzić, że tak się dzieje. Skąd więc takie opinie? Powodów może być kilka. Pierwszy, to wkraczający również do mediów ekonomicznych ton sensacji. Materiał analityczny opatrzony sensacją ma większą oglądalność. Drugi, to nieprawidłowo (mam nadzieję, że nie jest to działanie celowe?) dobrany materiał analityczny do wyprowadzanego wniosku. Są miasta gdzie rok do roku ceny transakcyjne na rynku pierwotnym w II kw 2017 skoczyły o kilkanaście procent. Ale to tylko dwa rynki (miasta) z siedemnastu obserwowanych przez NBP. Na pozostałych rynkach wzrosty są na ogół skromne lub nawet ujemne. Wskazania oparte na danych z portali ofertowych (np. dane Bankier.pl we współpracy z Otodom.pl), co do zasady, są zgodne z wnioskami jakie można wyciągnąć z danych NBP. Zaletą danych z portali mieszkaniowych jest szybkość podawania informacji. Obecnie znane są ceny ofertowe z sierpnia. Niejednokrotnie opinie o radykalnych wzrostach oparte są na wąskiej grupie projektów deweloperskich, które są nieporównywalne z innymi. Nie ma sensu wyciągać wniosków co do trendu cenowego, porównujące osiedle z luksusowej dzielnicy z cenami mieszkań sprzed roku w przeciętnej lokalizacji  i o gorszym standardzie. Zupełnie już nie rozumiem pretensji do średniej rynkowej. Średnia to średnia. Ma wady i zalety. Dla kogoś kto obserwuje trendy cenowe na rynku nieruchomości , uśrednione ceny z miast, regionów czy nawet Polski, są moim zdaniem bardzo cennym i wiarygodnym wskaźnikiem oraz punktem odniesienia.

Wg danych NBP dla siedemnastu miast, cena transakcyjna m_kw na rynku pierwotnym wrosła y/y  niemal o 3 procent w II kw. Oczywiście w poszczególnych miastach rozkład jest nieco zróżnicowany (na ogół plus minus  3 p.p.). Na dane NBP za III kw (publikowane w cyklu kwartalnym), musimy jeszcze poczekać. Zaskoczenia jednak nie należy oczekiwać, na co wskazują dane z ofertami na portalach internetowych (wspomniany m.in. Otodom.pl) za lipiec i sierpień. Nie przeczy to oczywiście temu, że tu i ówdzie deweloperzy mogą oferować mieszkania w cenach wyraźnie wyższych w porównaniu z poprzednimi kwartałami.

2017_09_25_dynamika_cen1

Mimo pewnej zmienności dynamiki cen w minionych latach widać, że w roku bieżącym tempo wzrostu cen m_kw powoli przybiera na sile. Daleki jestem jednak od siania paniki, bo nie ma do niej powodów. Od kilku kwartałów doświadczamy bardzo wysokiego wzrostu wynagrodzeń i poprawy na rynku pracy, co w końcu musiało się przełożyć na bardziej dostrzegalny wzrost cen mieszkań. Średni roczny wzrost cen na rynku nieruchomości w okresie III kw’16 – II kw’17 wyniósł 2,3%, przy 4,2% dla wynagrodzeń.

Moim zdaniem nie ma jednak obaw o powtórkę sytuacji sprzed dziesięciu lat. Wtedy był to swego rodzaju błąd młodości przy niezwykle dynamicznie rozwijającej się gospodarce i równie dynamicznie rosnących wynagrodzeniach. Ponadto deweloperzy bardzo sprawnie reagują na sygnały o poprawiającym się popycie. Już obecnie liczba mieszkań z grupy „na sprzedaż lub wynajem” (tzw. deweloperskie) przekroczyła rekordowy 2009 rok. Jeśli chodzi o liczbę mieszkań, których budowę rozpoczęto, rekord z 2008 został pobity już dawno temu. W tym roku możemy wręcz mówić o małym boomie budowlanym. Wspominam o rozpoczętych budowach nie bez przyczyny. Radykalny wzrost liczby budowanych mieszkań, będzie wpływał hamująco na wzrost cen. Zresztą to się już dzieje.

Po cenach ofertowych na rynku pierwotnym i cenach na rynku wtórnym (dane NBP i Otodom.pl) widać, że oferujący mieliby ochotę na wyższe ceny transakcyjne. Strona popytowa jednak bardzo opornie akceptuje podwyżki cen.

Na problematykę cen mieszkań warto też spojrzeć z perspektywy siły nabywczej kupujących. Mowa o prostym wskaźniku,  ile metrów kw można zakupić za średnią pensję. Spadek cen mieszkań w latach 2009-2012 i późniejsza szybsza dynamika wynagrodzeń (niż dynamika cen mieszkań), doprowadziły do istotnej poprawy siły nabywczej naszych wynagrodzeń. Jeszcze w 2007 i 2008 mogliśmy kupić (średnio) raptem pół metra kwadratowego za średnie miesięczne wynagrodzenie. Obecnie jest to już 0,8. Bardziej korzystna zmiana miała miejsce na rynku wtórnym. W latach 2007-2017 wartość zmieniła się z nieco ponad 0,5 do 0,9.

2017_09_25_wskazniki

 Jak widać, ceny na rynku mieszkaniowym wcale nie rosną tak dynamicznie jak sugeruje to część komentatorów.  Średnie wynagrodzenie w gospodarce rośnie dość dynamicznie od początku 2016 r i możliwe, że taka sytuacja potrwa jeszcze kilka kwartałów. To musi się przekładać na wzrost popytu lub akceptację wyższych cen mieszkań. Sprzedawcy mieszkań na rynku wtórnym i pierwotnym próbują wymusić wyższe ceny, ale idzie to bardzo opornie.  Na koniec roku wzrost średniej ceny rynkowej transakcyjnej ( dla średniej z 17 miast wg raportów NBP) nie powinien być wyższy (w układzie y/y) niż 5% dla rynku pierwotnego i wtórnego. W roku przyszłym może to być od 3% do max 7%. Wszystko zależy od tego z jakim tempem wzrostu gospodarczego będziemy mieli do czynienia i jaka będzie jego struktura.

 

Zaszufladkowano do kategorii Wszystko | Otagowano | Dodaj komentarz

W inwestycjach ani dobrze ani źle.

2017_09_12_nakady_inwestycyjne

Od kilku kwartałów jedną z czołowych danych makro, na które spoglądamy są nakłady inwestycyjne. Spojrzałem na dane o nakładach inwestycyjnych raportowane przez średnie i duże przedsiębiorstwa.  Co do zasady wydźwięk danych nie może być inny niż to co widzimy w rachunku PKB i oczywiście (niestety) nie jest.

Po pierwszym półroczu wartość inwestycji była minimalnie niższa niż w porównaniu z y/y (spadek o 0,3% y/y). Sam drugi kwartał nie przyniósł żadnego przełomu dla przedsiębiorstw ogółem. Jest jednak pewien promyk nadziei. Działy przetwórstwa przemysłowego odnotowały wzrost inwestycji w I pół. niemal o 14% z porównaniu z rokiem ubiegłym. Nie jest to jednak wartość imponująca, jeżeli weźmie się pod uwagę, że przychody za I pół. działów przetwórstwa przemysłowego wzrosły łącznie o 10% y/y.

Analiza inwestycji na poziomie działów i gałęzi gospodarki absolutnie nie ułatwia wnioskowania, czy wyprowadzania trendów. Sytuacja jest niebywale zróżnicowana, gdy się patrzy na dynamikę zmian nakładów inwestycyjnych lub odniesienie do przychodów. Niestety, mimo dość przyzwoitego wzrostu gospodarczego, jedynie nieco ponad połowa działów gospodarki lub gałęzi wykazanych przez GUS w Biuletynie Statystycznym wykazuje wzrost inwestycji w I pół. 2017 w ujęciu y/y.

Biorąc pod uwagę szereg różnych wskaźników i relacji, widać wśród przedsiębiorstw ostrożność w inwestowaniu i pewną zachowawczość. Po kryzysie w 2008/09 niemal cztery lata czekaliśmy na większą śmiałość w inwestowaniu. Kiedy wiadomo już było, że gospodarka wchodzi na wyższe obroty, a przede wszystkim że wzrost może być trwały, przedsiębiorstwa zaczęły śmielej inwestować. To były lata 2014 i 2015. W roku wyborów i potem, w szeregi przedsiębiorców znowu wkradła się niepewność. Nie chcę szukać prostych uzasadnień, ale atmosfera polityczna i średnioterminowa niepewność w obszarze finansów publicznych i polityki gospodarczej rządu, do odważniejszego  inwestowania również nie zachęcały.

Wyniki tegoroczne inwestycji nadal nie nastrajają nadmiernym optymizmem. Trzeba jedna uczciwie przyznać, że nie są to też wyniki złe. W relacji do PKB czy przychodów, wartość inwestycji jest nieco większa niż w okresie 2010-13. Wydaje się, że w przedsiębiorstwach dostrzeżono trwałość wzrostu gospodarczego, ale nie przekłada się to wciąż na śmielszą politykę inwestycyjną. Tymczasem mamy już czwarty rok przyzwoitego wzrostu gospodarczego i chyba wszyscy zdajemy sobie sprawę, że w średnim terminie koniunktura może przestać nam sprzyjać. Ta przedłużająca się atmosfera wyczekiwania na lepsze sygnały rynkowe i okołorynkowe, by odważniej inwestować, trwa już nieco za długo.

Jestem jednak skromnym optymistą. Obecny poziom inwestycji m.in. w relacji do przychodów jest trochę zbyt mały. Stąd przekonanie, że w najbliższych kwartałach będziemy świadkami skromnych wzrostów, tzn. przyspieszenia inwestycji. W ujęciu y/y będą to kilkuprocentowe wartości lub incydentalnie dynamika będzie przekraczać 10%.

Zaszufladkowano do kategorii Gospodarka | Dodaj komentarz